Handel zwłokami w łódzkim pogotowiu ratunkowym

Dzisiejsza "Gazeta Wyborcza" w obszernym artykule doniosła o procederze sprzedawania przez załogi łódzkiego pogotowia informacji o zwłokach zakładom pogrzebowym. Dziennik opisuje przerażające wyniki dziennikarskiego śledztwa. Haniebny proceder trwa już od ponad dziesięciu lat. - To nie jest przestępstwo, to zwyrodnienie - tak prezydent Aleksander Kwaśniewski odniósł się do prasowych doniesień o handlu zwłokami w Łodzi. Jutro w trybie pilnym zbierze się Sejmowa Komisja Zdrowia. - Sytuacja jest dramatyczna i wymaga wyjaśnienia w trybie pilnym - powiedziała członkini tej komisji Elżbieta Radziszewska. Policja prosi o kontakt wszystkie osoby pokrzywdzone tym procederem lub mające istotne informacje o jego okolicznościach. Wieczorem policja poinformowała, że w aferę zamieszanych jest kilkadziesiąt osób.

- Zmarłego nazywa się skórą. Dla zdobycia "skóry" być może nawet zabijano - ustalili dziennikarze "Gazety" i Radia Łódź. Minister zdrowia zarządził kontrolę w stacjach pogotowia ratunkowego w całym kraju, która obejmie zasady gospodarowania trzema rodzajami leków: zwiotczającymi, narkotycznymi i psychotropowymi. Według informatorów dziennikarzy, leków zwiotczających używano w łódzkim pogotowiu do mordowania pacjentów.

Reklama

Walczące o pogrzebowy rynek zakłady wywindowały cenę "skóry" do 1200-1800 zł. Ofiarami padają rodziny zmarłych, których do wyboru tego, a nie innego zakładu pogrzebowego skłania się podstępem lub szantażem. Do handlujących "skórami" pracowników pogotowia może co roku trafiać w sumie parę milionów złotych - wyjaśnia gazeta w obszernym artykule zatytułowanym "Łowcy skór".

Policja: w aferę w pogotowiu zamieszanych kilkadziesiąt osób

Śledztwem w sprawie afery w łódzkim pogotowiu może być objętych kilkadziesiąt osób - poinformował dzisiaj wieczorem podinspektor Jarosław Berger, rzecznik łódzkiej policji.

- Zgromadzony materiał dowodowy uprawdopodobnił popełnienie przez konkretne osoby bardzo poważnych przestępstw kryminalnych - dodał Berger. Nie chciał powiedzieć, ilu osobom mogą zostać przedstawione zarzuty.

Ze źródeł zbliżonych do policji PAP dowiedziała się, że chodzi przede wszystkim o pracowników pogotowia: sanitariuszy, lekarzy i dyspozytorów.

Wszystkie osoby pokrzywdzone tym procederem lub mające istotne informacje o jego okolicznościach policja prosi o kontakt z Centralnym Biurem Śledczym w Łodzi tel. 635-12-90 czynny od poniedziałku do piątku w godzinach od 8. do 22. lub 635-12-98 albo z najbliższą jednostką policji.

Łapiński: wymienionych w artykule GW trzeba odsunąć od pogotowia

Osoby, które są wymienione w artykule Gazety Wyborczej w kontekście domniemanego uśmiercania pacjentów powinny być odsunięte na czas wyjaśnienia sprawy od pogotowia - powiedział w I programie TVP minister zdrowia Mariusz Łapiński.

- Jeśli zarzuty się potwierdzą, to powinni pójść do więzienia - dodał. Przestrzegł jednocześnie przed wzbudzaniem paniki, która może doprowadzić do tego, że pacjenci będą się bali wezwać pogotowie.

Łapiński powiedział, że "Ministerstwo Zdrowia nie wierzy w uśmiercanie pacjentów" w tym sensie, że jego pracownikom "nie mieści się to w głowie". - Jest mi trudno uwierzyć, że taka praktyka miała miejsce - podkreślił.

Prezydent o handlu zwłokami: to nie przestępstwo, to zwyrodnienie

- To nie jest przestępstwo, to zwyrodnienie - tak prezydent Aleksander Kwaśniewski odniósł się do prasowych doniesień o handlu zwłokami w Łodzi. Szef MSWiA Krzysztof Janik powiedział, że CBŚ zajmuje się już tą sprawą.

- Jeśli prawdą jest to co napisała "Gazeta", to jest to coś porażającego. Tu trudno jest mówić o przestępstwie, to trzeba mówić o zwyrodnieniu, odejściu od wszelkich zasad etycznych, jak i człowieczeństwa - powiedział dziennikarzom Kwaśniewski.

Janik poinformował zaś, że funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego od kilku tygodni zajmują się tą sprawą. Nie ujawnił szczegółów.

Łódź: Nowe zasady pracy pogotowia ratunkowego

Dyrektor pogotowia podjął dzisiaj decyzję o wprowadzeniu od lutego nowych zasad w pracy pogotowia. Jak donosi łódzka reporterka RMF, jedną z nich jest decyzja, że pogotowie nie będzie jeździło do zgonów. Jednocześnie lekarz, który stwierdzi śmierć, nie będzie od razu wypisywał karty zgonu. Rodzina osoby, która zmarła, będzie mogła odebrać dokument stwierdzający śmierć następnego dnia w siedzibie pogotowia. Uniemożliwi to firmom pogrzebowym bezpośredni dostęp do kart zgonów, a tym samym ukrócony zostanie makabryczny handel i zlikwiduje tzw. wojnę grabarzy. Jednocześnie w Łodzi zostanie wprowadzona "kontrola sprzedaży leków zwiotczających w stacjach pogotowia".

Policjanci z CBŚ badają sprawę handlu zwłokami w pogotowiu

- Policja prowadzi w tej sprawie czynności wyjaśniające. Jeżeli zebrany materiał dowodowy będzie wystarczający do przedstawienia zarzutów, to konkretnym osobom mogą być postawione zarzuty popełniania poważnych przestępstw kryminalnych - powiedział rzecznik łódzkiej policji podinsp. Jarosław Berger. Dodał, że do tej pory nikogo nie zatrzymano, nikomu też nie postawiono zarzutów.

Szef łódzkiego pogotowia potwierdza fakt "handlu zwłokami"

Szef łódzkiego pogotowia potwierdził fakt handlu ludzkimi zwłokami opisany przez dziennikarzy Radia Łódź i "Gazety Wyborczej". Powiedział dziennikarzowi PAP, że chciał ukrócić proceder jesienią 2001 r., zaraz po objęciu stanowiska dyrektora. - Jest to dla mnie proceder karygodny, ale pierwsze próby zlikwidowania tego zjawiska zostały już podjęte. Nie chcę więcej mówić na ten temat. Zawsze wśród załogi musi się znaleźć czarna owca" - powiedział dyrektor pogotowia Bogusław Tyka.

Sejmowa Komisja Zdrowia zajmie się łódzkim pogotowiem

Sejmowa Komisja Zdrowia zbierze się jutro w trybie pilnym, by zająć się sprawą łódzkiego pogotowia ratunkowego opisaną w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" - poinformowała członkini tej komisji Elżbieta Radziszewska (PO).- Jutro na pewno odbędzie się posiedzenie komisji, sytuacja jest dramatyczna i wymaga wyjaśnienia w trybie pilnym - powiedziała Radziszewska. Radziszewska zauważyła, że problem ten może nie dotyczyć tylko pogotowia łódzkiego, bo - jak powiedziała - "tak naprawdę nie wiadomo, czy ten proceder może w różnej skali nie ma miejsca w całym kraju, więc należy to sprawdzić".

Naumann: wyniki kontroli w pogotowiach za kilka dni

- To makabra - tak wiceminister zdrowia Aleksander Naumann określił praktyki, opisane przez "Gazetę Wyborczą" i dziennikarzy Radia Łódź. Naumann powiedział, że jeszcze dzisiaj przed południem spotka się w tej sprawie z głównym inspektorem sanitarnym. Zarządzona przez ministra zdrowia kontrola w stacjach pogotowia ratunkowego w całym kraju obejmie zasady gospodarowania trzema rodzajami leków: zwiotczającymi, narkotycznymi i psychotropowymi. Wiceminister Zdrowia Aleksander Naumann powiedział dziennikarzom, że kontrola rozpocznie się jutro i potrwa co najmniej kilka dni. Leki, których wydawanie będzie sprawdzane, służą do zwiotczania mięśni przy znieczulaniu i podczas podłączania pacjenta do respiratora. Stosuje się je tylko w karetkach reanimacyjnych, oddziałach intensywnej terapii i w oddziałach operacyjnych. O użyciu leku decyduje lekarz anestezjolog lub kardiolog. Wiceminister uznał wydarzenia przedstawione w "Gazecie Wyborczej" za przerażające. Powiedział, że jeżeli doniesienia się potwierdzą, rodzinom zmarłych należą się słowa "najgłębszych przeprosin". - Ministerstwo nie wierzy, że lekarze biorą udział w procederze handlu zwłokami i w procederze zabijania ludzi - powiedział Naumann. Dodał, że resort "na dziś" nie ma podstaw, by twierdzić, iż takie fakty miały miejsce. Wyjaśni je dokładna kontrola.

Naumann jest anestezjologiem, do 1989 roku jeździł w karetce pogotowia. Podkreślił, że wtedy nie było prywatnych zakładów pogrzebowych i "współpracy" zakładów z pogotowiem. - Nie spotkałem się z określeniem "skóra" - powiedział. Łódzka Kasa Chorych zapowiedziała większą czujność i dokładniejszą kontrolę dokumentacji medycznej pogotowia. - Szczególnie sprawdzana będzie celowość stosowanych leków - powiedział RMF rzecznik kasy.

Przedsiębiorcy pogrzebowi potwierdzają fakt handlu zwłokami

Właściciele łódzkich zakładów pogrzebowych potwierdzają fakt handlu ludzkimi zwłokami, opisany przez dziennikarzy Radia Łódź i "Gazety Wyborczej". - Od dawna wiedziałem, że jest taki proceder, powiem nawet, że sam miałem propozycje od pracowników pogotowia, by z nimi współpracować. Nie zgodziłem się na to, bo nawet jeśli bym chciał, to dla mojej firmy byłoby to nieopłacalne - powiedział prezes zarządu łódzkiego przedsiębiorstwa pogrzebowego PUK "Klepsydra" Tomasz Salski.

Według niego, proceder nie był opłacalny dla tych firm pogrzebowych, które rozliczają się z fiskusem na podstawie książki przychodów i rozchodów. - Przekupywanie pracowników pogotowia było opłacalne tylko dla firm, które nie prowadzą pełnej księgowości. Takie zakłady płacą podatek od wystawionych faktur. Np. jeśli pogrzeb kosztował 2 tys. zł, to wtedy w dokumentach księgowano, że trumna, od której płaci się 3 procent podatku kosztowała 1800 zł, a usługa pogrzebowa, od której odprowadza się 8 procent podatku - tylko 200 zł. W ten sposób wszystko odbywało się legalnie - wyjaśnił Salski. Jego zdaniem, firmy pogrzebowe po opłaceniu pracowników pogotowia zarabiały na pogrzebie od 200 do 300 zł. Według Salskiego, firmy pogrzebowe płaciły pracownikom pogotowia od 1200 do 1600 zł.

Sandauer: to skandal nie mieszczący się w głowie

"Skandalem nie mieszczącym się w głowie" nazwał praktyki łódzkiego pogotowia, opisane w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej", Adam Sandauer, szef stowarzyszenia "Primum non nocere". Powiedział, że do jego stowarzyszenia docierały nieliczne sygnały ludzi, którzy opowiadali, że lekarze specjalnie zwlekali z pomocą. Ludzie ci sądzili, że chodziło o zdobycie narządów do przeszczepów. - Ale nam się coś takiego nie mieściło w głowie, nigdy nie traktowaliśmy tego jako wiarygodnych wiadomości - mówił. - To skandal nie mieszczący się w głowie normalnego człowieka. O konkurencji między zakładami pogrzebowymi słyszeliśmy już dawno. Rzecz w sumie paskudna, ale można to jakoś zrozumieć. Jednak gdyby potwierdziło się to co napisali dziś łódzcy dziennikarze, byłby to skandal straszliwy - mówił Sandauer.

Jego zdaniem, władze państwowe wciąż nie wypełniają rekomendacji Rady Europy z 2000 r., która nakazuje władzom państwowym analizowanie wszelkich skarg pacjentów na służbę zdrowia. - Być może wtedy uniknięto by wielu takich sytuacji - dodał.

Abp Życiński o aferze w Łodzi: moralność konieczna na co dzień

Metropolita lubelski abp Józef Życiński uważa, że afera w łódzkim pogotowiu ratunkowym dowodzi braku ocen moralnych w codziennym życiu. Jego zdaniem, moralność musi być obecna na co dzień. - Jednym z niepokojących zjawisk w naszej obecnej kulturze jest działanie pozbawione ocen moralnych, działanie podporządkowane tylko kryterium zarobku finansowego, rywalizacji, osiągnięć - powiedział abp Życiński. Zdaniem arcybiskupa lubelskiego, działanie pozbawione ocen moralnych, to droga "w ślepy zaułek". - Wstrząsające informacje, taka jak ta, która właśnie nadeszła z Łodzi, uświadamiają nam, że jest to wejście w ślepy zaułek. Na poziomie naszych codziennych zachowań muszą być obecne oceny moralne, musi jawić się pytanie o głos sumienia, o solidarność z ludźmi, o zwyczajną ludzką uczciwość - mówił arcybiskup, nawiązując do ujawnionych dzisiaj przez media informacji o handlu ludzkimi zwłokami w łódzkim pogotowiu. - Jeśli tych pytań braknie - coraz rzadziej będziemy się gorszyć praktykami, w których sprytni ludzie wszystko potrafią wystawić na sprzedaż i nie cierpią z tego powodu wyrzutów sumienia - dodał abp Życiński.

Bp Pieronek: handel zwłokami ludzkimi to obrzydliwość

Rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie biskup Tadeusz Pieronek uznał za "obrzydliwy" proceder handlu zwłokami ludzkimi przez niektórych pracowników łódzkiego pogotowia. Komentując dla PAP informacje podane przez Radio Łódź i "GW", biskup Pieronek podkreślił, że afera ta "wpisuje się w całkowity brak logiki" cechujący to, co nazywamy "kulturą śmierci". - Postępowanie takie świadczy o braku poszanowania dla życia ludzkiego i dla godności ludzkiej, która w takich procederach sprowadza się do kilogramów ciała i niczego więcej, a zwłaszcza do zarobku, jaki na tym można zbić - uważa biskup Pieronek.

Jego zdaniem, handel zwłokami ludzkimi jest przykładem tego, jak daleko pieniądz może skorodować człowieka i jak bardzo można związać się z materią, odchodząc od tego, co jest wartościowe, co jest wielkie, wzniosłe i duchowe, co człowieka odróżnia od zwierzęcia. - Dlatego należy ludziom uświadamiać wartość człowieka, bo jeżeli w obozach koncentracyjnych próbowano robić z człowieka mydło, to ten proceder łódzki nie bardzo się od tego różni - powiedział w konkluzji biskup Pieronek. W ocenie biskupa, stoi przed nami wszystkimi wielkie wyzwanie: należy ludziom uświadamiać, że "wartością człowieka nie jest ilość posiadanych przez niego komórek, tylko, że jest to coś więcej, co go czyni człowiekiem, czyli cała sfera duchowa".

RMF/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy