Czy zrzekną się pieniędzy?

Na ostatniej sesji piotrkowskiej Rady Miasta przedstawiciel jednego z klubów przedstawił śmiałą propozycję - niech samorządowcy zasiadający w RM przekazują 50 proc. swojej diety na cele charytatywne. Co miesiąc! Czy to piękna, z czystych pobudek wynikająca, wiosenna inicjatywa, czy może tani chwyt pod publiczkę?

Owym przedstawicielem jest Paweł Szcześniak, radny Klubu Rozwój i Gospodarność. W poprzedniej kadencji też był radnym, ale klubu LiD. W ogóle w swoim gronie jest najbardziej doświadczonym politykiem: ma za sobą m.in. start w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Reklama

Jest lekarzem piotrkowskiego szpitala oraz - jak przystało na członka RiG - prywatnym przedsiębiorcą. Jest także postacią dość kontrowersyjną: nie każdy z zapytanych przez "TT" radnych chciał pod nazwiskiem oceniać p. Pawła, choć przecież pytaliśmy jedynie o jego ostatni pomysł. Pomysł dobrowolnego przekazywania połowy swojej diety na zbożny cel.

- Sens mojej wypowiedzi był taki, że nie idzie się do rady dla diety, tylko żeby robić coś dla miasta ? mówi P. Szcześniak. - Uważam, że trzeba najpierw dobrze zrozumieć samo bycie radnym, aby radnym starać się zostać. Moi koledzy z klubu RiG, a już na pewno ja i Paweł Załoga, od dawna wspomagamy lokalny sport. I to nie są nasze przechwałki: mamy to udokumentowane i na najbliższej sesji, kiedy dojdzie do dyskusji nad naszym pomysłem, przedstawimy ją radnym.

Może nieco dziwić fakt, że chociaż pomysł został przedstawiony na ostatniej sesji, będzie dyskutowany na sesji następnej. Dlaczego?

- Z przyczyn formalnych - wyjaśnia Szcześniak - zapisy kodeksu etycznego na to nie pozwalają, choć oczywiście każdy radny może zrobić ze swoją dietą, co będzie chciał.

No właśnie. Skoro tak, to po co ten wniosek? Przecież jeżeli każdy może dysponować swoim wynagrodzeniem w dowolny sposób, to równie dobrze może w łaskawości swej i dobroci przekazać nie tylko połowę, ale nawet całość diety na jakikolwiek charytatywny cel. Nie musi mieć na to żadnej zgody ani przyzwolenia innych radnych. Może więc chodziło jedynie o efekt medialny?

- W pewnym stopniu też - przyznaje Paweł Szcześniak - ale przede wszystkim chcieliśmy pokazać, że w sytuacji, kiedy tyle słyszy się o braku pieniędzy na inwestycje, sport i inne rzeczy, można ograniczać wydatki miasta.

Ile zarabiają radni?

Radny za swoją pracę na rzecz społeczności lokalnej (udział w sesjach, dyżury, praca w komisjach problemowych) otrzymuje (w Piotrkowie) ok. 1.400 zł. Suma jest o ok. 300 - 400 zł niższa, jeśli radny nie jest członkiem komisji. Radnych jest 23. Gdyby każdy z nich zrzekł się połowy swojej diety (przy założeniu, że połowa, to dokładnie 700zł) i przez rok byłaby ona sumiennie gromadzona w miejskim sejfie, to uzbierałoby się w nim 193 tys. 200 zł.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje