Kompleks słowacki

Rudolf Chmel kreśli w "Kompleksie słowackim" wielkie koło środkowoeuropejskiej tożsamości. I choć cyrkiel wbija gdzieś na Słowacji, to schemat tego okręgu, zamykającego wewnątrz historię, literaturę, stereotypy, można zastosować w innych zakątkach regionu.

Dla polskiego czytelnika literacka podróż na Słowację, a nawet nieco dalej w głąb historii - na Czechosłowację  - zaczyna się od ciekawej rozmowy z Magdaleną Bystrzak. Pierwszy tekst jest bardzo czytelnym  wprowadzeniem do pozostałych esejów. Autor - profesor literatury ze swadą opowiada o wspólnych mianownikach środkowoeuropejskości, sprawnie żonglując barwnymi cytatami.

Reklama

Częstując się słowem Vaclava Cileka, podkreśla, "jeśli Środkowoeuropejczyków obowiązuje jakakolwiek granica, to wyznacza ją jabłkowy strudel". I to te fragmenty rozmowy o przeszłości i teraźniejszości, które można odnieść do własnego poczucia tożsamości mieszkańca tej części globu, są u Chmela najsmaczniejsze. Wytyczanie granic w wymiarze indywidualnym wciąga i pobudza wyobraźnię, która podświadomie zaczyna kreślić własną mapę.

Autor dzieli się spojrzeniem człowieka, który na swój kraj patrzył ze szczególnej perspektywy i w szczególnym czasie: ambasadora (rozpadającej się właśnie) Czechosłowacji na Węgrzech.

"Reprezentowanie państwa, które właśnie się rozpadało, miało w sobie niewiele uroku" - wspomina, pocieszając się po chwili: "Podskórnie jednak czułem, że jugosławiański kolega ma się prawo czuć o wiele gorzej ode mnie...".  

Tym, co może razić czytelnika, który igłę cyrkla wbija w Polsce, to nasycone  słowackim punktem widzenia intelektualne wycieczki po środkowoeuropejskości, pełne niuansów, których może nie wychwycić ten, dla którego Słowacja zamyka się w kilku pojęciach: Studentskiej, Zlatým Bažancie, zapachu mielonej kawy przy kasach w potravinach i szczekaczkach.

Lektura ostatniej części książki, którą poświęcono słowackim intelektualistom, należy do zadań wymagających cierpliwości i skrupulatności czytelnika. Porównywalnych z tymi, które są niezbędne podczas odwiedzin w Macondo u Gabriela Garcii Márqueza. Przyda się ołówek i notes, o ile wcześniej zniechęcony matematyką nazwisk i tytułów czytelnik nie porzuci lektury.

Autor - występujący również w roli dyplomaty - z pewnym właściwym tej profesji wyczuciem i dalekowzrocznością pokazuje relacje między źródłami słowackich kompleksów - sąsiadami, którzy z tej słowackiej perspektywy nie są właściwymi kompanami ani do szabli, ani do szklanki.

Jak podkreśla, środkowoeuropejskość tworzy własny świat, w którym zacierają się granice państw.

"Nie tylko dlatego, że nie były odpowiednio wyznaczone, ale dzięki licznym mniejszościom , dzięki którym zacierały się i nadal się zacierają granice językowe i kulturowe" - tłumaczy.

Granicę między Słowacją a Węgrami kreśli jednak mocniej dociskając cyrkiel.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje