Wałęsa odsłonił swój autograf

Lech Wałęsa w środę odsłonił mosiężny odlew swojego podpisu w Alei Autografów na Starym Mieście w Bydgoszczy. Były prezydent i szef "Solidarności" złożył wizytę w mieście w związku z obchodami 27. rocznicy wydarzeń bydgoskich.

Lech Wałęsa w środę odsłonił mosiężny odlew swojego podpisu w Alei Autografów na Starym Mieście w Bydgoszczy. Były prezydent i szef "Solidarności" złożył wizytę w mieście w związku z obchodami 27. rocznicy wydarzeń bydgoskich.

Reklama

Wałęsa podzielił się refleksjami związanymi z wydarzeniami bydgoskimi. - Nieznana jest odpowiedź, czy wtedy ja miałem więcej racji, czy Jasiu Rulewski. Czy większy sukces byłby wtedy, gdybym pozwolił na to, co proponował Jasiu i spółka, czy jednak dałem z siebie wszystko i na to nie pozwoliłem? - powiedział.

Były prezydent nawiązał do ścierających się wówczas w "Solidarności" koncepcji walki z władzą. Szef związku w Bydgoszczy, obecny senator Jan Rulewski, w odróżnieniu od Wałęsy, był uważny za zwolennika radykalnych rozwiązań, w tym doprowadzenia do strajku generalnego w 1981 roku.

- Ja byłem przekonany i do dziś jestem przekonany, że trzeba było jeszcze przetrwać, nie wolno było dać się wciągnąć tamtym siłom na ich pole walki. Trzeba było ograć ich maksymalnie i zmusić do tego, żeby zrobili ruch w bardziej niekorzystnych warunkach i czasie. I ja w to grałem - mówił były szef związku i prezydent.

Wałęsa podkreślił, że trudno jest dziś odpowiedzieć, kto miał rację, ale jest to zadanie dla historyków i - jak się wyraził - dla koneserów. - Tak to jest w życiu, kiedy uruchamia się nowe rzeczy, lepsze i ładniejsze. Moim zdaniem ważniejszy jest dzień dzisiejszy i jutro. Na tym się skupmy. To jest moja filozofia - podkreślił.

O aktualnych sprawach i swojej ocenie rzeczywistości politycznej i ekonomicznej Wałęsa rozmawiał z młodzieżą na bydgoskim Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego. Zaznaczył m.in. że nie jest zwolennikiem wszystkich zapisów Traktatu Lizbońskiego, ale popiera jego ratyfikację, gdyż dopiero później można będzie na równych prawach dyskutować z innymi członkami Unii niezbędne zmiany i szukać sojuszników do ich przeprowadzenia.

Były prezydent uczestniczył też w rocznicowym spotkaniu w dawnej sali sesyjnej Wojewódzkiej Rady Narodowej, w której przed 27 laty rozegrały historyczne zdarzenia. Brutalne potraktowanie wówczas członków "Solidarności" i rolników walczących o swój związek przeszło do historii jako wydarzenia bydgoskie lub Bydgoski Marzec'81.

- Każdy nas coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że w sztafecie pokoleń mieliśmy bardzo ciekawą zmianę. Poprzednie pokolenie przekazało nam kraj zniewolony, granice, bloki i systemy. W czasie, gdy toczyliśmy bój nikt z wielkich tego świata nie dawał nam żadnych szans na wyrwanie się na wolność, oswobodzenie się od Sowietów i na koniec komunizmu. Sprawdzałem to, pytałem prawie wszystkich wielkich - mówił Wałęsa do dawnych działaczy "Solidarności"

- Nasze pokolenie udowodniło, że potrafimy. Właściwie żyjemy na skraju epok. Epoka wielkich podziałów, wojen, bloków za sprawą naszą, przede wszystkim naszą, odeszła do historii. Otworzyła się epoka intelektu, informacji, jedności europejskiej, globalizacji. Dokonaliśmy rzeczy, w które świat nie wierzył. Teraz świat patrzy co Polska zrobi dalej - dodał.

19 marca 1981 roku na sesję Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy przybyła delegacja NSZZ "Solidarność" i rolników domagających się zgody na utworzenie własnych związków zawodowych. W programie sesji uwzględniono ich wystąpienie na temat strajku okupacyjnego, prowadzonego od trzech dni przez rolników w siedzibie Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego w Bydgoszczy.

Wbrew uzgodnieniom, sesję WRN niespodziewanie zakończono, nie dając delegacji dojść do głosu. Część radnych wyszła z sali, a reszta, wspólnie z działaczami związkowymi, chciała zredagować protest w tej sprawie do władz.

W tym czasie do budynku wezwano oddziały ZOMO (Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej), które nakazały zgromadzonym opuścić salę. Gdy ci stawili opór, milicja siłą wyprowadziła wszystkich z budynku.

W czasie akcji poważnie pobity został lider bydgoskiej "Solidarności" Jan Rulewski oraz działacz związku Mariusz Łabentowicz i działacz chłopski Michał Bartoszcze. Brutalna akcja MO i SB spowodowała gwałtowny wzrost napięcia pomiędzy ówczesnymi władzami a "Solidarnością".

Związek rozważał ogłoszenie strajku generalnego w całym kraju. Wydarzenia bydgoskie doprowadziły do najpoważniejszego kryzysu politycznego w kraju w okresie tzw. pierwszej "Solidarności". Spośród głównych uczestników wydarzeń nie żyje Bartoszcze, który zmarł w połowie lat 90. Łabentowicz po 1981 roku wyemigrował do Kanady.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje