Diabeł tkwi w szczegółach...

Uwielbiam przysłowia, a jedno z nich mówi, że diabeł tkwi w szczegółach. Nie chciałbym rozpoczynać dyskusji o diable, i zaznaczam, że nie na nim chcę się skupić, ale właśnie na szczegółach, detalach, elementach, fragmentach... Fotofragmentach.

Andrzej Borowiec (ur. 1967), jest absolwenteLubelskie Towarzystwo Fotograficzne, którego wówczas został sekretarzem, a następnie prezesem. Komisarz wystaw, juror konkursów fotograficznych, członek - poza wspomnianym wyżej Lubelskim Towarzystwem Fotograficznym - Klubu Fotograficznego LX, Fotoklubu Rzeczypospolitej Polskiej a także Grupy Twórczej Fotoquortet (której [ "Pasma" ] mogliśmy oglądać w Ratuszu, w ubiegłym roku), autor kilku wystaw indywidualnych, uczestnik kilkudziesięciu wystaw zbiorowych i pokonkursowych w kraju i za granicą, laureat wielu nagród, wyróżnień i dyplomów, a przede wszystkim świetny fotograf.

Reklama

Fotofragmenty Andrzeja Borowca to cykl, który tym razem możemy oglądać w Galerii Fotografii Ratusz.

Po raz pierwszy miałem przyjemność zobaczyć kilka Fotofragmentów niespełna trzy lata temu, na plenerze, na którym poznałem Andrzeja. Od razu zwróciłem uwagę na te prace i to nie dlatego, że sam lubię detale i zabawę formą, ale przede wszystkim dlatego, że były po prostu świetnie wykonane. Ogromnie się cieszę, ze mamy przyjemność oglądać taką fotografię w naszym Ratuszu.

Tytułowy cykl jest jak na razie otwarty - zdradził mi autor. To już kolejna odsłona, a niektóre z prac są cały czas obecne, podczas gdy inne poszły w zapomnienie - "Może kiedyś będzie to zestaw zdjęć idealnych (po mojemu)" dodaje.

A zaczęło się zupełnie przypadkowo. Ileż to razy - i nie tylko fotografujący na pewno się ze mną zgodzą - zdarzyło się nam pójść, a nie daj Boże pojechać w plener bez szybkozłączki, baterii, filtru, filmu czy też karty pamięci... banalne, prawda? Ale taki właśnie błahy początek mają Fotofragmenty. Będąc przekonanym, że w torbie są wszystkie obiektywy Andrzej wybrał m UMCS, to z jego inicjatywy w 1999 roku reaktywowano się na lubelską starówkę. Na miejscu okazało się, że ma ze sobą tylko jeden - ale za to długoogniskowy obiektyw, a skoro już wstał przed świtem, nie można było wrócić do domu i należało coś ustrzelić. Z takim obiektywem można było spokojnie "przyjrzeć" się szczegółom, fragmentom architektonicznym, których Andrzej - jak mówi, może dla przekory - poszukuje do dziś.

Kto zna prace Andrzeja, wie, że poza fragmentami architektury, znany jest jako pejzażysta. Architektura nie stanowi dla niego jednak ucieczki od krajobrazu, ale po prostu inny temat. Moją uwagę natomiast zwróciły dwie rzeczy. Po pierwsze - na zdjęciach Andrzeja Borowca nie ma ludzi, a po drugie - czy istnieje zależność Fotofragmentów od matematyki. Oczywiście nie omieszkałem o obie te sprawy zapytać. Brak ludzi Andrzej wytłumaczył bardzo prosto: "...ludzi nie ma, bo moja fotografia jest odskocznią od pracy zawodowej, która przede wszystkim opiera sie na pracy z ludźmi. Odpoczywam od ludzi...". Bieżącą wystawę natomiast skomentował tak: "Nie jestem fotografem "koncepcyjnym". Moje cykle nie rodzą sie najpierw w głowie. Raczej same układają się z czasem. Dużo tutaj "intuicji" i malarsko-graficznej estetyki. Co do matematyki... ciekawie skojarzyłeś. Może pojawia się bo lubię porządek w kadrze... i złote podziały...".

Ja matematykę lubię i u siebie zamiłowanie do podziału kadru, zabawy liniami i formą do tej pory tymże tłumaczyłem. Mało tego, przyjmowałem to jako oczywiste - ale teraz już nie jestem tego taki pewien. "Fotofragmenty" jednakże, odpowiadają mi jak mało jakie zdjęcia. Zdania nie zmieniłem odkąd część z nich zobaczyłem po raz pierwszy, i powiem więcej - utwierdziłem się w tym przekonaniu. To kawał solidnej, bardzo dobrej fotografii.

Mam nadzieję, że przekonałem wszystkich, no dobra - większość czytelników do obejrzenia fotografii Andrzeja Borowca, które już od tygodnia możemy oglądać w galerii w Ratuszu. Naprawdę warto zobaczyć w jak ciekawy sposób autor przedstawia wydawać by się mogło "zwykłe" ściany, ich faktury, geometrię, okna, gzymsy, dachówki, a nawet "zwyczajną", "banalną" rynnę. Jakiego malarskiego ducha dostają codzienne fragmenty i detale przy odpowiednim świetle, we właściwym cieniu i rzecz jasna umiejętnie sfotografowane. Jest to niezmiernie ciekawa ucieczka od fotografii jaką większość ludzi lubi i ogląda na co dzień.

Jeżeli kogoś moje słowa nie przekonują, odsyłam do strony internetowej autora: www.cyprian.republika.pl, można tam nie tylko przeczytać o licznych sukcesach Andrzeja, ale obejrzeć część Fotofragmentów oraz wiele pejzaży - a niejeden z nich zrobiony został na Roztoczu, którego autor jest oczywiście miłośnikiem.

Zapraszam więc zarówno do wejścia na stronę jak i do Ratusza!

Wojciech Kapuściński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje