Toruń: Trwa obława na mordercę

Trwające prawie dwie doby poszukiwania sprawcy dokonanych w Toruniu zabójstw 37-letniego sokisty i 62-letniego mężczyzny nie przyniosły rezultatu. Policja ujawniła w niedzielę wieczorem, że znaleziono plecak bandyty z osobistą odzieżą i pistolet P-64 zastrzelonego funkcjonariusza.

- Plecak znaleziono stosunkowo niedaleko miejsca drugiego z zabójstw - zastrzelenia 62-letniego Henryka P. Znalezione zostały też inne przedmioty należące do sprawcy, ale ze względu na dobro toczącego się postępowania nie podajemy o nich bliższych informacji - powiedziała rzecznik toruńskiej policji Lilianna Kruś-Kwiatkowska.

Reklama

Znaleziono czarny plecak z wyhaftowanym biało-czarnym napisem "Champion". W plecaku znajdowały się: broń skradziona sokiście, czarna czapka bejsbolówka i czarna bluza bawełniana rozmiaru XL z wyszytym granatową nicią napisem "Zafiro", nad którym umieszczone są dwie haftowane, wygięte kreski - żołta i błękitna.

Wcześniej policja informowała tylko o znalezieniu pistoletu P-64, ale nie ujawniono, że był w plecaku wraz z bluzą i czapką.

- Mamy nadzieję, że podany opis plecaka, bluzy i czapki sprawcy w powiązaniu z opublikowanym rysopisem pozwoli na szybsze jego zatrzymanie - podkreśliła Kruś-Kwiatkowska.

Policja podała, że jest to szczupły mężczyzna w wieku 25-30 lat, mający około 180 cm wzrostu i ciemne oczy.

Do tragicznych zdarzeń doszło w piątek późnym wieczorem. Około godziny 22. w rejonie torów kolejowych niedaleko ul. Podgórskiej służbę pełniło pięciu funkcjonariuszy SOK, zajmujących się poszukiwaniem złodziei, grasujących na terenie kolei w tym rejonie.

Gdy czterech z nich oddaliło się w kierunku torów, piątego, który pozostał przy samochodzie, 37-letniego Sławomira K., zaatakował nieznany mężczyzna, zadając mu kilkanaście ciosów nożem i powalił go na ziemię.

Obserwujący z daleka zajście pozostali funkcjonariusze zaczęli krzyczeć przekonani, że napastnik atakuje ich kolegę pięściami. Bandyta, widząc nadbiegających sokistów, wyrwał broń z kabury nieprzytomnego już mężczyzny i kilkakrotnie wystrzelił do nich. Strzały padły także w kierunku obserwujących z daleka całe zajście wędkarzy, ale były niecelne.

Sprawca strzelił również do swej ofiary, ale prawdopodobnie nie trafił. Dokładnie będzie wiadomo po zaplanowanej na jutro sekcji zwłok.

Przestępca odjechał z miejsca zbrodni polonezem truck, należącym do Służby Ochrony Kolei. Auto porzucił na jednej z pobliskich ulic i - uciekając dalej pieszo - pobiegł w kierunku ul. Strzałowej, gdzie zauważył otwarty garaż, a w nim Henryka P., którego z zimną krwią zastrzelił.

Jak ustaliła policja, Henryk P. mył samochód. Bandyta prawdopodobnie zażądał od niego kluczy do auta, a ponieważ właściciel ich nie miał, napastnik przyłożył mu lufę pistoletu do czoła i oddał jeden śmiertelny strzał.

- Po opublikowaniu portretu pamięciowego sprawcy otrzymaliśmy wiele sygnałów, że widziano kogoś podobnego. Jednak dotąd nie udało się nam ująć zabójcy. Nadał prowadzimy zakrojone na szeroką skalę poszukiwania - powiedziała Kruś-Kwiatkowska.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje