Tragedia w Gostycynie

Dwóch mężczyzn w wieku 47 i 55 lat zmarło w wyniku obrażeń, jakich doznali na skutek obsunięcia się ziemi w wykopie kanalizacyjnym, gdzie wykonywali prace. - Wykop nie był zabezpieczony - mówią strażacy i policjanci. -Te osoby nie były bezpośrednio zatrudnione; prace były wykonywane niezgodnie z przepisami - dodają inspektorzy pracy. Sprawę bada tucholska prokuratura.

Wykonywali prace w wykopie kanalizacyjnym

Reklama

Mężczyźni - mieszkańcy Bydgoszczy w wieku 47 i 55 lat wykonywali prace przy budowie instalacji kanalizacyjnej przy ośrodku zdrowia, za Urzędem Gminy. Pracownicy pogłębiali wykop w miejscu, gdzie nie było to możliwe koparką. W pewnym momencie osunęła się warstwa gliny i piasku, przysypując mężczyzn. - Przysypało ich po szyję, jednak na skutek obrażeń wewnętrznych, prawdopodobnie w wyniku zmiażdżenia klatek piersiowych, nie mogli oddychać.

Na ratunek ruszyli od razu mieszkańcy, wezwano także pogotowie ratunkowe i straż pożarną. Przybyliśmy po kilku minutach, razem z nami zespoły medyczne. Dotarliśmy do poszkodowanych, odkopaliśmy i wydostaliśmy ich z miejsca tragedii. Podjęte próby przywrócenia czynności życiowych przy pomocy nowoczesnego sprzętu, elektrowstrząsów i innych zabiegów, nie przyniosły jednak skutku.

Po około 40 minutach akcji ratowniczej stwierdzono zgony mężczyzn - powiedział tuż po akcji Krzysztof Łangowski, dowódca Jednostki Ratowniczo - Gaśniczej PSP w Tucholi. - W akcji udział brały 3 zastępy straży pożarnej, jeden z JRG, dwa z OSP Gostycyn, dwa zespoły ratownicze i policja. Przyleciał także śmigłowiec ratunkowy, jednak w momencie pojawienia się jego załogi na miejscu wypadku, pomoc nie była już potrzebna - mówi dalej Łangowski.

Teraz sekcja zwłok odpowie ostatecznie na pytanie co było przyczyną śmierci mężczyzn (na chwilę obecną przyjęto, że było to przyduszenie). Z uwagi na to, że do wypadku doszło na terenie należącym do gminy Gostycyn, o komentarz poprosiliśmy wójta. - Jestem przytłoczony tym, co się stało, nie wiem co powiedzieć - powiedział dzień po tragedii wójt, Jacek Czerwiński. Z niedowierzaniem wszystkiemu przyglądali się mieszkańcy. - Zasypało ich? Zginęli na takiej głębokości? Wierzyć się nie chce, że do tego doszło - mówili. Współpracownicy ofiar, nie chcieli na miejscu wypadku komentować całej sytuacji. - Proszę zrozumieć, że to dla nas wielka tragedia.

"Wykop nie był zabezpieczony"

Bardzo istotny fakt do całej sprawy dodaje Kamila Dzierzyk, rzecznik prasowy tucholskiej komendy policji: - Wykop nie był zabezpieczony - mówi. Informację tą potwierdza też Krzysztof Łangowski z JRG. - To prawda, że wykop nie był zabezpieczony. Ze wstępnych oględzin wyglądało na to, że na górze znajdowała się warstwa gliny, a poniżej warstwa piasku - mówi.

"Prace były wykonywane niezgodnie z przepisami"

Na miejsce przybył też pracownik Okręgowego Inspektoratu Państwowej Inspekcji Pracy w Bydgoszczy, nadinspektor Grzegorz Łukaszewski. To właśnie jego zapytaliśmy o kwestię zabezpieczenia miejsca pracy, w którym doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Łukaszewski także potwierdził, że miejsce to nie było zabezpieczone i ujawnił kolejny poważny fakt: - Te osoby nie były bezpośrednio zatrudnione, były po prostu wzięte do pomocy. Byłem na miejscu, brałem udział w przesłuchaniach świadków i współpracowników, dokonałem wstępnego rozeznania - powiedział Łukaszewski i skierował nas do Okręgowego Inspektora Pracy, także w Bydgoszczy. - Prace były wykonywane niezgodnie z przepisami, istniało zagrożenie dla życia człowieka. Na chwilę obecną usiłujemy ustalić, czy występował stosunek pracy i w jaki sposób ci poszkodowani w ogóle znaleźli się w tym wykopie. Mamy 30 dni na przeprowadzenie naszych czynności i w tym czasie na pewno uda się nam ustalić więcej faktów, o których będziemy informować - powiedział Krzysztof Adamski, Okręgowy Inspektor Pracy.

Karol Kłosowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje