Ich mężczyźni siedzą w więzieniu

Różni je wszystko: wiek, wykształcenie, status materialny. Mają różne domy, rodziny, różne plany. Łączy je jedno. Chociaż się nie znają, kilka razy w miesiącu spotykają się w tym samym miejscu. O tym, jak bardzo chciałyby cofnąć czas i żeby życie ich bliskich potoczyło się inaczej, opowiadają kobiety, których ukochani mężczyźni odbywają karę w więzieniu.

Poranek. Zimny, deszczowy dzień. W okolicach Aresztu Śledczego przy ul. Wroniej w Piotrkowie Trybunalskim zaczynają gromadzić się ludzie. Niektórzy przed wejściem gaszą niedopalone papierosy, inni nerwowo szukają czegoś w torbach lub kieszeniach.

Reklama

Dziś jest dzień widzeń. W poczekalni dla odwiedzających zaczyna robić się tłoczno. Na ławkach siedzą ludzie.

Smutni, milczący, czekający w skupieniu, aż strażnik wywoła ich numerek. Czekają przede wszystkim kobiety. W różnym wieku.

Dobry chłopak, tylko wpadł w złe towarzystwo...

Helena* przychodzi tu co miesiąc. Na dwie godziny. Do syna.

- Mój syn został aresztowany za rozboje. Wybił kilka szyb i raz wziął od obcego chłopaka złotówkę. Poprosił o nią, kiedy tamten przechodził wieczorem ulicą. Nie siłą. Siedzi od roku. Zostało mu jeszcze dwa i pół roku. Aresztowali go już po raz drugi. Mój syn to dobry chłopak, tylko wpadł w złe towarzystwo. Zgubił go też alkohol. To bardzo dobry człowiek, on by wszystkim wszystko oddał. Bardzo się o niego boję, by nie zrobiono mu krzywdy albo żeby sam sobie czegoś nie zrobił. On jest bardzo wrażliwy. To dobry chłopak. Nigdy mi nie ubliżył. Często mówił, że mnie kocha. Teraz też, jak dzwoni z więzienia, to mówi, że mnie kocha. Jest wdzięczny za paczki, które mu przynoszę - zaczyna swoją opowieść Helena.

Helena przeżywa każdą wizytę w więzieniu. Długo się przygotowuje do widzenia. Najpierw zastanawia się, co włoży do paczki. Skrupulatnie waży produkty, by waga pakunku nie przekroczyła pięciu kilo.

- Przynoszę synowi kawę, herbatę - wszystko przesypane w przezroczystą folię. Inaczej nie można. On najbardziej cieszy się, kiedy w paczce są słodycze. Lubi ciastka, mleczne czekolady, kisiele, galaretki. Wędliny nie chce. Kiedy był jeszcze w domu, to zawsze jadał słodkie śniadania, jakieś bułki, mleko. Teraz tego nie ma - mówi Helena i rozpromienia się na myśl o synu.

Spotkanie to wielki stres

Zakupy i kompletowanie paczki to niejedyny sposób przygotowania się do każdej wizyty. Przed przyjazdem na Wronią Helena nie śpi w nocy. Zastanawia się, o czym będą rozmawiać. O czym będzie opowiadać synowi przez te dwie godziny widzenia. Ma mnóstwo pomysłów. Doskonale pamięta każde słowo, każde zdanie, wie, co odpowiedzieć, gdy syn zapyta: co u was?

- Kiedy jestem na miejscu i siedzimy z synem przy jednym stole w sali widzeń to... wszystko zapominam. Nic nie pamiętam, zazwyczaj wszystko to, o czym miałam mu opowiedzieć, ucieka. Niech mi pani wierzy. Syn ma to samo. Mówi, że zapomniał. Tylko tak nerwowo ściska palce. Czasem jest tak, że nie rozmawiamy ze sobą przez te dwie godziny. Milczymy, albo zamienimy ze sobą parę zdań - mówi Helena.

I dodaje: - Bliscy więźniów traktowani są często jak margines, jakby to oni coś złego zrobili. Ja niczemu nie jestem winna. A alkoholu to nienawidzę.

Helena kocha syna, mimo jego błędów. Przywiozła mu paczkę żywnościową. W plastikowej reklamówce ma dla niego gazety: program telewizyjny i kilka krzyżówek. Przywiozła mu też telewizor.

- Musiałam opłacić abonament. Przywiozłam synowi ten stary telewizor - tłumaczy.

Syn Heleny twierdzi, że żałuje tego, co zrobił. Kiedyś miał dziewczynę, pracę. Stracił. Zyskał kolegów.

O czym marzy Helena? By syn jak najszybciej opuścił więzienie. Znalazł pracę, dziewczynę. By zaczął normalnie żyć. Bardzo się o niego boi.

"To miejsce jest straszne"

Dorota* jest tu po raz pierwszy. Rozmawiamy przed budynkiem. Dorota musi zapalić papierosa. Denerwuje się. Denerwuje się podwójnie.

- To miejsce jest straszne. Nawet jak człowiek nic nie zrobił, to dziwnie się tu czuje. Jak spojrzę na te żelazne kraty, to się denerwuję. Poza tym mój brat został aresztowany rok temu. Nie odwiedzałam go wcześniej, bo mam do niego żal. Za to, co zrobił. On już drugi raz siedzi w więzieniu. Za pobicie i rozbój. Szedł z kolegami pijany, zaczepili kogoś, zabrali telefon komórkowy. Dostał 3,5 roku. Mam żal, bo to wydarzyło się po raz drugi i on niczego się nie nauczył po pierwszym pobycie w więzieniu.

- Przyszłam, bo bardzo mnie prosił. Dzwonił i prosił. Przyszłam i denerwuję się. Chyba najbardziej boję się rozmowy. Poza tym nie wiem, czy te wizyty u niego mają sens. Skoro niczego nie zrozumiał, nie nauczył się. Za pierwszym razem pisał listy do rodziny o tym, że się zmieni, że inaczej będzie żył. I co? Nic z tego nie wyszło. Wiem, o co go zapytam. Zadam mu kluczowe pytanie: czy zrozumiał i żałuje. Jeśli zorientuję się, że nie, jeśli powie mi tak jak rodzinie: "tak wyszło", to będzie to moja pierwsza i ostatnia wizyta u niego - opowiada Dorota.

- Wstyd mi, że mam brata w więzieniu. Ja nic złego nie zrobiłam, nie odpowiadam za niego, ale mi wstyd. Nie mówię ludziom, że brat siedzi. Nie ma się czym chwalić - mówi Dorota i gasi papierosa. Musi iść. Właśnie wyczytują jej numerek.

Było tyle planów: zaręczyny, ślub...

Karolina* jest podekscytowana, radosna, szczęśliwa. Podskakuje z radości, kiedy dowiaduje się, że wszystkie produkty z paczki "przeszły", że jej narzeczony dostanie wszystko, co zapakowała.

Kotlety, sałatki, słodycze. Potrawy przygotowywała razem ze swoja mamą.

- Jesteśmy ze sobą od roku. Mieliśmy tyle planów na ten rok. Zaręczyny, ślub, załatwiona praca za granicą. Wszystko trzeba będzie przesuwać - tłumaczy.

Jej narzeczony siedzi w więzieniu "za błędy młodości". - To były takie głupoty. Wiedziałam, że coś ma na sumieniu i teraz musi to odpokutować. Trudno. Kocham go bardzo. To fajny, dobry chłopak i nie skreślę go tylko dlatego, że kiedyś zrobił parę głupot - mówi Karolina.

Chłopaka aresztowano miesiąc temu. Był z narzeczoną i jej mamą na zakupach.

- Boże, jak ja się wtedy popłakałam. Nie wiedziałam nic. Gdzie go zabierają i na jak długo. Teraz też martwię się o niego. Nie wiem, jak jest tu traktowany - mówi Karolina.

Dziewczyna już nie może doczekać się spotkania. Dobrze wie, co mu powie, o czym będą rozmawiać. Ma na to tylko godzinę.

- To jest tak mało. Godzina mija tak szybko. Mam mu tyle do powiedzenia. Zawsze go pytam, czy nikt mu tu krzywdy nie robi. Jego interesuje, czy jestem grzeczna, czy za dużo nie imprezuję - uśmiecha się Karolina.

O czym marzy? By ten rok minął jak najszybciej. By narzeczony wyszedł i rozpoczęli wspólne życie. Czy się boi? - Nie boję się, że coś takiego się powtórzy. Wiele razy rozmawialiśmy o tym i ufam mu. Czekam na niego cierpliwie. Czy warto czekać? Pewnie, że warto - rozpromienia się Karolina.

Tata zrobił coś najgorszego...

Edyta* wygląda na sympatyczną kobietę. Jest gustowne ubrana i ma ładny makijaż. Pyta, czy może przy mnie zapalić. Nie chce opowiadać, co się stało i dlaczego tu przychodzi. Wreszcie decyduje się na rozmowę.

- Mój tata tu przebywa. Zrobił coś najgorszego. Niech mnie pani nie pyta, co. Nie chcę powiedzieć. To się stało w obecności moich dzieci. Kiedy dowiedziałam się o tym z policji, byłam w pracy. Ktoś zawiózł mnie na miejsce. Nie byłam w stanie sama prowadzić. Potem jeszcze długo musiałam zażywać tabletki uspokajające. Dziś już nie muszę, ale pierwsze widzenia z tatą, to garść tabletek na uspokojenie. Kiedyś bardzo trudno było mi tu przychodzić. Dziś już się przyzwyczaiłam - opowiada Edyta.

Edyta nie odrzuciła ojca. Przychodzi co miesiąc na widzenie. Częściej nie może, bo jej ojciec jest przed wyrokiem. Edyta wie, że nie będzie on mały. Jej ojciec nie pamięta tego, co zrobił. Był pijany.

- Mój ojciec wyrządził rodzinie wiele krzywd. Jednak ja nie umiem się odwrócić i skreślić go. Przychodzę, przynoszę paczki. Czasem jeszcze przed pójściem do pracy rano smażę kotlety, by tata zjadł coś domowego. Przynoszę mu zdjęcia wnuków, z którymi spędzał dużo czasu. Codziennie sprawdzam skrzynkę pocztową, czy tata nie napisał listu. Mam taką potrzebę, by do niego przychodzić. Mam potrzebę przytulić go, dotknąć na powitanie. O czym rozmawiamy? Nie zastanawiam się, to są spontaniczne wymiany zdań. Ja mówię o dzieciach, o pracy, o tym, co się wydarzyło w mojej rodzinie - mówi Edyta.

Edyta nie potrafi zapomnieć tego, co się stało. Te wydarzenia są w głowie. Zdarzyło się coś, za co trzeba odpowiedzieć.

- Nie życzę tego najgorszemu wrogowi. Co jest teraz najgorsze? Bezsilność. Mój tata nie jest młody. Nie jest zdrowy. Nie wiem, kiedy wyjdzie - kończy rozmowę Edyta, bo strażnik wywołał jej numer.

*Imiona bohaterek zostały zmienione.

Ewa Tarnowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje