Muza i Grechuta

Czuliśmy obecność barda z Krakowa, sądzę, że czuli jego obecność artyści z Warszawy. Nie zdążył za życia usłyszeć i zobaczyć artystów Sceny Muzycznej "Biała Lokomotywa" - Teatr na Woli - jak mówi główna bohaterka spektaklu Margita Ślizowska.

Pragnęliśmy aby nasz program zobaczył i ocenił. Bardzo nam na tym zależało - "Muza Pomyślności" to piosenki Marka Grechuty.

Reklama

Piątkowy wieczór (29.06.) nie zaskoczył organizatorów Zamojskiego Lata Teatralnego, kiedy w ZDK zabrakło miejsc siedzących, otwarto szeroko drzwi aby wszyscy chętni mogli uczestniczyć w muzycznym show. Zanim na scenie pojawili się artyści teatralni - usłyszeliśmy piosenkę Marka Grechuty "Nie dokazuj" w jego wykonaniu, niestety już nie na żywo.

Znakomita muzyka, chwila zamyślenia i dużo, dużo płynącej do nas ze sceny energii - taki był spektakl słowno - muzyczny. Miasto jego urodzenia dedykowało Markowi koncert jego piosenek. Myślę, że pomysłodawcom zależało także na ocaleniu od zapomnienia i przypomnieniu piosenek człowieka - legendy nam, zamościanom.

Artystom stołecznej Sceny Muzycznej udało się zbudować znakomitą konwencję prezentacji muzycznego dorobku artysty, swoistą opowieść muzyczną. Można podejrzewać, że pomysłu dostarczyła ostatnia płyta muzycznego perfekcjonisty - "Godzina miłowania" wydana w 2005 r., zawierająca nagrania archiwalne z lat 1967 - 1986, studyjne i koncertowe, m. in. "Korowód" i "Historia pewnej podróży".

Kanwą tego widowiska jest historia dwójki młodych ludzi spotykających się w pociągu. Traf chciał, że sprzedano im bilety na to samo miejsce. Ich podróż, trwająca ok. 70 minut została zobrazowana piosenkami w ich wykonaniu, a z muzyką Marka Grechuty i Jana Kanty Pawluśkiewicza. Autorami tekstów zaśpiewanych piosenek byli m. in. M. Grechuta, T. Nowak, K. Przerwa - Tetmajer, A. Mickiewicz a także Molier.

Jest jeszcze komentarz, który staje się łącznikiem między kolejnymi utworami. Niejednokrotnie widz usłyszy "złote myśli" tajemniczego konduktora, m.in.: "Każdy powinien znaleźć swoje miejsce w świecie. Złap życie, zanim życie złapie ciebie".

Wszystko zaczęło się od dźwięku smętnych skrzypiec, stukotu i świstu lokomotywy. Na scenie pojawił się mężczyzna z walizką i rybką w słoiku, i kobieta, z niezliczoną ilością walizek. Wybrali się w podróż, każde oddzielnie, ale łączy ich wspólne miejsce w pociągu i muzyka. Jaka? Oczywiście fenomenalna muzyka Marka Grechuty. Tak naprawdę ona pogodziła i zbliżyła młodych podróżnych, z korzyścią dla widzów - przydarzyła się nam niezwykła przygoda muzyczna w pociągu.

Najpierw szukali pocieszenia wspólnie śpiewając "Gaj" - "W splątanym gaju rąk i nóg szepczemy słowa święte, jak szeptał kiedyś Młody Bóg bogini niepojętej. Później pasażerka uraczyła nas utworem "Chcę być pomylona" - dlaczego? Bo "pomyleni wiedzą gdzie jest Bóg, pomyleni nie boją się ludzi, pomyleni odchodzą samotni".

Po dyskusji, że człowiek powinien podróżować z żoną - usłyszeliśmy "Niepewność" ze słowami Adama Mickiewicza - i odwieczne pytanie - "I zapisałem na końcu pytanie: Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?

Kiedy na scenie i na widowni zrobiło się lirycznie i romantycznie ożywił nas konduktor zapraszając podróżnych do "Warsu" - co było pretekstem do zaśpiewania utworu "Hop, szklankę piwa" ze słowami Tadeusza Nowaka. Pasażer szybko poszukał powodu byśmy mogli usłyszeć "W dzikie wino zaplątani" - utwór, który Marek Grechuta poświęcił żonie.

W przerwie między utworami przemycono słowa: "Nie możemy stracić marzeń, potrzeby poezji, która w nas tkwi. To sięgnijmy po to, co się śniło". I tu było prawie wyznanie miłosne: "Ty jesteś moja Marylin Monroe".

Zanim wybrzmiały dźwięki i słowa kolejnej piosenki - na scenie rozważano o miłości - "miłość jest smutna - jest najtrudniejszym zadaniem metafizycznym" mówiła kobieta. Replikował mężczyzna, że tak to odczuwa, ponieważ "podróżowała z nieodpowiednimi ludźmi, złymi pociągami". By jak najszybciej pocieszyć współpasażerkę - nas też - bo widowni się smutek udzielił i melancholia - śpiewał: "Za smutek mój, a pani wdzięk ofiarowałem pani pęk czerwonych melangoli" - kiedy to nie wystarczyło by poprawić nastrój - dorzucił słowa dalsze piosenki: "Dam ci serce szczerozłote, weź to serce, wyjdź na drogę i nie pytaj się "Dlaczego?".

Piosenka pogorszyła atmosferę między dwójką pasażerów - kobieta opuszcza scenę - słowa dotknęły wrażliwej struny. "Nie płacz - pociesza ją konduktor - od początku było wiadomo, że tak będzie, nie nadajesz się do tego okrutnego świata". Wymowy tym słowom dodają w tle słowa piosenki - "Ty zapomnisz o letniej przygodzie.. o kochance z wakacji też".

I znowu tajemniczy konduktor ze swoimi przemyśleniami - na słowa kobiety, że "wszystko stoi w miejscu" - odpowiada - "Nie wiadomo czy to pociąg stoi czy świat? Proszę pozdrowić od nas świat, my jedziemy dalej". "Szkoda" - rzekł pasażer i zaśpiewał słowami K. Przerwy - Tetmajera: "Mów do mnie jeszcze". A kiedy w przedziale zabrakło kobiety zatęsknił, bardzo jednak bronił się przed tym uczuciem.

I kiedy wydawało się, że kobieta nie powróci - zjawiła się z piosenką na ustach:

"Będziesz zbierać kwiaty, będziesz się uśmiechać

będziesz liczyć gwiazdy, będziesz na mnie czekać

I ty, właśnie ty będziesz moim panem

i ja, tylko ja będę twoją panią".

Zasłuchała się widownia, zakołysała do muzyki. Dreszcze i oklaski.

Później padła propozycja kobiety, by wszystko zacząć od nowa - usiąść i podróżować nadal. Niestety - z megafonu odezwał się głos: "Pociąg zbliża się do stacji końcowej. Podróżnych prosimy o kończenie rozmów i pożegnanie się z współpasażerami".

Młodym nie pozostaje nic innego jak zaśpiewać utwór ze słowami nadziei, bo "miłość drogę zna".

Nagle okazuje się, że pasażerowie przespali całą podróż. W takim razie kto śpiewał?

Na wielki finał artyści zaśpiewali "Muzę pomyślności" - i krążyła między każdą chwilą smutku i radości - zachęcali - by poszukać, zawołać ją na kuszenie nowych dni, pięknych chwil przyniesie taki uśmiech, i da ci natchnienie co doda sił, na więcej sił.

Oklaski, owacje. Można było ujrzeć zadziwienie i radość, dużo radości na twarzach publiczności. Na takie podziękowanie mogła być tylko jedna odpowiedź Margity Ślizowskiej: "Jesteśmy przygotowani na bis!". Usłyszeliśmy cudny, powszechnie znany i lubiany utwór Marka Grechuty - "Świecie nasz" - już się chyba obawialiśmy, że go zabraknie. Nie mogło. Nie śpiewaliśmy, ciągle słuchaliśmy...

"Świecie nasz,

Daj nam siłę krzyku, śpiewu, tłumu!

Świecie nasz

Daj nam wiele jasnych dni!

Świecie nasz

Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!

Świecie nasz

Daj ugasić ogień zły!

Świecie nasz..."

Gdybyście państwo mogli usłyszeć to co my ... ta muzyka, te słowa to dar szczególny, bezcenny...

Tak to już jest z nami, że cenimy sobie wielkich dopiero wtedy, kiedy ich zabraknie. I tak chyba jest, że doceniamy Marka Grechutę i jego fenomenalne utwory, kiedy już nie może zaśpiewać ich ze sceny.

Teresa Madej

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje