Z Gruzji do Łowicza po uśmiech

To są dzieci wojny. Wyciągnięte wprost z namiotów - mówi ojciec Józef Joniec - koordynator stowarzyszenia Parafiada, o 50 - osobowej grupie gruzińskich gimnazjalistów, która we wtorek 21 października odwiedziła łowickie szkoły pijarskie.

- Te dzieci nie uczą się u siebie teraz w szkołach, gdyż nie ma po temu warunków. Zdecydowaliśy się zabrać je na dwa tygodnie do Polski, także po to, by dać czas rodzicom na przygotowanie się do zimy - dodaje duchowny.

Reklama

Dzieci pochodzą z różnych rejonów Gruzji. W ramach prowadzonego przez Parafiadę i zakon ojców pijarów programu "Z Gruzji na Mazowsze po uśmiech" do Polski przyjechało 100 osób. Połowa, która odwiedziła Łowicz, zakwaterowana została w ośrodku wypoczynkowym nad zalewem zegrzyńskim, drugą połowę gości Caritas diecezji radomskiej. Będą u nas przebywać od 14 do 27 października.

- Te dzieci przyjechały w naprawdę nędznych ubraniach. W akcji chodzi też o to, aby je ubrać, odżywić, wyposażyć w pomoce szkolne. Zaraz na początek kupiliśmy im ciepłą odzież - opowiada ojciec Joniec.

Gruzini odwiedzili Łowicz w ramach trasy chopinowskiej, jadąc do nas z Żelazowej Woli. Na początek wraz z uczniami szkół pijarskich brawurowo odśpiewali "Gdzie strumyk płynie z wolna". Następnie spotkali się z wiceburmistrzem Łowicza Bogusławem Bończakiem. Zwiedzili miasto i rozegrali z uczniami szkół pijarskich kilka meczów.

Wspomnienie wojny obecne było jednak na każdym kroku. Gruzińskie dziewczęta nie mogły zagrać w koszykówkę z naszymi dziewczynkami, gdyż nie miały sportowego obuwia. Chłopcy co prawda mieli, ale stwierdzili, że w kosza nie będą grać. Dlaczego? Jak tłumaczyli, u nich jest wojna, nie mają dostępu do boisk do koszykówki, nie ćwiczą. Wolą zatem zagrać w piłkę nożną, do tego nie jest potrzebne specjalne boisko, można w nią grać gdziekolwiek.

Młodych Gruzinów z którymi rozmawialiśmy wzruszyła gościnność Polaków. Dziewczynki takie jak Nato Georgishvili podkreślały jak dobrzy i ciepli są ludzie w naszym kraju.

Także Łowicz zrobił na nich olbrzymie wrażenie. W niedzielę zwiedzały starówkę w Warszawie i powiedziały nam, że pelikani gród podobnie im się kojarzy i również bardzo podoba. Tyle że w odróżnieniu od Warszawy, u nas jest cisza i spokój.

Wychowawczyni Tea Basishvili opowiedziała nam o tym, jak na starówce w Warszawie podszedł do niej mężczyzna i ściskając za rękę powiedział: trzymajcie się! - Nie zapomnę tych słów do końca życia - powiedziała nam po rosyjsku. - Gdy to wszystko się zaczęło, nawet nie pomyśleliśmy, że Polska tak szybko i tak twardo stanie po stronie Gruzji. Za to wam dziękujemy - dodała.

Co zaskoczyło Gruzinów w naszym mieście? - Obecność w wielu miejscach symboli religijnych.

- Krzyż - wskazała na jedną ze ścian w ratuszu prawosławna Tea Basishvili. - U was kochani zawsze religia na pierwszym miejscu - powiedziała z uznaniem.

Podczas spaceru po mieści zdziwiło gości natomiast to, że nasi kierowcy respektują przepisy ruchu drogowego. Jak nam powiedzieli, w Gruzji kierowcy rzadko zatrzymują się przepuszczając pieszych. - Wiele lat jeszcze potrzeba by to zmienić, ale jesteśmy już dobrej drodze - mówili.

- Oczień intieriesna - dziwili się też goście, gdy burmistrz Bończak prezentował im herb Łowicza. U nich bowiem istnieje tylko herb Gruzji i żaden więcej. - U nas też tak będzie - zapewniali. - W naszych szkołach także są już komputery, wszyscy staramy się by było jak w Europie. Tylko Rosja nam to trochę zepsuła.

wcz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje