Wywiad z Piotrem Rubikiem

W godzinach przedpołudniowych na audiencji przyjął Piotra Rubika ks. Biskup Wacław Depo - patronujący Dniu Papieskiemu w Zamościu. Jest godzina 12.00. Oczekujemy wraz z właścicielami Restauracji "Nowe Miasto", Ewą i Sylwestrem Krukami - współorganizatorami Dni Papieskich w Zamościu na przybycie Piotra Rubika.

Uzyskaliśmy zgodę na krótką rozmowę podczas lunchu z gwiazdą wielkiego formatu, jaką jest bez wątpienia Piotr Rubik. Mała klimatyzowana salka została uroczo wystrojona kwiatami przez florystę na przybycie znakomitego gościa.

Reklama

Piotr Rubik przybył w towarzystwie swojego managera Katarzyny Kanclerz oraz księdza Andrzeja Stopyry, Dyrektora Katolickiego Radia Zamość i zarazem Prezesa Stowarzyszenia Krzewienia Kultury Medialnej - jednym słowem "Człowieka Orkiestry" - pomysłodawcy i organizatora Dni Papieskich i Koncertu Piotra Rubika w Zamościu.

Ksiądz zarekomendował Piotrowi Rubikowi Zamość. Na co artysta odpowiedział:

Ja nie mogę mieć takiej przyjemności żeby zwiedzić miasto, chociaż bardzo mi się podoba starówka i Rynek Wielki. Nie mogę sobie tak normalnie pójść na spacer bo nie dojdę za daleko, popularność jest bardzo miła ale czasami ...

TM - Czy ta cena, jaką płaci Pan za sławę nie jest za duża?

Piotr Rubik - Nie, myślę, że absolutnie nie jest za duża, ponieważ tych dowodów uznania jest wiele i radości, którą ludzie mają i ją mi okazują. I wszystko co jest dobre wokół tego, jest wystarczające na tyle, żeby przykryć wszystkie złe rzeczy. Gdybym się miał zastanowić i powiedzieć za siebie, to zawsze mogę powiedzieć, że warto było! Oczywiście!

Czy ma Pan sposób na radzenie sobie z popularnością? Rozmawialiśmy, że ciężko byłoby dzisiaj przejść po rynku w Zamościu.

Nie, nie byłoby ciężko, byłoby to bardzo miłe, natomiast nigdzie bym nie doszedł. Chodziło mi, że czasowo nie dałbym rady, żeby zdążyć przed próbą. Dla mnie jest to miłe, ludzie się cieszą, ja mogę się z nimi spotkać, podpisać autograf, zamienić parę słów - czasami nie ma na to czasu.

Można wyprowadzić taką opinię, że popularność w Polsce oratoriów wzięła się od Pana Oratorium? Jak Pan wpadł na ten pomysł? Dla sporej liczby fanów, to coś genialnego.

Te utwory nazwaliśmy oratoriami troszeczkę przypadkowo. Nie było takiej sensownej nazwy na zbiór pieśni. Oratorium z definicji jest czymś zgodnym z tymi utworami. Oratoria, jak wiadomo były pisane od dawna. Cieszę, się, że dzięki tym utworom ludzie w Polsce zainteresowali się oratorium, brzmieniem orkiestry symfonicznej i chóru. Nie tylko gitara elektryczna czy perkusja czy band popowy i już się nie boją jak jest koncert w filharmonii czy z orkiestrą symfoniczną. To jest bardzo dobre, bo poszerza horyzonty i cieszę się, że udało się to rozpropagować.

Czy zakładał Pan, że tego typu oratorium stanie się rewelacją w każdym zakątku Polski?

To, że się stało rewelacją - bardzo się cieszę - nikt się nie spodziewał wcześniej. To się wzięło stąd, że Prezydent Kielc, Wojciech Lubawski chciał w jakiś sposób upamiętnić rocznicę Sanktuarium na Świętym Krzyżu. Zgłosił się do Zbyszka Książka żeby napisał tekst. Książek próbował z różnymi kompozytorami a później zwrócił się do mnie, a ja napisałem muzykę i okazało się to strzałem w dziesiątkę. A potem przyszedł "Tu es Petrus" jako prezent urodzinowy dla Papieża, potem stał się hołdem i epitafium. Tak naprawdę "Tu es Petrus" dzięki zwycięstwie w Sopocie - te utwory stały się już popularne masowo.

Jak Pan sądzi Panie Piotrze, czy te "5 minut" ciągle przed Panem?

Te "5 minut" to już dosyć długo trwa. W tej chwili jest to "5 minut" medialne, że moja twarz skojarzyła się z nazwiskiem i utworami. Zobaczymy, na razie wszystko jest w tendencji zwyżkowej.

Zapytam o wizerunek, ile czasu Pan na to poświęca. Jacy to specjaliści, służby nad tym pracują? Jest znakomity.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje