Sprawdzą, czy wojewoda szantażowała

Lubelska prokuratura sprawdzi, czy wojewoda lubelska Genowefa Tokarska szantażem zmusiła szefa Wojewódzkiej Rady Ochrony Przyrody (WROP) do rezygnacji z tej funkcji.

Prokuratura we wtorek wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez urzędników administracji rządowej - poinformował szef Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ Michał Blajerski.

Reklama

Jak tłumaczy Blajerski, do nadużycia władzy mogło dojść poprzez groźby udostępnienia mediom przez Urząd Wojewódzki informacji o nieprawidłowościach ujawnionych przez NIK w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

- Miało to zmusić pokrzywdzonego w tej sprawie, przewodniczącego WROP, do ustąpienia z tej funkcji - powiedział Blajerski.

O szantażowaniu przez wojewodę przewodniczącego WROP prof. Zdzisława Michalczyka - odwołanego z tej funkcji w minioną środę - napisały lokalne gazety. Po tych publikacjach prokuratura przeprowadziła czynności sprawdzające.

Wojewoda Genowefa Tokarska przyznała we wtorek, że rozmawiała z profesorem o jego odwołaniu. Chciała go uprzedzić, że będzie wnioskowała o dymisję z powodu wykazanych przez NIK nieprawidłowości. Chodziło o jeden z projektów, który - jak twierdzi Tokarska - prof. Michalczyk jako przewodniczący WROP opiniował, później miał wpływ na przyznanie pieniędzy z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i jednocześnie był wykonawcą tego projektu.

- Delikatnie sugerowałam, że mogę nie wracać do tych tematów, jeśli pan profesor zrezygnuje sam ze stanowiska przewodniczącego. To była taka sugestia, niepotrzebna jak się okazuje, bo mam teraz kłopot - powiedziała dziennikarzom.

Tokarska podkreśliła, że chciała uniknąć przypominania wyników kontroli, przez szacunek dla profesora, ale jej intencje zostały źle odczytanie.

- Nie miałam go czym szantażować, ponieważ to wszystko już było (opublikowane - red.), i protokoły z kontroli, i notatki w prasie.

Czym ja mogłam szantażować - pytała. Zaznaczyła, że to Rada odwołała przewodniczącego, a nie wojewoda.

- Protokoły z kontroli NIK poszły do prokuratora. Nie ma decyzji, czy rzeczywiście profesor był winien czy nie i kto był winien. Ja tak daleko nie chciałam wnikać i zaproponowałam profesorowi, żeby został w radzie, ale nie bardzo wyobrażałam sobie, że będzie nadal pełnił funkcję przewodniczącego - dodała Tokarska.

Wojewoda zapewniła, że złoży wyjaśnienia w prokuraturze. Za przekroczenie uprawnień grozi kara do 3 lat więzienia.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje