Zabójstwo 25-latki - sprawca był poczytalny

25-latek, który bez powodu zasztyletował latem młodą kobietę przed wejściem do jednej z łódzkich dyskotek, był poczytalny w chwili zabójstwa. Tak wynika z opinii biegłych psychiatrów, którą otrzymali śledczy.

Marcin R. usłyszał zarzuty zabójstwa oraz czynnej napaści na dwóch policjantów. Podczas zatrzymania jednego z funkcjonariuszy ranił w twarz, rzucając w niego młotkiem. Trafił do aresztu, grozi mu dożywocie.

Reklama

25-letni obecnie mężczyzna podczas przesłuchania przyznał się do zbrodni, ale - według śledczych - nie wykazywał żadnych przejawów żalu i skruchy. Nie potrafi też uzasadnić racjonalnie powodów wybuchu agresji. Do prokuratury dotarła już opinia biegłych sądowych psychiatrów dotycząca poczytalności podejrzanego.

- Po przeprowadzeniu jednorazowego badania podejrzanego, a także uwzględniając wyniki badania psychologicznego, biegli stwierdzili, że Marcin R. w chwili popełnienia zarzucanych czynów był poczytalny, a więc miał zachowaną zdolność rozpoznania znaczenia czynu oraz pokierowania swoim postępowaniem - powiedział rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania.

Biegli uznali też, że podejrzany może brać udział w postępowaniu. Według prokuratury, biegli psychiatrzy stwierdzili, że do oceny poczytalności Marcina R. wystarczy jednorazowe badanie i w jego przypadku nie ma potrzeby obserwacji psychiatrycznej.

Według prokuratury, śledztwo w tej sprawie dobiega końca i wkrótce do sądu powinien trafić akt oskarżenia. Prokuratorzy czekają jeszcze na wyniki badań biologicznych śladów zabezpieczonych w mieszkaniu podejrzanego.

Do tej bulwersującej opinię publiczną zbrodni doszło w sierpniu ub. roku przed jedną z dyskotek przy al. Piłsudskiego w centrum Łodzi. Jak ustalono, 22-latka z Wielkopolski wraz z koleżankami przyjechała w odwiedziny do znajomej.

Pięć młodych kobiet postanowiło wybrać się w sobotę wieczorem do dyskoteki. Kiedy wchodziły do klubu, pierwszą 22-latkę zaczepił na schodach, w bardzo wulgarny sposób, nieznany jej mężczyzna. Prawdopodobnie odpowiedź dziewczyny nie spodobała się napastnikowi, który zaatakował ją nożem. Zadał jej cios w okolice mostka. Kiedy dziewczyna osunęła się po schodach, bandyta dodatkowo kopnął ją w twarz.

Wszystko rozgrywało się na oczach jej koleżanek. Później napastnik odszedł, na bocznej ulicy wsiadł do taksówki i pojechał do domu. Ranna kobieta została przewieziona do szpitala; sprawca przebił jej płuco i uszkodził tętnicę płucną. Dziewczyna zmarła w wyniku wykrwawienia jeszcze przed operacją.

W ciągu kilku godzin policjanci - przy pomocy taksówkarzy - ustalili mężczyznę podejrzanego o zbrodnię. Ukrył się w mieszkaniu na trzecim piętrze kamienicy przy ul. Limanowskiego; nie chciał otworzyć drzwi. Policjanci zdecydowali się użyć strażackiego podnośnika i wejść do niego przez okno. Wówczas sprawca zaczął w nich rzucać różnymi przedmiotami.

Trafił młotkiem w twarz jednego z policjantów powodując u niego m.in. złamanie kości twarzy. Ranny policjant trafił do szpitala. Innego policjanta sprawca uderzył hantlami. Później na policjantów posypały się jeszcze kolumny i telewizor.

Na miejsce ściągnięto posiłki. Policjanci sforsowali drzwi wejściowe do mieszkania. Sprawca nadal był bardzo agresywny i rzucał w policjantów przedmiotami. W końcu udało się go obezwładnić. Mężczyzna był trzeźwy; nie był też pod wpływem środków odurzających.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje