Bez wypłaty za kraty

Prezydium Sejmu zdecydowało, że siedzący w areszcie poseł Andrzej Pęczak nie będzie otrzymywał wynagrodzenia. Do tej pory na konto zatrzymanego Pęczaka wpływało z Sejmu kilkanaście tysięcy złotych.

Pęczak otrzymał ostatnią pensję poselską w wysokości ponad 9 tysięcy złotych oraz kilkutysięczną dietę 25 listopada.

Reklama

Poseł przebywa od połowy listopada w areszcie przy ul. Smutnej w Łodzi. Jest osadzony w czteroosobowej celi z trzema innymi podejrzanymi, którzy wcześniej nie odbywali zasadniczej kary pozbawienia wolności.

Parlamentarzysta dostaje codzienną prasę prenumerowaną przez areszt. Jak wszystkim aresztowanym przysługuje mu raz dziennie godzinny spacer. Raz w tygodniu może skorzystać z ciepłej kąpieli w łaźni, trzy razy w miesiącu może zrobić zakupy w kantynie. Otrzymuje też korespondencję, która wcześniej jest sprawdzana przez prokuraturę.

Andrzej Pęczak trafił do aresztu 20 listopada ze względu na obawę matactwa. Według prokuratury, miał on przyjąć od marca do lipca korzyść majątkową i osobistą w kwocie co najmniej 295 tys. zł od znanego lobbysty Marka D. i jego asystenta Krzysztofa P. Łapówką miało być prawo użytkowania w tym okresie luksusowego mercedesa oraz telefonu komórkowego.

Przyjęcie przez posła korzyści majątkowej i osobistej miało nastąpić w "zamian za zachowanie stanowiące naruszenie praw i obowiązków wynikających z ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora".

Zdaniem prokuratury, zachowania te polegały na "przekazywaniu informacji o szczegółach prywatyzacji w systemie energetycznym - tzw. Grupy G-8 w celu doprowadzenia do unieważnienia trwającej procedury przetargowej, a w konsekwencji wdrożenia nowej", deklarowaniu wdrożenia na żądanie Marka D. i Krzysztofa P. kontroli przebiegu prywatyzacji Huty Częstochowa SA i organizowaniu na ich rzecz oraz "podmiotów z nimi powiązanych" nieformalnych kontaktów z przedstawicielami Ministerstwa Skarbu.

Przed zatrzymaniem Pęczak mówił, że nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów. Nie wiadomo, czy zmienił zdanie, bo prokuratura i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie chcą udzielać takich informacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje