Śledztwo w sprawie śmierci 20-latki pod nadzorem KGP

Komendant główny policji - na polecenie szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka - objął nadzorem sprawę śmierci 20-latki, której zwłoki znaleziono w sobotę w wersalce w łódzkim mieszkaniu.

Komendant Wojewódzki Policji w Łodzi zawiesił w obowiązkach dwóch policjantów, którzy wcześniej nie sprawdzili tego mieszkania, choć poinformowali, że to zrobili.

Reklama

Jak podała w poniedziałek rzeczniczka łódzkiej KWP Joanna Kącka, wobec zawieszonych w obowiązkach na miesiąc policjantów toczy się postępowanie dyscyplinarne, którym objęto także dwóch innych funkcjonariuszy.

"Następnego dnia po wpłynięciu zgłoszenia o zaginięciu kobiety mieli oni - bez wchodzenia do mieszkania - zweryfikować adres na osiedlu Teofilów, pod którym mogła znajdować się poszukiwana. Obecnie sprawdzane jest, czy zrobili to prawidłowo. Łódzki komendant wojewódzki policji zarządził także szereg kontroli w całym województwie, które dotyczyć będą prawidłowości postępowania w sprawach poszukiwawczych" - podkreśliła Kącka.

Prawidłowość działań poszukiwawczych wszczętych przez policję w związku ze sprawą 20-latki bada policyjna jednostka kontroli. Odrębne postępowanie dotyczące niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy prowadzi łódzka prokuratura.

"Weszli przez okno i stwierdzili, że nikogo nie ma"

Zgłoszenie o zaginięciu kobiety wpłynęło do policji 17 sierpnia. Złożyła je rodzina 20-latki ze Zduńskiej Woli, która dwa dni wcześniej wraz ze swoim 2,5-letnim synem wyjechała do Łodzi w towarzystwie poznanego niedawno starszego o 9 lat partnera. Następnego dnia mężczyzna odwiózł dziecko do rodziny 20-latki, twierdząc, że kobieta pozostała w Łodzi, ponieważ źle się poczuła. Później kontakt z nim się urwał.

Zduńskowolska policja ustaliła dane partnera dziewczyny - rodzina nie znała jego nazwiska ani adresu. Jak poinformowała wcześniej PAP rzeczniczka KWP Joanna Kącka, do wynajmowanego przez mężczyznę mieszkania na osiedlu Teofilów udali się policjanci i straż pożarna.

Strażacy weszli do mieszkania przez okno, stwierdzili, że nikogo w nim nie ma. Na tej podstawie funkcjonariusze z Łodzi wysłali do Zduńskiej Woli informację, że mieszkanie zostało sprawdzone i nie ma w nim poszukiwanej.

Zwłoki ukryto w wersalce

Jak zaznaczyła Kącka, nikt nie podejrzewał wówczas, że policjanci popełnili "karygodny błąd" i nie sprawdzili mieszkania. Dodała, że "absolutnie nie powinni się ograniczyć do wysłuchania opinii strażaków, lecz osobiście wejść do środka i sprawdzić mieszkanie".

Kilka dni później zduńskowolscy policjanci w toku prowadzonego śledztwa podjęli podejrzenie, że kobieta padła ofiarą przestępstwa, co skłoniło ich do zarządzenia oględzin mieszkania na Teofilowie z udziałem technika kryminalistyki.

W czasie przeszukania okazało się, że w wersalce znajdują się skrępowane sznurem zwłoki 20-latki. Jak podał rzecznik łódzkiej Prokuratury Okręgowej Krzysztof Kopania, stan odnalezionych zwłok oraz zabezpieczone przez policję zapisy monitoringu świadczyły o tym, że do zabójstwa doszło jeszcze przed zgłoszeniem zaginięcia kobiety przez jej rodzinę.

Przyczyną śmierci uduszenie


W poniedziałek prokuratura uzyskała wstępne wyniki sekcji zwłok; wynika z nich, że przyczyną śmierci kobiety było uduszenie, a jej ciało zostało skrępowane sznurem już po zgonie.

Łódzki sąd zadecydował w niedzielę o aresztowaniu 29-latka pod zarzutem zabójstwa. Podejrzany - Artur Walas, występujący również pod nazwiskiem Kleibor - jest obecnie poszukiwany listem gończym.

Według Kąckiej, w policyjnych bazach danych Artur Walas był notowany jedynie jako nieletni - za drobne kradzieże. Po wszczęciu śledztwa przez prokuraturę sprawdzono jego tzw. kartę karną.

"Wynika z niej, że w w 2011 roku w Wielkiej Brytanii wobec mężczyzny orzeczono wyrok co najmniej 4 lat więzienia za gwałt, a w 2015 roku był karany za uszkodzenie ciała w Niemczech. W 2015 roku dokonał zmiany nazwiska" - wyjaśnił Kopania.

Agnieszka Grzelak-Michałowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje