Odszkodowanie za broń w rękach szaleńca

150 tys. złotych domaga się mieszkaniec Łodzi od Komendanta Wojewódzkiego Policji. Łodzianin walczy o zadośćuczynienie po śmierci syna zastrzelonego przez niepoczytalnego mężczyznę. Zabójca miał pozwolenie na broń wydane przez policję.

5 lat temu na jednej z ulic w centrum Łodzi Władysław G. zastrzelił przechodnia i ranił jego ojca. Ponoć w obronie własnej. - Zwróciłem mu uwagę, że załatwia swoje potrzeby przy syna samochodzie. Ostra wymiana zdań i ten pan wyjął pistolet - opowiada poszkodowany mężczyzna.

Reklama

Lekarze orzekli, że mężczyzna, który strzelał, był w tym momencie niepoczytalny. Ale kilka miesięcy wcześniej, kiedy starał się o broń, był zdrowy. Dostał pozwolenie od komendanta policji na podstawie zaświadczenia od psychiatry.

W sprawie, która dzieli teraz pełnomocników stron, wcześniej spierali się już lekarze. Jaki jest efekt? Prawie 70-letni mężczyzna nie stanął przed sądem za zabójstwo. Był niepoczytalny, więc trafił do zakładu psychiatrycznego. Ale teraz nie jest już groźny dla otoczenia, więc... wyszedł na wolność.

Wyrok w tej sprawie zapadnie pod koniec lipca.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje