Radom, jakiego nie znacie: rozmowa z autorami książki "Paczka Radomskich"

O Radomiu mówi się stosunkowo mało, a jeśli się mówi, to nie najlepiej. W Polsce miasto to kojarzy się po pierwsze z niczym, a po drugie z bezrobociem, zaniedbaniem i biedą. Warszawiakom Radom kojarzy się trochę tak, jak reszcie Polski Wąchock. - Tak, tylko trzeba pamiętać, że Warszawa to Radom Europy - mówi Marcin Kępa, jeden z autorów książki "Paczka radomskich".

"Paczka radomskich" to pierwsza książka, w której Radom jest głównym bohaterem, i, jak mówią autorzy, ma dać miastu nową, ciekawszą twarz. Ma w interesujący sposób uzupełnić tę czarną dziurę, którą w społecznej świadomości stanowi Radom.

Reklama

Prowincjonalne ukraińskie miasto - Iwano-Frankiwsk (dawny polski Stanisławów) za sprawą grupy lokalnych pisarzy, którzy stworzyli tzw. "fenomen stanisławowski", stał się jednym z najbardziej znanych miast na Ukrainie. I nie tylko na Ukrainie. To miasto - zmitologizowane przez "fenomen stanisławowski" - nabrało nowego wymiaru. Autorzy "Radomskich" chcą dać Radomiowi to, co stanisławowscy pisarze dali swojemu miastu.

Co takiego niezwykłego jest w Radomiu, że zdecydowaliście się wydać o nim książkę?

Ziemowit Szczerek: Zależy. Ja najbardziej lubię, gdy ktoś ukręca metafizykę - czy cokolwiek niesamowitego - z codzienności właśnie. Dlaczego na przykład Lynch czy Jarmusch fascynują Amerykanów? Bo opowiadają o ich codzienności, ale w taki sposób, w jaki sami Amerykanie na co dzień tej rzeczywistości nie widzą. Potem patrzą na własny świat inaczej, i on im niesamowicieje. To jest mitologizacja codzienności. Przecież Ameryka sama w sobie jest nudna i trywialna - te same domki, skrzyżowania, miasta - w gruncie rzeczy brzydkie. Ale gdy patrzymy przez pryzmat tego zmitologizowania, tych wszystkich filmów, książek, teledysków, popkultury - Ameryka staje się mitem, niesamowitością. To samo chciałem dać Radomiowi: mitologizację. Tylko, że Radom obiektywnie nawet jest ciekawszy od przeciętnego amerykańskiego miasta.

Strona internetowa "Paczki Radomskich"

Marcin Kępa: Właśnie - ciekawszy. Ja na co dzień zajmuję się dziedzictwem kulturowym Radomia, zatem moja wiedza o tym mieście jest dużo większa, niż przeciętnego radomianina. Poza tym są Radomiu zakątki piękna - przypomnę, że architektonicznie nie mamy się czego wstydzić - Corazzi, Tylman z Gameren, Szyszko-Bohusz, Dziekoński i wiele innych znakomitości. Miasto ma niemal tysiąc lat, działy się tutaj niesamowite rzeczy. Tylko puścić w ruch wyobraźnię... Chciałbym, żeby "Paczka..." stała się przyczynkiem, początkiem kreacji literackiej legendy miejskiej.

Właśnie, co to za historia z tym opisanym w książce drugim Radomiem w USA?

Szczerek: Istnieje w Illinois, serio. Zresztą wiadomo, Warszaw tam jest wiele, Krakowów kilka, czemu Radomia miałoby nie być. Mają Londyny, Paryże, Betlejem, Betanii i Jerozolim też mnóstwo. No, a czy wygląda tak samo, jak z wizji pana Włodka, taksówkarza, to inna rzecz.

Kamieński: Ziemek opisał amerykański Radom, a ja narysowałem Radom w wersji westernowej, tak, jak mógłby wyglądać, gdyby faktycznie leżał na Dzikim Zachodzie. Najpierw to miał być realistyczny rysunek i oglądałem w necie na mapie - bo na google street view można nawet przejechać sobie przez sam środek Radomia w Illinois - ale potem wydał mi się atrakcyjniejszy sposób postrzegania Radomia taki, jaki miałby mieć kierowca taksówki z opowiadania.

Mówi się, że Radom to przedmieście Warszawy

Kamieński: Kiedy byłem mały często jeździłem do Warszawy, na przykład po garnitur na pierwszą komunię. Warszawa zawsze była blisko. Traktowałem to jako dwa osobne światy. Tamten był lepszy, ten radomski trochę gorszy, ale nie czułem tej ciągłości i chyba dalej nie czuję, choć droga "skrócila się" od tamtych czasów diametralnie. Ale to był wdzięczny temat do narysowania, więc wybrałem do zilustrowania opowiadanie "Orbitujące miasto"

Szczerek: Warszawa zawsze wydawała mi się "upgrade'owaną" wersją Radomia. Nowy Świat z Krakowskim taką podkręconą Żeromką, Ursynów - większym Ustroniem. Na ulicach spotykasz co krok Radomian i nawet się nie dziwisz: to takie oczywiste, że połowa twojej podstawówki czy liceum tutaj ląduje. Ale Radom ma z Warszawą dużo wspólnego nie tylko gospodarczo. Kulturowo też. Starzy radomiacy mają podobny akcent do tego, z jakim się mówiło w starej Warszawie. Oni wziely, oni przyszly, oni wyszly. Rzadko to teraz słychać na ulycy, ale czasem można trafić na takiego radomskiego oldschoolowca. Radom i Warszawa to jednak Kongresówka - to co innego, niż na przykład Kraków, i nie chodzi wyłącznie o strukturę miast czy wsi. To trochę jakby inne kraje: w Małopolsce ludzie są spokojniejsi, mniej narwani - bardziej środkowoeuropejscy, mniej agresywni - ale też tworzą bardziej hermetyczne środowiska. I czasem mam wrażenie, że Europa Środkowa kończy się właśnie tam, gdzie zaczynała się zaborcza Kongresówka, jeszcze przed Miechowem. To są niuanse, ale ja to czuję. I radomianie mentalnie po prostu przypominają warszawiaków.

Kępa: ... A Warszawa to Radom Europy. Tak też się mówiło. Mieszkałem w stolicy pięć lat i z perspektywy studenckiego życia Warszawa wydawała mi się wielka, inna, niż zapyziały (tak wtedy myślałem) Radom. Dopiero kiedy tu wróciłem, zacząłem odkrywać to miasto, uczyć się go na nowo. I to jest m. in. przedmiotem tekstu "Zatarte oblicze na złotej monecie". A właściwie wszystkich moich opowiadań z "Paczki...".

Radom ma opinię niebezpiecznego miasta

Kamieński: Ja tego jakoś specjalnie nie odczułem, być może miałem więcej szczęścia, niż rozumu: włóczyłem się i po centrum i po osiedlach i jakoś nigdy nie dostałem. Po powrotach z kina, z DKF-ów, które były organizowane w kinie Hel na Żeromskiego, odprowadzaliśmy się po kolei: na Ustronie, na Dzierzków, na Potok, a ja, jako mieszkający na Akademickim, trafiałem zawsze do domu na końcu i jakoś nigdy nie dostałem. Dostałem raz nawet kwiaty od żuli na XVI- leciu, ale w to nikt mi nie uwierzy.

Kępa: Było ostro. Po tych DKF-ach wracałem zawsze z duszą na ramieniu przez pustą Żeromę. Ale to było w latach dziewięćdziesiątych. Wtedy rzeczywiście bywało różnie, różne przygody się miało. Ale teraz? Zaryzykowałbym opinię, że to nad wyraz bezpieczne miasto.

Szczerek: Kamieński może i dostał kwiatki, ale kiedyś naprawdę było niebezpiecznie.W latach dziewięćdziesiątych strach było chodzić po nawet po centrum, bo mogli skroić czy dać po gębie. Teraz jest już lepiej. Podobno, jak mówią złośliwi, dlatego, że wszyscy co więksi klepacze wyjechali do Anglii za chlebem powszednim.

A jak wyglądał Radom w latach dziewięćdziesiątych?

Szczerek: Było szaro, ciemno i ruiny, bo było ciężko i ludzie koncentrowali się, jak tu jako tako przeżyć - nikt więc nie miał głowy do myślenia o estetyce. No i w efekcie było właśnie szaro, ciemno i ruiny, a im bardziej było szaro, ciemno i ruiny, tym było ciężej. Więzi społeczne poszły w strzępy, nikt nie poczuwał się do odpowiedzialności za przestrzeń publiczną, więc wyglądała jak dekoracja do Mad Maxa.

Fragmenty opowiadań Ziemowita Szczerka

Fragmenty opowiadań Marcina Kępy

Ilustracje Mateusza Kamieńskiego

Dowiedz się więcej na temat: Paczki | ciemno | ruiny | szaro | rzeczy | Kielce | świat | Warszawa | książki | paczka | Nie | Radom

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje