Problemy łódzkiego lotniska

Dalszy rozwój łódzkiego lotniska staje pod znakiem zapytania. Budżetowej dotacji nadal nie ma, a zeszłoroczna z powodu opieszałości polskiego rządu została rozliczona dopiero wczoraj - informuje gazeta.pl.

Konieczne jest dobudowanie kolejnych dróg kołowania i płyt postojowych (czyli parkingu dla samolotów). Bez nich i bez nowego terminala jest w stanie obsługiwać więcej niż dwóch dużych samolotów naraz - podaje gazeta.pl.

Reklama

Premier Jarosław Kaczyński, podczas kampanii samorządowej obiecał Łodzi dotację w wysokości 37 mln zł. Pieniądze jednak do Łodzi nadal nie dotarły - dodaje gazeta.pl.

- Nie mamy żadnej informacji kiedy te pieniądze się pojawią - przyznaje Tomasz Ciszewski, wicedyrektor departamentu funduszy europejskich w Urzędzie Wojewódzkim.

Urzędy Miasta i Marszałkowski, które są głównymi udziałowcami portu dodatkowych pieniędzy nie mają. Budowa lotnisk nie jest zresztą ich zadaniem.

Pieniądze dla lotniska zapewnić miał rząd (który hojnie wspiera inne lotniska regionalne). Gdy jednak przekazanie obiecanej dotacji stale się opóźnia można zwątpić w dobre intencje rządzących.

Podobna batalia o pieniądze rozegrała się rok temu. Wtedy udało się wywalczyć dla lotniska 25 mln zł. Wywalczyć, bo pieniądze dopisano do budżetu tylko dzięki uporowi łódzkich samorządowców, parlamentarzystów i mediów.

Za budżetowe pieniądze udało się m.in. wydłużyć pas startowy do 2,5 km i zbudować budynek dla Lotniskowej Straży Pożarnej.

Kiedy jesienią 2006 roku przecinano wstęgi na nowych budynkach wykonawcy nadal czekali na zapłatę. Lotnisko zapłacić jednak nie mogło, bo budżetowe pieniądze leżały "zamrożone" w banku.

Powodem takiej sytuacji jest fakt, iż o inwestycjach na łódzkim lotnisku nie powiadomiono na czas Komisji Europejskiej. Bez jej akceptacji nie można zaś było ich wydać.

Rutynowa procedura, która polega na dbaniu o wolną konkurencję i przejrzystość finansów o mały włos nie zakończyła się skandalem.

Dokument do UE powinny być bowiem wysłane jeszcze przed rozbudową lotniska, tymczasem ministerstwo transportu odpowiedni wniosek przygotowało dopiero w listopadzie ubiegłego roku.

Skutek był taki, że łódzkie firmy znalazły się niemal na skraju bankructwa. Oficjalna odpowiedź KE została ogłoszona dopiero wczoraj.

W oficjalnym komunikacie czytamy, że "Komisja Europejska podjęła decyzję o niewnoszeniu zastrzeżeń do finansowania rozbudowy infrastruktury Portu Lotniczego w Łodzi ze środków publicznych. środek ten ma na celu poprawę infrastruktury lotniska, a co za tym idzie pobudzenie rozwoju całego regionu.".

- Rząd mydli oczy, twierdząc ze na dotacje dla lotnisk "nie pozwala Unia Europejska". Tymczasem jest to wierutna bzdura - mówi Paweł Melcer, ze stowarzyszenia Lotnisko dla Łodzi.

- Przepisy unijne po to stworzono, aby wzmacniać takie słabe porty jak Łódź czy Bydgoszcz, aby nie poległy w nierównej walce z dużymi hubami - kontynuuje.

- Wytyczne Unii Europejskiej jasno mówią, ze pomoc publiczna dla małych portów regionalnych jest jak najbardziej wskazana, co nie zwalnia jednak z obowiązku jej notyfikacji do Brukseli, która musi ja zbadać i zatwierdzić - dodaje.

W tym roku do UE powinniśmy zgłosić kolejną dokumentację i lepiej nie czekać z jej wysłaniem do jesieni tylko zrobić to od razu - podsumowuje Melcer.

- Nie wpłynął do nas żaden wniosek w tej sprawie - mówi, pytana przez reporterów "Gazety", Katarzyna Frąc z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów

- Gdyby tak było to na pewno byśmy o tym wiedzieli, bo pośredniczymy w przekazaniu UE każdej dokumentacji dotyczącej pomocy publicznej na kwotę większą niż 200 tys. euro.

Wśród parlamentarzystów krążą za to plotki, że 37 mln zł zamiast do Łodzi trafi do lotniska w Modlinie - konkluduje gazeta.pl.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy