Zakatował dziecko, bo płakało

Sąd Apelacyjny w Łodzi utrzymał we wtorek w mocy wyrok 25 lat więzienia dla 24-letniego Łukasza P. za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 10-miesięcznego syna - Piotrusia. Oskarżony zakatował dziecko tylko dlatego, że płakało.

Apelację wniósł obrońca, który domagał się uchylenia wyroku i skierowania sprawy do ponownego rozpoznania przez sąd pierwszej instancji. SA oddalił jednak apelację, uznając ją za "oczywiście bezzasadną". Wyrok jest prawomocny.

Reklama

Do tragedii doszło w lutym ub. roku w Aleksandrowie Łódzkim. Dziecko pod nieobecność 18-letniej matki przebywało pod opieką ojca - Łukasza P. Według prokuratury mężczyzna pił w domu alkohol z bratem i znajomym; gdy oni wyszli, skatował Piotrusia, bo przeszkadzał mu płacz dziecka. Bił syna pięścią po całym ciele, ugniatał mu brzuch i rzucał dzieckiem o twarde podłoże; chłopczyk w efekcie doznał m.in. zgniecenia czaszki.

Po pobiciu rodzice zanieśli syna na komisariat policji, gdzie akurat stała karetka pogotowia; podjęto reanimację niemowlęcia. Niestety, chłopca nie udało się uratować. Zdaniem biegłego lekarza dziecko doznało obrzęku mózgu, miało połamane żebra i pękniętą wątrobę, a obrażenia były tak rozległe, że trudno było określić bezpośrednią przyczynę zgonu.

Łukasz P. w momencie zatrzymania był pijany; miał w organizmie 1,5 promila alkoholu. W prokuraturze początkowo nie przyznał się do zarzucanych czynów; później przyznał, że pobił pięściami dziecko. Przed sądem mężczyzna przyznał się do winy, ale utrzymywał, że nie chciał zabić dziecka.

Sąd Okręgowy uznał, że mężczyzna, zadając tyle obrażeń i bijąc do momentu gdy dziecko przestało reagować, chciał zabić syna i działał ze szczególnym okrucieństwem. Wymierzając karę 25 lat, a nie dożywotniego więzienia, wziął pod uwagę młody wiek oskarżonego, fakt, że nie był on dotąd karany i ma dobrą opinię w miejscu zamieszkania.

Od wyroku odwołał się obrońca. Argumentował, że nie ma bezpośrednich dowodów, iż oskarżony dopuścił się morderstwa dziecka. Jego zdaniem co najwyżej można mu przypisać pobicie ze skutkiem śmiertelnym lub zamiar ewentualny zabójstwa. Obrona chciała, aby sprawa trafiła do ponownego rozpoznania.

Innego zdania była prokuratura. Zdaniem prokuratora Jolanty Badziak wyrok jest słuszny, ale najłagodniejszy, jaki można było wydać w tej sprawie. Podkreśliła, że była to zbrodnia ze szczególnym okrucieństwem, a sąd wziął pod uwagę wszystkie okoliczności łagodzące. - Jest to zbrodnia okrutna, popełniona z zamiarem bezpośrednim, dla której nie ma żadnych słów usprawiedliwienia - argumentowała prokurator.

Zgodził się z nią sąd odwoławczy, który utrzymał wyrok w mocy. SA przyznał, że zamiar zabicia dziecka powstał nagle i wywołały go negatywne cechy oskarżonego, m.in. nadmierna agresywność w sytuacjach niewygodnych dla niego. - W tej sprawie, co się w głowie nie mieści, takim bodźcem był płacz dziecka, z którym oskarżony nie umiał sobie poradzić - mówił sędzia Bolesław Kraupe.

Sąd podkreślił, że oskarżony nie bił dorosłego mężczyzny, ale małe dziecko, i miał świadomość, jakie cierpienia mu zadaje. - Dziesięciomiesięczne dziecko obite wielokrotnie nie miało szans przeżycia. I nie możemy tu mówić o czymś innym jak tylko o zamiarze bezpośrednim zabójstwa - podkreślił sędzia. Dodał, że fakt, iż sprawca wywodzi się z patologicznego środowiska, nie może być szukaniem alibi dla tego co zrobił.

Śledztwo wykazało, że nie było to pierwsze pobicie niemowlęcia przez ojca. Mężczyzna wcześniej m.in. uderzył go głową w główkę, a później kilka razy kopnął leżącego na podłodze synka. Po jedynym z takich pobić chłopczyk doznał złamania żeber.

Prokuratura - obok zabójstwa - oskarżyła Łukasza P. także o znęcanie się nad synem i jego matką. Ten proces toczy się przed Sądem Rejonowym w Zgierzu.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje