Piotrków Trubunalski wspomina Centralne Dożynki

Edward Gierek otrzymał bochen chleba. Premier Jaroszewicz zapewniał, że uczyni wszystko, aby żyło się lepiej, rolnicy śpiewali pieśń "Plon niesiemy plon", lud pracujący miasta Piotrków oglądał dożynkowe uroczystości na Stadionie 35-lecia, a pozostali obywatele Polski Ludowej, podziwiali nasze miasto w telewizji. Ech, to był dzień. Kto wie, być może jeden z najważniejszych dla Piotrkowa w całym XX wieku?

"W tym roku słowa tradycyjnej pieśni żniwnej rozbrzmiały w drugą niedzielę września w Piotrkowie Trybunalskim, prastarym grodzie, a jednocześnie młodej stolicy województwa" - pisała lokalna prasa. Miastem wojewódzkim Piotrków był od 4 lat.

Reklama

Trawę malujemy

- Przez te 4 lata niewiele się w mieście budowało, ale kiedy na szczycie partii ustalono, że to u nas zostaną zorganizowane ogólnopolskie dożynki, wszystko się zmieniło - wspomina jeden z ówczesnych pracowników Urzędu Wojewódzkiego. - Zaczęto remontować, kopać, budować, zmieniać, przesypywać, malować, sprzątać, i to w takim tempie, żeby tylko zdążyć do września 1979 roku. Plotka głosi, że gdzieniegdzie pożółkłą trawę malowano na ładny, miły dla oka, zielony kolor. Udało się: jak pisał "Głos Robotniczy" - "Województwo piotrkowskie godnie wywiązało się z roli gospodarza tegorocznych Centralnych Dożynek. Szczególnie pozytywną ocenę wśród dożynkowych gości z całego kraju zyskało wyjątkowo staranne przygotowanie stolicy województwa do święta plonów".

Piotrków odmieniamy

"W odmienionym nie do poznania Piotrkowie Trybunalskim przekazano - nie tylko na dzień dożynek, ale i na przyszłe lata - liczne obiekty i urządzenia wspólnej użyteczności" - słusznie zauważała łódzka gazeta, będąca prasowym organem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. "Pełna więc satysfakcja należy się wielotysięcznej rzeszy uczestników przeddożynkowych prac - pisał "GR" - zarówno załogom przedsiębiorstw wykonawczych, jak też wspomagającym ich w społecznym trudzie mieszkańcom województwa". - Co tam się działo! Byłem wtedy chyba w ósmej klasie - wspomina jeden z piotrkowskich dziennikarzy. - Zabierano nas na tzw. czyn społeczny: sadziliśmy drzewka, przekopywaliśmy trawniki, sprzątaliśmy śmieci, malowaliśmy co się dało, chociaż akurat moja szkoła trawy nie malowała.Ale zamieszanie i nerwówka były ogromne! Za całą akcję sprzątania odpowiadał dyrektor szkoły. Głową. Z tego, co mi wiadomo, żadna głowa nie spadła, tak więc chyba wszystko było przygotowane jak należy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje