W Bełżcu pożegnano koleje

Na nic zdały się apele, protesty, listy, zapytania i najbardziej rozsądne argumenty. PKP Intercity postanowiła zabrać Zamojszczyźnie wszystkie ostatnie połączenia kolejowe.

Z tej okazji 31 sierpnia około godziny dziesiątej odbyła się w Bełżcu uroczystość pożegnania naszych pociągów.

Reklama

Przejmująco wyglądała tego dnia bełżecka stacja kolejowa. Na ławkach siedziała orkiestra dęta, a na jednym z peronów leżała trumna. Na niej umieszczono tabliczkę z informacją o odejściu PKP Intercity. Był to znak ogromnego rozczarowania działalnością tego przewoźnika, który pokątnie i nadspodziewanie szybko podjął decyzję o pozbawieniu naszego regionu kolei, choć przecież miało być zupełnie inaczej.

Całości dopełniali ludzie oczekujący na kulminacyjny punkt tego smutnego spotkania, czyli przyjazd, chwilowy postój i odjazd pociągu "Roztocze" relacji Zamość-Wrocław. Część z nich stanowili podróżni, których było około trzydziestu. Liczba ta zadaje kłam tezie PKP IC, jakoby nasze pociągi cieszyły się znikomym zainteresowaniem, co ma rzekomo stać za decyzją o ich skreśleniu z rozkładu jazdy. Reszta zebranych to samorządowcy - na czele z ogromnie zaangażowanym w całą sprawę miejscowym wójtem Andrzejem Adamkiem, działacze społeczni, dziennikarze, orkiestra dęta, a przede wszystkim licznie zgromadzeni okoliczni mieszkańcy.

Tuż przed przyjazdem pociągu obwieszczano, że jest on pociągiem ostatnim. Odczytano również oświadczenie, w którym wyrażono smutek i duże rozczarowanie zaistniałą sytuacją i po raz kolejny argumentowano, dlaczego decyzja PKP Intercity jest błędna.

Szczególnie wzruszające były te "namacalnie" ostatnie chwile z koleją. Stałym obrazkom wsiadania podróżnych do wagonów towarzyszyło zawieszanie na lokomotywie wieńca pogrzebowego przez inicjatorów tej uroczystości. Każdy ze zgromadzonych mieszkańców trzymał w ręku czerwoną kartkę, którą pokazano PKP Intercity. Całości dopełniała żałobna muzyka, grana przez muzyków z orkiestry dętej, a także leżąca na sąsiednim peronie wspomniana już trumna. Na koniec donośnie zawyły syreny; przede wszystkim z ciągnącej pociąg lokomotywy SU45, jakby ona również chciała pokazać, że to rozstanie przyjmuje z dużym żalem. U niektórych osób dało się nawet dostrzec łzy w oczach.

Ten symboliczny pogrzeb pokazał, że utrata kolei na Zamojszczyźnie jest ogromną krzywdą dla tego regionu. Wciąż jednak wierzymy, że ten błąd zostanie naprawiony. Nowy rozkład jazdy, jaki ma wejść w życie od grudnia, wciąż jest sprawą otwartą. Dlatego w dalszym ciągu apelujemy do decydentów o znalezienie rozwiązania, dzięki któremu pociągi wrócą na Roztocze.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje