Wielki chaos w pogotowiu po karambolu na S8. Nagranie

Wielki chaos panował wśród dyspozytorów pogotowia podczas akcji ratunkowej po karambolu na trasie S8. Operatorzy z Łodzi, Grodziska Mazowieckiego i Rawy Mazowieckiej nie potrafili ocenić sytuacji, zmieniali decyzje, odwoływali karetki, by za chwilę ponownie poprosić o ich przyjazd. "Dziennik Łódzki" ujawnił nagranie z ich rozmów.

Według "Dziennika Łódzkiego", po karambolu doszło do "chaosu". Gazeta napisała, że pierwsze zgłoszenie o wypadku wpłynęło do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Łodzi o godz. 23.27, a pierwsza karetka pojawiła się na miejscu dopiero o godz. 23.57. Według gazety, wynikało to m.in. z tego, że przez blisko trzy minuty operator i dyspozytor ustalali między sobą dokładną lokalizację miejsca wypadku. Dyspozytor z Łodzi wysłał na miejsce karetkę specjalistyczną ze Skierniewic, pierwsza na miejsce dojechała jednak karetka podstawowa z Białej Rawskiej.

Reklama

Potem - według gazety - przyjechały dwa zespoły specjalistyczne - z Rawy Mazowieckiej i ze Skierniewic (ambulans łódzkiego pogotowia), a lekarz z łódzkiej karetki przekazał informację, że nie potrzeba już na miejscu więcej karetek. Dyspozytor z Łodzi zgodził się na zawrócenie karetki Falcka z Żyrardowa. Z nagrań rozmów wynika też, że na miejscu nie przeprowadzono triażu, czyli segregowania rannych, w pewnym momencie zabrakło też lekarza, który by koordynował pracę ratowników medycznych na miejscu.

Sprawą zajęli się śledczy

Po opublikowaniu w mediach treści rozmów sprawą zajęli się śledczy. W związku z tą sprawą również minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zlecił w środę kontrolę działań medycznych służb ratunkowych przy karambolu na S8.

- Zawsze, kiedy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości, sprawdzamy to i kontrolujemy bardzo dokładnie. System ratownictwa medycznego jest systemem bardzo rozbudowanym, w którym pracuje bardzo wielu ludzi. Zleciłem kontrolę w przypadku tej katastrofy, tego karambolu na S8, zarówno resortową, jak i konsultanta krajowego. Po zapoznaniu się z wynikami kontroli, podejmiemy stosowne decyzje - jeśli takie będą potrzebne - powiedział w środę Arłukowicz dziennikarzom w Sejmie.

- Słyszałem to nagranie (rozmów dyspozytora - red.), dlatego podjąłem decyzję o szczegółowej kontroli każdego z etapów, zarówno powiadamiania organizacji systemu, jak i pracy ludzi przy tym wypadku - podkreślił Arłukowicz.

Jak dodał, nie chce teraz przesądzać o ewentualnych decyzjach. - Trud pracy w karetce pogotowia znam osobiście, wiele lat jeździłem karetką i wiem, że czasem w ekstremalnych warunkach pracuje się bardzo trudno - podkreślił minister.

Karambol na S8

Do karambolu doszło z soboty na niedzielę na drodze S8 w miejscowości Kowiesy na pasie w kierunku Wrocławia. Na drodze panowała wówczas gęsta mgła. W karambolu brało udział 11 samochodów, w tym dwa tiry. W wypadku zginęły trzy osoby, w tym małe dziecko - wszyscy byli obywatelami Czech. Pomocy medycznej udzielono 25 rannym osobom. Dziewięcioro z nich trafiło do szpitali.

W związku z tą sprawą zarzut spowodowania wypadku, w wyniku którego ranna została pasażerka jednego z samochodów, usłyszał 28-letni kierowca TIR-a - obywatel Białorusi. Jego auto jako ostatnie uderzyło w samochody biorące udział w karambolu. Mężczyzna był trzeźwy, podobnie jak pozostali kierowcy, ale z odczytu tachografu wynikało, że jechał z prędkością ok. 95 km na godzinę. Tymczasem gęsta mgła ograniczała widoczność zaledwie do kilku metrów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje