Awangarda - Jarosław Fliciński w BWA

"Moje obrazy ześlizgnęły się w pewnym momencie z płótna na ściany. Nastąpiło to w tym momencie, kiedy ramy obrazu stały się po prostu za ciasne, lub też gdy żaden z obrazów, jaki miałem w danej chwili nie odpowiadał wymogom wnętrza ze względu na skalę, kolor czy światło" - mówi o sobie artysta, który zaprezentował swoje prace po raz drugi w Zamościu.

Międzynarodowej Wystawy Sztuki Współczesnej - "Ideal City - Invisible Cities", w dawnej Akademii Zamojskiej wykonał rodzaj instalacji malarskiej - monumentalny malunek ścienny skomponowany z koncentrycznych, przecinających się elips, wywołujący optyczne wrażenie siatkowej struktury.

Reklama

Tym razem swoje prace pokazał w Biurze Wystaw Artystycznych - Galera Współczesna.

Ciepło w piątkowe popołudnie (6.07.) powitał artystę Jerzy Tyburski, dyrektor BWA informując zgromadzonych o jego znakomitym wykształceniu - architektura na Politechnice Gdańskiej i malarstwo na Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku, u profesora Romana Lasockiego. "Nie jest może artystą z pierwszych stron gazet, ale zdobył już uznanie i zostawił wiele swoich prac w różnych miejscach świata" - mówił Jerzy Tyburski, podkreślając niekonwencjonalność twórczości artysty.

Jego prace to nie są obrazy na płótnach czy deskach - są to obrazy w przestrzeniach publicznych. Artysta często podkreśla, że jego inspiracje pochodzą ze świata współczesnego, otaczającej artystę rzeczywistości, chociażby basenem i "skokami do wody" co stwarza dużą przestrzeń dla wyobraźni i dla oka. Ma tu zastosowanie łacińskie "respecto" - "uważnie się przyglądać" i myślę, że wspólnie z państwem w ciszy i skupieniu będziemy przyglądać się tym obrazom.

Jarosław Fliciński podziękował za miłe słowa powitania. Jest to pierwsza wystawa składająca się z samych obrazów, jest ich czternaście i tak naprawdę stanowią najważniejszą część mojej twórczości - mówił artysta. Pierwszy obraz pochodzi sprzed piętnastu lat i jest tu ostatni, ukończony kilka dni temu. Drugą cechą tej wystawy jest to, że prezentuję obrazy, a nie duże instalacje, to w kontekście mojej prezentacji z ubiegłego roku w dawnej Akademii Zamojskiej - była tam zaprezentowana jedna z moich największych prac - ściana ponad dwadzieścia parę metrów. Te prace są bardziej kameralne i pasują do wnętrza.

Następnie artysta odniósł się do angielskich tytułów wystaw - to pod potrzeby wystaw w świecie, dużo łatwiej jest mieć angielski tytuł. "Never mind" brzmi "nie ma sprawy" lub "nigdy umrzeć". Często jest on trudny do przetłumaczenia. Mnóstwo rzeczy dzieje w podświadomości i prace trudno malować tylko i wyłącznie świadomie. Powstają też poza artystą, artysta nosi je w swojej wyobraźni; nie zawsze są to udane "twory" i nie zawsze artysta musi malować obrazy. W tej przestrzeni umieściłem tylko kilka informacji o obrazach które robię, a mnóstwo zostawiłem w "białej przestrzeni", która pokazuje, że tam mogły być obrazy, ale w tym momencie ja się wycofuję i nie pokazuję zbyt wiele. Serdecznie dziękował za zaproszenie do Zamościa, miasta, które polubił od pierwszego razu.

Z obecności artysty w Zamościu skorzystała Jadwiga Machulewska, dyrektor Wydziału Promocji, Kultury i Spraw Społecznych UM. W imieniu Prezydenta Zamościa i swoim własnym dziękowała i gratulowała za możliwość podziwiania pracy na międzynarodowej wystawie - praca na pewno została w sercach zamościan - zapewniała Pani dyrektor. List pełen miłych słów i serdeczności skierował do Jarosława Flicińskiego za pośrednictwem Jadwigi Machulewskiej Prezydent Zamościa.

O specyfikę malarstwa pytam artystę.

Jarosław Fliciński: Malarstwo też jest językiem i bardzo trudno tłumaczyć malarstwo na słowa. Wydawałoby się całkiem zasadne szukanie tego tytułu gdzieś troszeczkę poza, a język obcy ułatwia skojarzenie; malarstwo także wywołuje skojarzenie, ale tak nigdy do końca nie wiemy co to jest, nawet malarz tego nie wie - on wie co chciał zrobić, ale co zrobił - to inna sprawa.

Teresa Madej: To łatwiej czy trudniej taką abstrakcję serwować widzowi? Skończył Pan architekturę a później dopiero malarstwo - nie ma jakiegoś zobowiązania wobec społeczeństwa?

To było tak, że ja w trakcie architektury zrozumiałem, że to nie jest do końca dla mnie że to nie jest to medium. Tam było za dużo biurokracji, za dużo negocjacji, za dużo współpracy z ludźmi - w tym negatywnym pojęciu, mnóstwo ludzi, którzy przeszkadzają.

Wtrącam się - teraz też Pan negocjuje z widzem, z jakim rezultatem?

Jest to trochę inna sprawa. Teraz jest mi łatwiej, na początku ten widz był dla mnie nieobecny. Ja pracowałem nad zbudowaniem mojego własnego języka. Właściwie niczym się nie przejmowałem, malowałem obrazy, czułem, że to jest dla mnie najważniejsze, to jest to, co ja powinienem robić. I potem miałem taki moment, że wydawało mi się, że wejdę w inną sztukę, taką krytyczną, ale dzisiaj już wiem, że mi to nie odpowiada -tak jak architektura. Ja tam nie znajduję dla siebie miejsca, inny obszar tworzenia i myślenia. Ja zacząłem to robić w momencie wielkich zmian, ta zmiana jakby nie została zarejestrowana na obrazie - paradoksalnie - została zarejestrowana. Im dalej człowiek oddala się od wszystkich problemów, tym rejestruję to bardziej swobodniej, bardziej naturalnie - wszystko zostało zarejestrowane na obrazach. Zdecydowałem się na podróż w kierunku abstrakcji, ale czy to jest łatwiej, czasem mam trudności ze zrozumieniem siebie.

Czy Panu zależy na widzu?

O, bardzo, poznałem wielu widzów na świecie, z którymi miałem bardzo dobry kontakt od samego początku i mam pewność, że mogę dalej to kontynuować. Jeśli jestem wobec siebie szczery to i wobec innych też jestem szczery.

Widziałam przez Pana pomalowane wielkie ściany. Pan dyrektor nie pozwolił pomalować ścian w BWA? To robi wrażenie.

Ściany są imponujące. Był pomysł, że zrobimy ścianę, ale w Zamościu był już taki projekt i się bałem, że powtórzenie tego zabiegu może nie posunąć sprawy do przodu. A tu jednak chodzi o komunikację z garstką ludzi z Zamościa, którzy widzieli tamtą wystawę, chciałem im pokazać malarstwo od innej strony. Tu jest taka selekcja obrazów, która ja wybrałem ze względu na pomieszczenie i światło.

W Pana pracach powtarzalne są elementy - to cecha szczególna?

Powtarzalność, rytm jest charakterystyczny dla tej twórczości.

Chce Pan być tak odbierany, tak klasyfikowany?

Dobre pytanie. Ja należę do tych ludzi, którzy nie wyobrażają sobie jak chcą być widziani - tylko robią co chcą. Czasami wracam do tematu, te "skoki do wody" to są takie tematy, które wydają się cały czas aktualne. Pierwsze powstały w 1992 r. i to były obrazy na temat lęku przed przejściem do innego stanu, tak jak przed skokiem do wody czasami się boimy, ten ułamek sekundy. Przełożyłem to na mój okres - u mnie to był lęk a jednocześnie pożądanie wskoczenia w sztukę. Dzisiaj ten temat jest jeszcze bardziej jest aktualny.

Malarstwo Flicińskiego wychodzi nie tylko poza ramy fizyczne obrazu, wychodzi daleko poza ramy myślowe - to rodzaj gry - gry zgeometryzowanych form i podstawowych barw. A może to walka między pożądaniem a ograniczeniem - i to jest bliższe zdefiniowania tego co robi Fliciński. Artysta określa swoją twórczość jako szaleństwo okiełzane, pasję. A może prace są wynikiem jego ogromnej częstotliwości myśli, myśli nieograniczonej żadnymi kanonami by kreować i komponować przestrzeń i dlatego intrygują widza swoją awangardą? Artysta z tego żyje - czyż można wymarzyć sobie bardziej komfortową sytuację by się spełniać w twórczości?

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje