"Karnawał wenecki" w Zamościu

Już po godzinie 22.30, rzucone na okna ratusza światła punktowe wyłowiły pojawiające się w nich postacie: Tajemniczego Przybysza, Dożę, Damę, Arlekina, Colombinę, Meduzę, Requiem i znowu Damę. Jawa to czy sen?

Po chwili otworzyły się drzwi ratusza, z których wyszedł korowód stu postaci, kierując się powoli na schody.

Reklama

Ze schodów, prosto na Rynek Wielki, płynął pochód bajkowych kostiumów, w takt szesnastowiecznej pawany "La Venissienne" Claude Gervaise.

Tak rozpoczęła się parada "Karnawału weneckiego" w Zamościu, według idei, scenariusza i reżyserii Beaty Wielopolskiej. Brzmią pierwsze takty allegro z "Koncertu D-dur na flet, smyczki i continuo" Antonio Vivaldiego. To pierwsza z etiud Teatru Muzyki i Maski "VENEZIA" "Powitanie wiosny", w choreografii Ryszarda Wojtali i w wykonaniu kilkunastoosobowej grupy młodzieży z Zespołu Pieśni i Tańca "Zamojszczyzna", pod kierownictwem Jolanty Kalinowskiej-Obst. Partię solową Arlekina z fletem tańczy Małgorzata Harmacińska, była tancerka Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie. Korowód postaci przystaje, aby obejrzeć etiudę, wchodząc jednocześnie w interakcję z publicznością.

Za chwilę ponownie zabrzmi pawana "La Venissienne". Dostojnym krokiem parada posuwa się dalej przez Rynek Wielki w kierunku ulicy Moranda. Po kilku minutach zniknie w uliczce, a grupy poszczególnych postaci zawędrują na renesansowe podwórka przy ulicach Żeromskiego i Bazyliańskiej.

Podwórko od strony katedry rozbrzmi muzyką Bacha. Będzie to zarówno polonez ze "Suity orkiestrowej nr 2 h-moll", jak i menuet oraz słynna badinerie, czyli dwie kolejne etiudy Teatru Muzyki i Maski "VENEZIA": "Polonez" w wykonaniu trojga tancerzy Zespołu Pieśni i Tańca "Zamojszczyzna" i "Taniec Arlekinów" w wykonaniu byłych tancerek Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie: Julitty Łubińskiej-Zielińskiej i Izabeli Pągowskiej oraz Ryszarda Wojtali. A do tego - aż osiem postaci z poprzedniego korowodu jako "żywe obrazy"!

Etiudy na podwórku "bachowskim" będą powtarzane kilka razy w ciągu godziny, tak aby publiczność mogła się przemieszczać z jednego miejsca na drugie. Jednocześnie na podwórku między Rynkiem Wielkim a Rynkiem Wodnym, również kilkakrotnie w ciągu godziny, "Zamojszczyzna" zatańczy etiudę "Symfonia w czerwieni" do intermezzo sinfonico z "Cavalleria rusticana" Pietro Mascagniego, podczas gdy na podwórku między ulicami Bazyliańską a Grecką publiczność może obejrzeć "Zakochanych w Wenecji" do barcaroli z "Opowieści Hoffmanna" Jacques'a Offenbacha.

A najfiglarniej będzie w niewielkim podwórku przy Rynku Wielkim, między ulicami Grodzką a Ormiańską, gdzie siódemka Arlekinów wraz z publicznością miasta przyglądać się będzie tańczącym "Bębenkom" - również w wykonaniu "Zamojszczyzny". To ostatnia etiuda Teatru Muzyki i Maski "VENEZIA", ponownie do Vivaldiego i ponownie do allegro, tym razem z "Koncertu na mandolinę C-dur. W ciągu godziny publiczność może w dowolnej kolejności zaglądać na podwórka i zachwycać się niezwykłą gracją tancerzy.

Dokładnie ten sam program powtórzono w sobotę o godz. 17.00. Było równie okazale. Niezwykłe w historii XVI-wiecznego Zamościa widowisko ściągnęło na Rynek Wielki, na ulice Starego Miasta i na odrestaurowane renesansowe podwórza tysiące mieszkańców "Hetmańskiego Grodu". To prawdziwy "teatr uliczny". Tu widz miesza się z "kostiumowymi postaciami", ubranymi w oryginalne, autorskie stroje, zainspirowane współczesnym karnawałem weneckim, a pochodzące z prywatnej kolekcji Beaty Wielopolskiej.

To efekt oddania serca i duszy oraz zręcznych rąk pani Beaty i Bożeny Wielopolskich. Perfekcyjnie dobrane detale, maska na twarzy szczelnie zakrywająca osobę i pytanie - kobieta to czy mężczyzna? Na tym polega magia "Karnawału weneckiego", że dociekasz granej postaci: Arlekiny w kolorach tęczy, wytworne Damy, urocze Pastereczki, pyszni Kupcy weneccy, czerwone i żółte Bębenki, złote i srebrne Meduzy, turkusowa Woda, demoniczne Skrzaty, upiorne Requiem, żałobne Wdowy i dziesiątki innych tajemniczych postaci.

Zaś wieczorem drugiego dnia kolejna niespodzianka! Dwie nowe etiudy Teatru Muzyki i Maski "VENEZIA" w powiązaniu z koncertem "Włoska noc operowa": "O mio bambino caro" do arii "O mio babbino caro" z opery "Gianni Schicci" Giacommo Pucciniego w choreografii Ryszarda Wojtali, w wykonaniu solistki Julitty Łubińskiej-Zielińskiej i Ryszarda Wojtali oraz "Kosmici" do chóru niewolników "Va, pensiero" z opery "Nabucco" Giuseppe Verdiego w wykonaniu Julitty Łubińskiej-Zielińskiej, Izabeli Pągowskiej, Małgorzaty Harmacińskiej i Ryszarda Wojtali.

I jeszcze raz pojawi się sto postaci w światłach wieczoru wokół zamojskiej publiczności, na pożegnanie, by za chwilę zniknąć już na dobre w zamojskich podcieniach. Na zawsze? Nie! Obiecano nam, że "Karnawał wenecki" zagości w Zamościu na dobre, także w przyszłym roku Beata Wielopolska przywiezie swoją unikatową kolekcję kostiumów powiększoną o kolejne postacie. Może także przywiezie ze sobą nowy projekt artystyczny, jeśli tylko organizatorzy go zaakceptują...

***

Barwny korowód cieszył się ogromnym zainteresowaniem mieszkańców i gości. Nie tylko parada, także tańce w renesansowych podwórkach. Nie było końca pozowaniu do zdjęć. Każdy chciał mieć fotkę z tajemniczą postacią z "Karnawału weneckiego". Z doświadczeń osoby "kostiumowej" - Tajemniczy Przybysz, mogę stwierdzić, że była to przesympatyczna, choć wymagająca poświęcenia przygoda.

Teresa Madej

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje