Miał grać Judasza: Dudek na święta wielkanocne

Irek Dudek - jeden z najważniejszych polskich muzyków bluesowych. Gościł w Zamościu w grudniu 2008 roku. Na zaproszenie redakcji wziął udział w koncercie "13 grudnia na rockowo".

Dziś dla czytelników portalu zamosconline opowiada o tym czym dla niego są święta wielkanocne.

Reklama

- Powiedz, czym dla ciebie są święta wielkanocne?

- Tak dla mnie jak dla każdego katolika Święta Wielkanocne są najważniejszymi świętami, bowiem przez zmartwychwstanie Chrystusa wierzymy, że my wszyscy też zmartwychwstaniemy. Gdyby tego nie było, to można powiedzieć, że nasza wiara nie miałaby sensu. Są to poważne święta, ale na koniec bardzo wesołe, dające nam wielką nadzieję.

- Czy obchodzisz je w jakiś szczególny sposób?

- Zawsze zaczynam od Wielkiego Postu. Zawsze sobie składam jakąś przysięgę, cos staram sobie postanowić. W tym roku przysiągłem sobie, że nie będę jadł ciastek i nie będę pił kawy. Może dla wielu jest to śmieszne, ale dla mnie jest to dość uporczywe.

- I udało się?

- Tak, udało. Później uczestniczymy całą rodziną w nabożeństwach Triduum Pschalnego, no i na koniec wielki finał - zmartwychwstanie.

- Jak spędzasz święta wielkanocne, w gronie rodziny, przyjaciół?

- Zawsze w gronie rodzinny, każde święta spędzamy razem. Tak zostałem nauczonym w moim domu rodzinnym. Nigdy podczas świąt nie wyjeżdżaliśmy, zawsze to było w naszej parafii. Wszystko było bardzo pobożnie traktowane. I zawsze w domu. Teraz mieszkamy w górach i też spędzamy święta w naszym domu.

- Wspomniałeś o domu rodzinnym, urodziłeś się na Śląsku i jesteś Ślązakiem. Powiedz, czy macie jakieś specyficzne obrzędy, zwyczaje praktykowane tylko u was.

- Trudno mi powiedzieć coś na ten temat. Ja tego nie śledziłem, ale myślę, że nie. Myślę, że wszędzie jest podobnie. I śmigus dyngus tu jest - tak jak gdzie indziej, wielkie lanie wodą. Choć jest to bardziej domeną wsi, ale w Katowicach też było, ale w takim bardziej delikatnym wydaniu.

- Przez dłuższy okres czasu mieszkaliście w Holandii. Jak tam obchodzone są Święta Wielkiej Nocy?

- Jak mieszkałem w Holandii to zauważyłem, że jest tam bardzo podobne, a nawet można powiedzieć, że ludzie bardziej podkreślają znacznie tych świąt. Święta są bardziej zauważalne. Począwszy od Wielkiego Czwartku cały czas chodzą do kościoła, no oczywiście mowa o starszych ludziach, bo młodzi są wyzwoleni i ich to nie interesuje. Ale ci starzy, którzy są prawdziwymi katolikami, to rzeczywiście bardzo uroczyście obchodzą święta.

- A czy zauważyłeś jakieś różnice w obchodzeniu tych świąt tu i tam?

- Jest podobnie, tylko tam się nie święci jajek. Zdarzyła mi się nawet z tego powodu taka zabawna sytuacja, że poszedłem w Wielką Sobotę do proboszcza z koszyczkiem poświęcić jajka, a on się bardzo zdziwił. O jakie jajka chodzi- mówi. Oczywiście poświęcił nam, ale tam nikt tego nie robi. To chyba jest nasz typowo polski zwyczaj.

- Jak już zeszliśmy na temat jajek, powiedz, kto u was w domu je maluje?

- Zawsze jak byłem mały to malowałem jajka. Teraz tę tradycje przekazuję naszej córce. Bardzo jej się to podoba i zawsze coś fajnego wydzierga. Ale praktycznie najczęściej kończy się na pokryciu jajek jednym kolorem. Lubi też mamie w kuchni pomagać w przygotowaniu potraw świątecznych i to jest takie uroczyste.

- A co najczęściej znajduje się na świątecznym stole?

- U nas na gorąco podaje się zazwyczaj szynkę, no i oczywiście jajka. Oczywiście musi być chrzan z ćwikłą i babka drożdżowa. W tym dniu nie sięgamy po chleb. To jest takie podstawowe danie. Clou sprawy, jeśli chodzi o jedzenie.

- A biały barszcz?!

- Na Śląsku nie jada się białego barszczu, chyba że czerwony.

- Pomagasz trochę w przygotowaniach kulinarnych?

- Żona wszystko przyrządza, ja w tych sprawach jestem lewy. Jako młody chłopak malowałem jajka, chodziłem święcić. Teraz już to przekazałem córce. Ale zawsze podczas przygotowania do świąt jestem w domu i jeśli jestem pomocny to się angażuję. Choćby w porządkach jestem przydatny. O, właśnie dzisiaj żona mi oznajmiła, że trzeba dywany trzepać.

- Jesteś muzykiem, powiedz, czy wykorzystywałeś w swojej twórczości motywy wielkanocne?

- Nie, nie. A tak w ogóle to nie kojarzę tych świąt z muzyką. Boże Narodzenie tak. Ale też się na razie nie odważyłem żadnych kolęd nagrać. Mam wielki szacunek do Kościoła i utożsamiam go z najwyższym poziomem wykonawstwa. Dla mnie najlepiej brzmią stare kolędy w wykonaniu Mazowsza czy Śląska. Nie lubię poszukiwań w tej materii. Wszelka nowoczesność w Kościele jakoś mnie za bardzo nie interesuje.

- Zadałem ci to pytanie w kontekście rock opery "Jesus Christ Superstar" Andrew Lloyd Webbera i Tima Ricea, w której występowali m.in. Ian Gillan i u nas Marek Piekarczyk.

- A tak, no kiedyś miałem propozycję zagrania Judasza. Właśnie w pierwszym wydaniu polskiej edycji rock opery, gdy Piekarczyk grał Jezusa. Zadzwonił do mnie gość z propozycją zagrania Judasza. Ponoć była to najlepsza rola, jeśli chodzi o wokal, ale jakoś nie widziałem się w tym. Zresztą uważam, że najlepszym miejscem dla tej rock opery jest Broadway i tam to powinno się wykonywać, a takie przeniesienia jakoś mnie nie przekonują.

Z Irkiem Dudkiem znanym też jako Shakin Dudi rozmawiał Waldemar Brzyski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy