Wypadek na lodowisku. Dyspozytor: Karetka to nie taksówka

"Karetka to nie taksówka" – usłyszała od dyspozytora matka, kiedy zgłosiła, że jej córka ma odcięty palec. O sprawie informuje "Dziennik Łódzki".

Gazeta opisuje zdarzenie z 30 grudnia minionego roku. Wypadek zdarzył się na jednym z łódzkich lodowisk. 5-letnia dziewczynka przewróciła się na lód. Nieszczęśliwym trafem na jej dłoń najechał inny łyżwiarz, odcinając dziewczynce część serdecznego palca prawej ręki. 

Reklama

Matka, z pomocą pracownika lodowiska, włożyła odcięty palec do woreczka z lodem i zadzwoniła pod numer alarmowy. Jak twierdzi kobieta, dyspozytor medyczny wykrzyczał jej do słuchawki, że karetka to nie taksówka.

"Był nieprofesjonalny i nie widziałam sensu dalszej rozmowy z tym panem, bo najważniejszy był czas. Wiedziałam, że córce trzeba jak najszybciej przyszyć palec, bo inaczej się nie przyjmie" - mówi kobieta w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim".

Rodzice sami zawieźli dziecko do szpitala, gdzie przeprowadzono operację.

Matka złożyła skargę na dyspozytora do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. 

Jak czytamy, na pracownika nałożono karę finansową i przeprowadzono z nim rozmowę dyscyplinującą. Jednak według Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi dyspozytor podjął słuszną decyzję, a jego zachowanie nie naruszyło obowiązujących procedur.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy