Szata jednak zdobi

Pracownicy jednej z łódzkich uczelni dostali szczegółowe wytyczne, jak mają... ubierać się do pracy. Sprawdziliśmy, kto jeszcze musi się męczyć w garniturze nawet przy piekielnych upałach.

Wiadomość wywołała poruszenie. Pod groźbą upomnień i nagan obligowała pracowników, którzy reprezentują firmę, do noszenia oficjalnych strojów. Jakie kryteria narzucono?

Reklama

Kobiety nie mogą nosić krótkich spódnic, powinny unikać głębokich dekoltów, bluzek i sukienek na ramiączkach oraz odkrytych pleców.

Cały ubiór nie powinien być prześwitujący. Panom zaleca się długie spodnie i koszulki z rękawami. Jeżeli sandały, to bez skarpetek. Zabronione są stroje sportowe, na przykład dresy. "Wygląd ma być schludny, dostosowanych do wykonywanych czynności. Ma wzbudzać zaufanie i nie rozpraszać klientów" - napisano w uzasadnieniu.

- To przesada. Przecież ubieramy się stosownie. Wcale nie trzeba było tego regulować przepisami - oburzał się jeden z pracowników uczelni.

- Mam nosić garnitury? Proszę bardzo, ale niech firma podniesie mi pensję - wtórował drugi.

Mus to mus

W dużych korporacjach wytyczne dotyczące ubioru to nic nowego. W niektórych firmach pracownicy, zwłaszcza handlowcy, podpisują specjalną klauzulę w umowie. Zapis precyzyjnie określa, jak należy ubierać się do pracy i zobowiązuje do kategorycznego przestrzegania zasad. - U nas nie ma wytycznych na piśmie, ale szefowie wymagają eleganckiego wyglądu - przyznaje Zygmunt Łopalewski, rzecznik łódzkiego Indesitu.

Niepisany kodeks określa, że biurowi pracownicy Indesitu muszą nosić marynarki, koszule z długim rękawami i krawaty. Nawet w upały.

- Siedząc przy biurku marynarkę można zdjąć. Ale wychodząc na spotkanie z klientem, trzeba ją założyć. Na szczęście to nic strasznego. Garnitur to fajny ubiór - mówi Zygmunt Łopalewski.

Panie powinny jak ognia unikać krótkich spódnic, głębokich dekoltów, wyzywającego makijażu i biżuterii. Jak w większości korporacji, luźniejszym dniem jest piątek, na całym świecie zwany "casual friday".

- Wtedy pracownicy, zwłaszcza ci, którzy nie ruszają się zza biurek, mogą przyjść dużo luźniej ubrani. Choć nawet wtedy niedopuszczalne są dresy i krótkie spodnie - tłumaczy Zygmunt Łopalewski.

- Kto wychodzi na spotkania biznesowe, musi przestrzegać codziennych reguł. Ja nawet w piątki noszę krawat w kieszeni. Na wszelki wypadek...

Tu też są instrukcje

Podobne zasady panują w bankach.

Niedawno poruszenie wywołały wymagania szefów jednego z banków, który nawet w najpotworniejsze upały wymagał od pracownic noszenia rajstop lub pończoch. Pomysłowe kobiety malowały specjalne wzoru na nogach, by obejść przepis. Malunki imitowały rajstopy i pozwalały mieć gołe nogi.

- W naszych centrach finansowych też są standardy ubioru, ale nie tak rygorystyczne - przyznaje Magdalena Ossowska, rzecznik mBanku.

- Po prostu wygląd ma być schludny, żeby klienci czuli, że są szanowani. Pracownicy mBanku noszą jednolite błękitne koszule z logo firmy. Zimą mają do wyboru kamizelki, marynarki lub eleganckie swetry.

O schludny wygląd pracowników dbają szefowie centrów. Instrukcje w formie niewielkiej książeczki dostają pracownicy Łódzkiego Zakładu Energetycznego. Są tam wytyczne dotyczące nie tylko ubioru, ale i sposobu zachowania wobec klientów.

- To poradnik. Żadna wewnętrzna uchwała zarządu firmy nie zmusza pracowników do przestrzegania instrukcji - zastrzega Wojciech Janczyk, rzecznik zakładu. Zalecenia są bardzo szczegółowe.

Panie muszą nosić żakiety, a do nich długie spódnice lub spodnie. Na szyjach apaszki. Konieczny jest makijaż, ale bardzo dyskretny. Jeśli biżuteria, to oszczędna. Panowie mogą zapomnieć o ulubionych dżinsach, powyciąganych swetrach i sandałach.

Muszą mieć koszulę, garnitur, krawat, sznurowane buty i ciemne skarpetki. Białe są zakazane.

Najgorzej mają prezydenci

Okazuje się, że nie mniej rygorystycznych zasad muszą przestrzegać... władze Łodzi.

- To decyzja prezydenta Kropiwnickiego, który mówi, że przykład idzie z góry i od siebie oraz swoich zastępców wymaga garnituru i krawata nawet podczas największych upałów - tłumaczy Marzena Korosteńska z biura prasowego Urzędu Miasta.

Rygorystyczne zarządzenie dotyczy również pań wiceprezydentów. Hanna Zanowska i Halina Rosiak muszą nosić żakiety lub damskie garnitury.

Dużo swobodniej mogą ubierać się szeregowi urzędnicy ratusza, ale... - Ich też obowiązuje niepisany dresskod - dodaje Marzena Korosteńska. Na straży schludnego wyglądu pracowników stoi sekretarz miasta - Jan Witkowski. - Raz w roku wysyła przypomnienie do dyrektorów wydziałów, by pilnowali jak ubierają się urzędnicy - mówi Marzena Korosteńska.

Niedopuszczalne są sandały. Nawet panie noszą latem zakryte buty, a jeśli rezygnują z rajstop lub pończoch, muszą założyć długie spódnice. Nie wolno nosić bluzek na ramiączkach. Panów obowiązują marynarki i krawaty. - No chyba że ktoś nie styka się z petentami, wtedy może założyć koszulę z krótkim rękawem. Tym bardziej, że nie mamy klimatyzacji - dodaje Marzena Krosoteńska.

Andrzej Adamczewski

andrzej.adamczewski@echomiasta.p

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje