Łódź: Ksiądz uderzył ucznia w kościele

Ksiądz, nie mogący uspokoić 250 gimnazjalistów w kościele, posunął się do uderzenia jednego z nich w twarz. Matka gimnazjalisty zgłosiła na policji naruszenie nietykalności cielesnej syna. Duchowny nie odżegnuje się od czynu i wyraża skruchę. O sprawie pisze "Dziennik Łódzki".

Jak wynika z relacji świadków i księdza Przemysława Szewczyka, uczniowie Gimnazjum nr 35 w Łodzi faktycznie przez kilkanaście minut nie chcieli się uspokoić, pomimo próśb duchownego.

Reklama

"Przez 15 minut próbowałem wprowadzić minimum dyscypliny w grupie prosząc o ciszę. Nauczyciele ograniczyli swoje zaangażowanie w opiekę nad młodzieżą do milczącej obecności. Zupełnie nie troszczyli się o zachowanie uczniów. Nie pomyślałem nawet o tym, że pedagodzy oczekują wezwania duchownego do troski o to, żeby uczniowie odpowiednio zachowywali się w kościele" - mówi "Dziennikowi Łódzkiemu" ksiądz Szewczyk. 

W pewnym momencie duchowny podszedł do pierwszego rzędu ławek w kościele i uderzył w twarz jednego z chłopców, który miał trzymać w ręku puszkę z niedopitym napojem. Zapłakanego ucznia jeden z nauczycieli odprowadził do szkoły. Dyrektor powiadomił kuratorium, zadzwonił do matki ucznia i poszedł na rozmowę z proboszczem. Tymczasem w kościele nadal trwały rekolekcje - pisze gazeta.
"Przeprosiłem w kościele za swoje zachowanie. Chciałbym też osobiście przeprosić zarówno chłopca, jak i jego rodziców. Nie cofnę tego, co się stało, ale bardzo tego żałuję. To nie powinno mieć miejsca" -  mówi ksiądz.

Matka uderzonego chłopca zgłosiła sprawę na policji. Funkcjonariusze prowadzą obecnie postępowanie wyjaśniające. Tymczasem ksiądz Szewczyk skomentował incydent na Facebooku.

"Zgrzeszyłem. Uniosłem się gniewem, a przecież wiem, że 'miłość cierpliwa jest i gniewem się nie unosi'. Upokorzyłem jednego dzieciaka przed całą grupą i wiem jak musi go palić ten policzek w sercu. Nie usprawiedliwiam tego, co zrobiłem. Zwłaszcza chrześcijanie rozumieją, że wobec Ukrzyżowanego nie mam nic na swoją obronę, skoro On cierpliwie zniósł tyle, włączył mnie w Siebie, a ja nie wytrzymałem próby" - napisał.

"Jak wiecie, w ślad za tym grzechem przyszła łaska doświadczenia godziny sądu, który 'będzie nieubłagany - według św. Pawła - dla tych, co nie czynili miłosierdzia'. Nie polecam Wam takiej łaski, ciężko się ją przyjmuje. Przeprosiłem już młodych, wobec których okazałem tego rodzaju słabość. Przepraszam nauczycieli, którym też się przy okazji obrywa. Niestety tylko przez media mogę przeprosić tego chłopaka i jego rodziców. Może kiedyś będę mógł przeprosić, że zwaliłem na niego winy nas wszystkich" - czytamy.

Tymczasem matka uderzonego chłopca, jak i kilku innych rodziców uczniów łódzkiego gimnazjum, zapowiedziało, że nie puszcza swoich dzieci na rekolekcje.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje