Importerzy aut chcą prosić o azyl w Niemczech

Na rozmowy z importerami uszkodzonych aut, którzy przekroczyli polsko-niemiecką granicę w Jędrzychowicach przyjechał przedstawiciel wojewody dolnośląskiego - Romuald Siepsiak z Wydziału Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego. Rozmowa z protestującymi nie trwała długo, bowiem kierowcy uznali, że przedstawiciel nie jest kompetentną osobą, która może pomóc w spełnieniu ich postulatów. Importerzy zamierzają prosić władze Niemiec o azyl.

W nocy kilkuset protestujących porzuciło swoje samochody i przeszło na niemiecką stronę granicy. Kierowcy zwrócili się nawet o ochronę do niemieckiej straży granicznej, by ta nie pozwoliła polskiej policji zaatakować protestujących. Wszystkim importerom, którzy są po stronie niemieckiej, grozi do trzech lat więzienia. Podpułkownik Leszek Duczyński uważa bowiem, że importerzy przekroczyli granicę Jędrzychowice-Ludwigsdorf nielegalnie. Rzecznik łużyckiego Oddziału Straży Granicznej wyjaśnia, że właściciele lawet uciekając przed policją nie zostali odprawieni na przejściu, które oddalone jest od granicy o dwa kilometry. Tymczasem po polskiej stronie policja zatrzymała dziewięciu importerów, którzy nie zdecydowali się na przekroczenie granicy i pozostali przy swoich samochodach. Jak poinformował rzecznik dolnośląskiej policji, funkcjonariusze przesuwają porzucone samochody, tak, aby droga do granicy stała się przejezdna.

Reklama

Importerzy samochodów już czwartą dobę blokują przejście graniczne w Jędrzychowicach. Domagają się takiej zmiany przepisów, która zagwarantuje im pracę. Wczoraj wieczorem wiceminister gospodarki zaproponował właścicielom lawet podjęcie rozmów. Zastrzegł jednak, że to zaproszenie nie oznacza akceptacji dla łamania prawa.

Wczoraj na drodze dojazdowej do Świecka, zablokowanej busami i lawetami, pojawił się komendant policji z Sulęcina. Komendant zapewnił kierowców, że nie zamierza rozpędzać ich siłą. - O użyciu siły decyduje wojewoda. Ja zdecydowałem o usunięciu prewencyjnym na zasadzie legitymowania panów, spisywania pojazdów i mogę od tego odstąpić - powiedział. Komendant postawił jednak warunek: samochody muszą zjechać na pobocze i odblokować drogę. Kierowcy nie zgodzili się na to. Nie chcieli, aby po raz kolejny ich protest zakończył się fiaskiem. Rozmowy importerów ze starostą zgorzeleckim i policją nie przyniosły rezultatu. Protestujący od samego początku zapowiadali, że chcą rozmawiać z przedstawicielami rządu i do czasu podjęcia rozmów nie zamierzają usunąć samochodów stojących na granicy. Po krótkim spotkaniu z kierowcami starosta i komendant policji opuścili wczoraj teren blokady. A przedstawiciele importerów zaapelowali do swoich kolegów. "Zabierzcie cenniejsze rzeczy, zamknijcie samochody, weźcie paszporty, pójdziemy na niemiecka stronę. Tam się szanuje ludzi, którzy płacą podatki".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje