Rakiety przeciwlotnicze odnalazły się w Jarosławiu

Cztery rakiety przeciwlotnicze "Strzała", które zginęły dzisiaj z pociągu relacji Skarżysko Kamienna-Gdańsk, odnalazły się na Podkarpaciu - podała telewizyjna "Panorama". Odnaleziono je na bocznicy Huty Szkła w Jarosławiu. Nikogo nie zatrzymano w tej sprawie. O zniknięciu rakiet powiadomił policję dyżurny ruchu stacji Łódź Olechów około godziny 1.30. Pociski nie należały do wojska. Rakiety przewożono z Zakładów Metalowych Mesko w Skarżysku Kamiennej do Gdańska, skąd miały być wyeksportowane. Jak poinformował rzecznik łódzkiej policji, w zestawach brakowało elementu, który umożliwiałby odpalenie rakiety.

Wczoraj rakiety zostały zapakowane w zakładach zbrojeniowych Mesko. - "Strzały" to groźna broń, bardzo mobilna i skuteczna. W rękach bandytów lub terrorystów może być niebezpieczna - ocenia rzecznik MON. W poczukiwaniu rakiet wzięło udział kilkuset policjantów.

Reklama

Transport był konwojowany przez pracowników firmy ochrony mienia. Rakiety zapakowane były w dwie drewniane skrzynie o długości około 2,5 m, szerokości około 70 cm i wysokości około pół metra. Policję powiadomił o ich zniknięciu około 1.30 dyżurny ruchu stacji Łódź Olechów.

Przedstawiciel PKP zapewnił, że transport wyrobów Zakładów Metalowych Mesko SA wyjechał ze Skarżyska-Kamiennej zabezpieczony, wagony były zaplombowane. Kolej odmówiła informacji na temat odbiorcy rakiet. Zarząd zakładów Mesko był nieuchwytny. Jak ustaliła PAP, pociąg przewożący rakiety zatrzymywał się w Łódzkiem dwukrotnie - w miejscowości Dęba Opoczyńska i w Tomaszowie Mazowieckim. W Dębie pociąg zatrzymał się na sześć minut, w Tomaszowie na trzy minuty. Informacji tych nie chciał potwierdzić, z uwagi na dobro śledztwa, rzecznik Berger.

Polskie wojsko dysponuje przenośnymi przeciwlotniczymi rakietami "Strzała". Są to odpowiedniki amerykańskiego Stingera - rakiety odpalanej z ramienia. Do jej wystrzelenia niezbędna jest wyrzutnia a te także zniknęły, chociaż - jak się później okazało - nie są wyposażone w tzw. element startujący. Podpułkownik Mirosław Dowczyk z Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi tłumaczy, że skradziona rakieta może być wystrzelona na wysokość półtora kilometra i, reagując na ciepło, sama naprowadza się na lecący samolot.

Ekspert: "Strzała" nadal groźna przeciw celom cywilnym

Zestaw przeciwlotniczy "Strzała" nie zagraża samolotom wojskowym, ale może być niebezpieczną bronią w konfliktach lokalnych i przeciw celom cywilnym - mówi znawca lotnictwa i uzbrojenia Grzegorz Hołdanowicz z miesięcznika "Raport". "Strzała-2" to przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy konstrukcji radzieckiej, wprowadzony do uzbrojenia ZSRR w 1968 roku. Kilka lat później opracowano wersję Strzała-3 z ulepszonym systemem naprowadzania. Zestaw składa się z wyrzutni, pocisku rakietowego, mechanizmu startowego wielokrotnego użycia i źródła zasilania.

Zestaw waży ok.15 kg, sam pocisk ok. 10 kg, kaliber rakiety wynosi 72 mm. Strzała jest zdolna razić cele w odległości ponad 4 km, na wysokości ok. 2 km, lecące z prędkością od ponad 500 do ponad 900 km na godzinę (zależnie, czy zbliżają się czy oddalają). Zestaw jest obsługiwany przez jednego żołnierza.

INTERIA.PL/RMF/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje