Kocierzewski zespół bez Klimczaka

Marcin Klimczak w listopadzie rozpoczął próby z Dziecięcym Zespołem Ludowym z Kocierzewa. Miał prowadzić zespół do końca czerwca, 27 lutego poprowadził ostatnią próbę.

Przed listopadem ubiegłego roku zespół prowadził Stanisław Wróbel. Podziękowano mu za prowadzenie zespołu dziecięcego, ale nadal z miejscowym folklorem jest związany, bo prowadzi Zespół Pieśni i Tańca Boczki Chełmońskie - czyli zespół dla dorosłych. Potrzebę zmiany Hanna Samek - kierownik Gminnej Biblioteki Publicznej oraz wójt gminy Kocierzew Południowy Grzegorz Stefański, przy której działają oba zespoły, uzasadniali chęcią wprowadzenia czegoś nowego. Wydawało się, że w zespole coś się zmienia. Na próby zaczęło przychodzić więcej dzieci, Klimczak uczył ich nie tylko tańców ludowych, ale też latynoskich. W czasie ferii zimowych planował tygodniowy wyjazd z dziećmi do Zakopanego. Nie doszedł on jednak do skutku.

Reklama

Sami mnie prosili

Gdy zatrudniano Klimczaka w Kocierzewie, wójt Stefański nie ukrywał, że sam dotarł do instruktora, aby go namówić do pracy z Boczkami Chełmońskimi. W rozmowie z nami wyrażał nadzieję, że zmiana kierownika zespołu sprawi, że będzie on miał nowe, inne spojrzenie na jego działalność i urozmaici program artystyczny. Atutem Klimczaka miało być doświadczenia zdobyte w czasie prowadzenia łowickich Koderek.

Teraz wójt nie chce się w tej sprawie wypowiadać. Mówi tylko, że decyzję o zwolnieniu Klimczaka podjęła Hanna Samek, bo to dyrektorka biblioteki była jego szefową, on wyraził na tę decyzję zgodę.

Klimczak decyzją był zdziwiony. - Nie zabiegałem o to, aby pracować w Kocierzewie. Wójt sam do mnie dotarł i o to prosił. Teraz nawet ze mną nie rozmawiał. Nie wiem, czy wie, że zostałem zwolniony, dlatego wysłałem do niego list polecony. Gdy pytamy go, czy jest mu żal, przyznaje, że każdej grupy jest żal. Zwłaszcza, gdy się widzi, że dzieci zaczęły pracować i widać efekty tej pracy.

Jak przedstawiono mu powody zwolnienia? Pani Samek powiedziała mu, że "nie może się z nim dogadać". Jego zdaniem nie próbowała, od listopada do końca lutego widział swoją szefową w sumie 5 razy. Nie przychodziła na próby, więc nie mogła wiedzieć, jak on pracuje z dziećmi. Zastanawia się też, czy dyrektor biblioteki umie ocenić jego pracę. Jakie ma kwalifikacje?

Co wpłynęło na taką decyzję?

Hanna Samek wyjaśnia, że było kilka sytuacji, które nie pozwalały mieć nadziei na to, że współpraca z instruktorem tańca ułoży się dobrze. Gdy rozpoczął pracę w Kocierzewie, miał dopilnować opracowania nowego programu przez Janusza Kaźmierczaka z Łodzi. Program ten miał być potem podczas prób przygotowany, ale choć go nie ma, Klimczak zaprzestał pracę nad starym programem.

Druga sprawa - występy zespołu w miejscowym kościele. Jeden się odbył. O ty, że ma być drugi Hanna Samek dowiedziała się z gazety. Klimczak nie zapewnił kapeli na ten występ, choć miało to być jego zadanie, ostatecznie nie odbył się. Kolejna niemiła sprawa to brak prób w ciągu 3 tygodni. Jednej próby nie było z powodu przygotowań sali do balu gimnazjalnego. Dyrektor biblioteki miała nadzieję, że próba ta zostanie "odrobiona w innym terminie".

Potem nie było prób w czasie ferii. Rodzicom i dzieciom to się nie podobało. Hannie Samek też, bo Klimczak oczekiwał zapłaty za ten czas, a będąc zatrudnionym na umowę o dzieło nie było podstawy do wypłaty tych pieniędzy.

Hanna Samek mówi, że wręczając wypowiedzenie Klimczakowi wyjaśniała mu, że "działamy na całkiem innej linii". W rozmowie z nami wyjaśnia, że oczekiwała większego zainteresowania przyszłością zespołu, zainteresownia dziećmi - także tego, czego oczekują one i ich rodzice. Sprawa ta stała się drażliwa, gdy Klimczak chciał zorganizować w czasie ferii wyjazd. Liczył na dofinasowanie z Urzędu Gminy rzędu kilkunastu tysięcy złotych. Dzieci miałyby wtedy zapłacić po 200 zł za tygodniowy pobyt z warsztatami tańca i możliwością jazdy na nartach. Na wyjazd było chętnych 35 dzieci. Wójt i dyrektorka nie wyrazili na wyjazd zgody, bo wydatek ten nie był wcześniej planowany. Trudno było w krótkim czasie zapewnić taką kwotę z budżetu biblioteki.

Poza tym, zespół nie ma jeszcze nowego programu, nad którym można byłoby w czasie tego wyjazdu pracować. Kolejny argument, może najważniejszy - na wyjazd zgłosiły się dzieci, których rodziców było na to stać.

Bo jednak decydując się na taki wyjazd trzeba liczyć się z nieco większymi kosztami niż tylko wspomniane 200 zł. Tymczasem w zespole są dzieci, które nie mogłyby jechać pomimo, że na próby przychodzą np. od 4 lat. Hanna Samek nie chciała dopuścić do takiej sytuacji. - Nauczył dzieci czegoś nowego i za to mogę mu podziękować. Chciałabym, aby pozostała po nim dobra opinia.

Mówi też, że brała obecna była na kilku próbach, zawsze była na nich obecna oddelegowana z biblioteki w tym celu Ewa Suchecka. Przyznaje też, że nie będzie oceniała pracy Klimczaka, bo faktycznie - jako bibliotekarz nie ma do tego kwalifikacji. Ale zatrudniając osobę, która zajmie się choreografią czy stroną muzyczną ma prawo wymagać pracy, a jej efekty potrafi dostrzec.

13 marca zajęcia tańca w Zespole Dziecięcym zacznie prowadzić inna doświadczona instruktorka. W tym tygodniu, 6 marca, próby nie będzie. Zamiast niej dla dzieci z zespołu planowane jest przedstawienie.

Mirosława Wolska-Kobierecka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje