RMF24: Tragedia w Kutnie. "Dziecko dusiło mi się na rękach"

„Lekarka nie powiedziała nam, że możemy przewieźć dziecko do innego szpitala” - mówi matka półtorarocznego Maciusia, którego nie przyjęto do szpitala w Kutnie w Łódzkiem. Następnego dnia dziecko, u którego stwierdzono zapalenie płuc, zmarło. Sprawą zajęła się prokuratura.

Matka półtorarocznego Maciusia w rozmowie z reporterką RMF FM przyznała, że lekarka w szpitalu w Kutnie nie powiedziała jej, że sprawdzi, czy są wolne miejsca w innych placówkach.

Reklama

- Powiedziała, że szpitalu w Kutnie nie ma wolnych miejsc, że w szpitalu panuje zapalenie płuc, że jest dużo noworodków. Stwierdziła, że dziecko nie kwalifikuje się do leczenia w szpitalu, żeby leczyć je w domu - wyznała zrozpaczona kobieta.

Chłopiec został skierowany do szpitala przez lekarza rodzinnego. - To była wizyta domowa. Pani doktor powiedziała, żeby w trybie natychmiastowym został przyjęty do szpitala, że trzeba podać kroplówkę. Mówiła, żeby 3-4 dni był leczony w szpitalu, potem w domu. A wczoraj moje dziecko dusiło mi się na rękach - opowiadała mama chłopca.

Rzecznik kutnowskiego szpitala Beata Pokojska mówi tylko, że dyrekcja placówki zarządziła kontrolę wewnętrzną i zewnętrzną na oddziale pediatrycznym.

Rozmowy z matką chłopca posłuchaj na stronach rmf24.pl

Chłopca nie przyjęto do szpitala


Jak dowiedziała się reporterka RMF FM Agnieszka Wyderka, lekarz rodzinny stwierdził, że dziecko ma zapalenie oskrzeli i skierował je do szpitala. Tam jednak chłopca nie przyjęto z powodu braku miejsc - tak powiedziała policjantom babcia dziecka. Dziecku przepisano leki. Matka dostała zaś polecenie, by zgłosić się z nim w czwartek na wizytę kontrolną.

Wczoraj wieczorem stan chłopca drastycznie się pogorszył. Początkowo malucha reanimowali matka i sąsiad rodziny, zaalarmowany jej wołaniem o pomoc. Później reanimację kontynuowała załoga karetki pogotowia. Niestety dziecka nie udało się uratować.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje