Katakumby na "Abramce"

Ulica Abramowskiego to kawał historii Łodzi. Za kamienicami jest jedno z najbardziej niesamowitych i mało znanych miejsc w mieście - Katakumby. Opowiada o nich Ryszard Bonisławski, dyrektor Centrum Informacji Turystycznej, przewodnik i miłośnik Łodzi.

Odkrywamy tajemnice Łodzi

Reklama

Za kamienicami przy ul. Abramowskiego stały oficyny, bardzo ciasne, ludzie gnieździli się na niewielkich powierzchniach. Bardzo podobnych do naszego mieszkania, które miało dwanaście metrów kwadratowych. Wychowałem się przy tej ulicy, podobnie zresztą jak św. Faustyna Kowalska i Jan Karski.

Kanał bez wody

Oficyny to był poważny problem, który postanowiono rozwiązać. Na tyłach, za kamienicami po stronie nieparzystej, był ogród Barcińskich, który ciągnął się od ulicy Kilińskiego do Sienkiewicza. To był teren uprawny, dlatego mówiliśmy na niego "pole". Zresztą w owym czasie na naszą ulicę nie wołało się "Abramka", tylko "Gubernia", od poprzedniej nazwy - Gubernatorskiej.

W latach pięćdziesiątych, po wyburzeniu oficyn pomiędzy domami i ogrodem powstała wolna przestrzeń.

Ale ludzie chcieli mieć miejsca, w których mogli trzymać węgiel, drewno, kartofle, jabłka. Powstały zatem komórki, które zagłębiono w ziemi, żeby nie przesłaniały zieleni. Stworzono "kanał" bez wody, łączący Kilińskiego i Sienkiewicza, wyłożony trylinką, z rozrzuconymi "placykami".

Na dachy komórek nasypano ziemię, potem powstały tam ogrody. Gdzie była większa górka, dzieciaki jeździły na sankach i nartach. Świetną zabawą było skakanie z trzech metrów z dachów komórek na piasek i śnieg. Zresztą graliśmy tam także w piłkę, która nie miała dokąd uciec i odbijała się od drzwi.

Kręcili się aktorzy

Sama półkilometrowa ulica Abramowskiego była swoistym miasteczkiem - na początku lat 40. mieszkało tam 12 tysięcy ludzi. Zagęszczenie powodowało problemy natury policyjnej, dlatego przy ulicy powstał komisariat, a niedaleko, przy Kilińskiego, był drugi.

Katakumby też były jakby miasteczkiem i tworzyły atmosferę czegoś niezwykłego, niesamowitego.

Może dlatego studenci pobliskiej szkoły filmowej przy ul. Targowej wykorzystywali je jako plener? A powstawało tam mnóstwo filmów.

Będąc dziećmi, traktowaliśmy to jako wielką sensację, bo tu przyjeżdżała ekipa filmowa, rozstawiali światła, kręcili się jacyś aktorzy poprzebierani w stroje nie z tej epoki. To było coś, co silnie wiązało się z tą ulicą. Młodsi widzowie mogą pamiętać katakumby ze słynnego teledysku grupy Maanam - "Kreon".

Wysłuchał: MB

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje