Scolina przyczyną zgonu pacjenta

Scolina podana zamiast corhydronu spowodowała śmierć jednego pacjenta - potwierdził kierownik Katedry i Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej Akademii Medycznej w Lublinie prof. Marian Wielosz.

Lubelska prokuratura, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, nie otrzymała jeszcze opinii biegłych.

Reklama

O godz. 13 prokuratura zapowiedziała konferencję prasową w tej sprawie.

Prof. Wielosz jest pewien, że śmierć jednego pacjenta nastąpiła po podaniu scoliny.

- Scolina jest jedynym lekiem, który daje takie objawy - od razu utrata oddechu, sinica. Biegli mają tu ułatwione zadanie - powiedział prof. Wielosz, który kieruje zespołem biegłych badających 17 wyselekcjonowanych przez prokuraturę przypadków najbardziej prawdopodobnego podania scoliny, która znajdowała się w fiolkach oznakowanych jako corhydron. Tylko jeden z tych przypadków dotyczy zgonu pacjenta.

Piątkowy "Dziennik" napisał, że 75-letniego Bernarda S. mieszkańca wsi Adamów (Świętokrzyskie) "zabiła scolina w opakowaniu corhydronu". Gazeta powołuje się na prof. Wielosza, który twardzi, iż nie ma wątpliwości, że scolina była przyczyną śmierci Bernarda S. "Dziennik" pisze, że ta opinia oznacza przełom w śledztwie, a prokuratura będzie musiała postawić zarzuty osobom odpowiedzialnym za produkcję leków w Jelfie.

Rzeczniczka prokuratury apelacyjnej w Lublinie - Ewa Piotrowska powiedziała, że prokuratura nie otrzymała dotychczas żadnej opinii biegłych w sprawie działania na zdrowie i życie pacjentów substancji, która mogła znajdować się w fiolkach oznakowanych jako corhydron. Jak zapowiedział prof. Wielosz, opinia ma być gotowa za dwa tygodnie. Lubelska prokuratura, spośród kilkuset zgłoszonych przypadków ewentualnego podania pacjentom scoliny zamiast corhydronu, wyselekcjonowała 17 najbardziej prawdopodobnych.

Selekcji dokonano na podstawie klasycznych objawów po podaniu scoliny - już w momencie, kiedy jest podawana, pacjent traci przytomność i wstrzymana zostaje akcja oddechowa. Podjęcie akcji reanimacyjnej wobec pacjentów, którzy mogli dostać scolinę zamiast corhydronu, umożliwiało przywrócenie oddechu i normalne funkcjonowanie organizmu.

Na podstawie opinii biegłych z zakresu toksykologii i chemii prokuratura zdecydowała, że nie będzie przeprowadzać ekshumacji zwłok, gdyż zarówno corhydron, jak i scolina, rozkładają się bardzo szybko w organizmie i nie można stwierdzić ich obecności w zwłokach ludzkich.

Rzecznik ministerstwa zdrowia Paweł Trzciński powiedział, że resort czeka na oficjalne potwierdzenie informacji przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie. Dodał, że od czasu "afery corhydronowej" lek został sprawdzony, a procedury powiadamiania o takich sytuacjach zmienione.

Przedstawiciel Zakładów Farmaceutycznych Jelfa S.A. w Jeleniej Górze, producenta corhydronu - Radosław Popiel powiedział: "gdyby okazało się, że to co podaje "Dziennik" jest prawdą, to byłaby to wielka tragedia dla firmy". Dodał, że Jelfa wyda oświadczenie w tej sprawie po piątkowej konferencji prasowej lubelskiego prokuratora.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje