Czarodziej pędzla, czyli Bereżnicki w Zamościu

Taka porcja sztuki zdarza się raz na jakiś czas. "Brzemienne obrazy" spełnionego artysty Kiejstuta Bereżnickiego, prezentującego "mistrzostwo pędzla od podszewki" można już oglądać w Zamościu.

Jubileuszową retrospekcję prac otwarto uroczyście (10.10.) w Biurze Wystaw Artystycznych - Galeria Zamojska.

Reklama

Kiejstut Bereżnicki w BWA to spektakularne wydarzenie artystyczne w Zamościu. Kilkadziesiąt prac stanowiących przekrój twórczości Bereżniciego, na cały miesiąc ozdobiło ściany kamienicy przy ulicy Staszica pod numerem 27. Jest co oglądać i warto je oglądać. Na wernisaż wystawy, którą patronatem honorowym objął Marcin Zamoyski Prezydent miasta Zamościa, stawił się artysta. Zanim otworzył wystawę, z uwagą przyglądał się renesansowym kamieniczkom otaczającym Rynek Wielki.

Skorzystałam z okazji i przychylności artysty. Poprosiłam o krótką rozmowę. Świat dał się oczarować twórczości Kiejstuta Bereżnickiego. Mnie urzekła praca, którą Muzeum Narodowe w Gdańsku wybrało na obwolutę do przepięknego albumu artysty, wydanego z okazji 50-lecia jubileuszu jego twórczości - "Pieta z przyglądającym się chłopcem" (1986 r.).

Teresa Madej - Skąd pana imię. Czy to litewskie pochodzenie rodziny?

Kiejstut Bereżnicki - Tak. Moja babcia była Litwinką. Ojciec pochodził z Wileńszczyzny. Mama ze Lwowa.

Teresa Madej - A urodził się pan?

Kiejstut Bereżnicki - Urodziłem się w Polsce, w Poznaniu. Nigdy tam nie mieszkałem. Jako malutkie dziecko mieszkałem w Gdyni. Okupacje spędziłem w Kocku. Po wojnie - najpierw w Gdyni, a teraz w Sopocie. Rodzice poznali się we Lwowie, w latach dwudziestych. Później, kiedy Gdynia się rozbudowywała, to ojciec został przeniesiony do Gdyni, do pracy. Ojciec pracował w monopolu tytoniowym.

Teresa Madej - Skąd w takim razie talent artystyczny?

Kiejstut Bereżnicki - Miałem wujka, który zajmował się malarstwem. On mi patronował, mnie namówił i rodzinę przekonał. Po raz pierwszy sięgnąłem po pędzel jak miałem kilkanaście lat i przygotowywałem się do egzaminów wstępnych. Byłem bardzo młodym chłopcem, wcześnie zdawałem maturę.

Teresa Madej - Czy pan pamięta swój pierwszy obraz? Czy to była martwa natura czy to były tematy figuralne?

Kiejstut Bereżnicki - To były próby studyjne, potrzebne do teczki do egzaminu wstępnego - drzewa, sad.

Teresa Madej - Czy martwa natura jest najważniejsza w pana pracach?

Kiejstut Bereżnicki - Równolegle - martwa natura i sceny figuralne.

Teresa Madej - Pana obrazy przykuwają uwagę, a moje skojarzenia biegną do artystów hiszpańskich, np. El Greco.

Kiejstut Bereżnicki - Tak, ale to przeszłość. Tak zwane fundamenty buduje się z kontaktów z różnymi malarzami. We wczesnej młodości był El Greco, człowiek chłonie i to w fundamentach istnieje. Na tym buduje się swoją twórczość.

Teresa Madej - Wiem, że pan wykreślił swoją twórczą drogę.

Kiejstut Bereżnicki - Tak. Widać to w moich pracach. To się dalej rozwija i kontynuuje.

Teresa Madej - Teraz jest sporo barw. Kiedyś jakby mniej?

Kiejstut Bereżnicki - Okresami to się zmienia. Musi się zmieniać, tak jak się życie zmienia i zewnętrzne i wewnętrzne - mówię o takim zegarze biologiczny.

Teresa Madej - Czy pan maluje pod odbiorcę czy dla siebie?

Kiejstut Bereżnicki - Niech każdy spojrzy na obrazy i wyciągnie sobie wniosek. Nie muszę. Nigdy nie miałem potrzeby, ani konieczności, bezpośredniego?

Teresa Madej - Przypodobania się!

Kiejstut Bereżnicki - Tak. Zawsze byłem, chociaż w pewnym stopniu, niezależny finansowo. Twórczość wynika z zupełnie bezinteresownych warstw, poczynań, potrzeb. Z uczelnią byłem związany 46 lat. To mi dawało minimalna podstawę finansową i mogłem zająć się twórczością. To także wynikało z podstaw pedagogiki.

Teresa Madej - Czy już jest ten ulubiony obraz?

Kiejstut Bereżnicki - On zawsze jest przed nami. Dąży się do tego znikającego punktu.

Teresa Madej - Czy chciałby pan utrzymać tematykę?

Kiejstut Bereżnicki - Tak, ale to się zmienia. Będą także bachanalie.

Teresa Madej - A więc, trochę radości?

Kiejstut Bereżnicki - Tak. W starszym wieku to już tylko radość zostaje.

Teresa Madej - Zachwyciła mnie także pana "Procesja z chorągwiami". Taka kolorowa!

Kiejstut Bereżnicki - To wielowątkowość. Nie jest jednoznaczna.

Teresa Madej - Pana obrazy się podobają.

Kiejstut Bereżnicki - To już zależy czy obraz jest sugestywny, czy nie. Ja to zostawiam odbiorcy. Obraz jest po to, by go oglądać. Oczywiście, są różni odbiorcy. Różnie przygotowani. Malarstwo to jest wielka wiedza, świadomość. To nie jest tylko odczytanie anegdoty obrazu, bo to nie w anegdocie są te wartości, tylko w warstwach malarskich, ale niech każdy sobie zinterpretuje i dokształca się jak może. Tak jak trzeba się nauczyć słuchać muzyki, tak samo i odbierać malarstwo.

Zapraszam do uważnego obejrzenia. Za szybko oglądamy świat i za powierzchownie. Zachęcam do skupienia i do analizy. To jest przegląd z kilkudziesięciu lat mojej pracy twórczej. W tym zestawie może nie ma najwcześniejszych prac, ale jest pewnie rodzaj przeglądu tych lat - dwadzieścia, trzydzieści. Proszę to odczytać na obrazach. Jest to olbrzymiej wystawy, która była w Gdańsku, gdzie było prawie dwieście prac. Tu jest około trzydziestu.

Teresa Madej - Proszę jeszcze o wypowiedz na temat kondycji polskiej sztuki.

Kiejstut Bereżnicki - Uczelnie istnieją i nie są złe w porównaniu z innymi uczelniami. Nadal będą kształtować następne pokolenia. Nic nie stoi w miejscu. Nic nie umiera.

* * *

Jerzego Tyburskiego dyrektora BWA Galeria Zamojska zapytałam jak ogląda się obrazy Kiejstuta Bereżnickiego. Są dla każdego?

- Jesteśmy zgodni, jeśli chodzi o odbiór sztuki, te obrazy, nasycone w kontrasty światła i z brakiem światła, te są najbardziej "brzemienne w znaczenie". Są "głębokie" i przyciągają uwagę. Te pastelowe, piękne w kolorze świadczą o wielkiej biegłości, choć może są mniej znaczące dla rozwoju. Zawsze fascynowała mnie w malarstwie Bereżnickiego pastelowość i baśniowość. Wbrew opiniom krytyków, ja widzę w tym świat obok rzeczywistości. To świat wewnętrzny, wewnętrzna historia, która toczy się wraz z rozwojem artysty.

Teresa Madej - Spełnionego artysty?

Jerzy Tyburski - Oczywiście. Tym bardziej, jest mi miło, że to jest takie resume, że jest to retrospektywa, przegląd jego wachlarza możliwości. Można to "mistrzostwo od podszewki" zobaczyć. Już dwa lata temu podjąłem starania, żeby ta wystawa przyjechała do Zamościa. Udało mi się trafić na życzliwość wszystkich, samego artysty i jego syna, który zajmuje się stroną marketingową twórczości Kiejstuta Bereżnickiego. Także życzliwość dyrektora Muzeum Narodowego, który organizował pierwsze świętowanie jubileuszu artysty we wrześniu. Teraz jest to pierwsza odsłona tej wystawy zamiejscowa.

Teresa Madej - Jak postrzegany jest Bereżnicki w świecie sztuki?

Jerzy Tyburski - Myślę, że jako zjawisko porównywane, w sensie znaczenia, ze sztuką Dudy - Gracza, z którym się przyjaźnił. Cenię to malarstwo jako zjawisko plastyczne. Nie narzuca, nie jest tak drapieżne. Jest łagodnym przekazem. Jest hipnotyzujące, można nawet przy nim odpoczywać.

Teresa Madej - Dziękuję za rozmowę. Gratuluję wystawy.

Teresa Madej

materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje