70 tys. mandatów do kosza

Przez prawie trzy lata nielegalnie ścigano gapowiczów w lubelskich autobusach. Bo kary ustaliło MPK, a nie samorząd. Kontrolerzy wypisali wadliwe mandaty na co najmniej 7 mln zł. Aferę ujawniła Najwyższa Izba Kontroli, informuje "Dziennik Wschodni".

- Jeśli sąd potwierdzi zarzuty NIK, że te kary były niezgodne z prawem, to ukarani gapowicze będą mogli domagać się ich anulowania, tłumaczy Ewa Wiszniowska, dyrektor lubelskiej delegatury Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - A ci, którzy już zapłacili, będą mogli żądać zwrotu pieniędzy.

Reklama

Wszystko przez lukę w przepisach, która powstała w 2003 r. z chwilą, gdy miejscy radni zrezygnowali z ustalania cen biletów MPK, pozostawiając to zadanie prezesowi spółki. Uchwała nie określała też kar za jazdę na gapę. Dlatego zarząd MPK ustalił je sam. Obliczył prawidłowo, zgodnie z wzorami narzuconymi przez ministerstwo. Sęk w tym, że kary nie należą do jego kompetencji.

- Prawo mówi wyraźnie: wysokość opłaty dodatkowej za przejazd bez ważnego biletu powinna ustalać Rada Miasta, a nie przewoźnik, wyjaśnia Krzysztof Kępa z lubelskiej delegatury NIK. Izba wyliczyła, że do listopada 2005 r. kontrolerzy bezprawnie wlepili kary na ponad 7,2 mln zł. Przyjmując, że opłata wynosiła 100 zł, może to dotyczyć ok. 70 tys. osób.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy