Postawiłem na basket

Bentley to marka luksusowych samochodów. Na swoją markę w nowosolskim baskecie zapracował także Roman Bętlewski, który po parkiecie biega od podstawówki. O swojej przygodzie pod koszem opowiada w rozmowie z Mariuszem Pojnarem

Kiedy zacząłeś grać w koszykówkę?

Reklama

Wszystko zaczęło się w podstawówce, ale nie powiem ci w której klasie. Moim pierwszym trenerem był Roman Terlikowski. Później poszedłem do "Odlewniaka" i tam grałem w Spartakusie u Piotra Dziuga. Od początku grałem w NLK. Po szkole średniej grałem dla XXX-lecia, a później już dla Chembudu. Tam gram do tej pory, już parę ładnych lat.

Od razu wybrałeś koszykówkę czy chciałeś wcześniej uprawiać inną dyscyplinę?

W podstawówce grałem także w siatkówkę. Do pewnego momentu treningi nie kolidowały ze sobą. Aż do momentu, kiedy i w kosza i w siatkę dostaliśmy się do finałów województwa. Wtedy musiałem wybrać. Postawiłem na basket. I tak się zaczęło.

Co ugraliście podczas tamtych finałów?

Graliśmy całkiem nieźle, ale poza konkurencją był team z Zielonej Góry, w którym grali młodzi koszykarze Zastalu. Pamiętam, że podczas meczu z nimi do pewnego momentu szliśmy łeb w łeb. No i wtedy na boisko wszedł Jarek Kalinowski i załatwił nas kilkoma celnymi "trójkami".

Ile razy sięgałeś po mistrzostwo ligi?

Dwa razy z Chembudem. Mieliśmy wtedy mocny team. Wtedy wygrać ligę było zdecydowanie trudniej. Dziś poziom spotkań jest dużo niższy. Zespoły są bardziej wyrównane. W zasadzie z pierwszej czwórki każdy może wygrać z każdym.

Z czego twoim zdaniem wynika ta obniżka poziomu?

Dziś młodzież mniej niż kiedyś garnie się nie tylko do koszykówki, ale także do innych dyscyplin. Mają inne zainteresowania, dużo czasu spędzają przed komputerem. To się przekłada na mniejsze zainteresowanie sportem. Zobacz, dziś na mecze przychodzi mało kibiców. Kiedyś sala pękała w szwach.

Przed laty byłeś znany z tego, że non stop kłócisz się z sędziami, za co dostawałeś dużo przewinień technicznych. Jak to wygląda teraz? Denerwujesz się tak jak kiedyś?

(śmiech). Aż tak źle chyba nie było. Ale rzeczywiście nie zawsze zgadzałem się z decyzjami sędziów. Ostatnio sobie to odpuściłem. Może się starzeję (śmiech). Jest gwizdek i przyjmuję decyzje sędziego do wiadomości.

W tym roku gracie w bardzo odmienionym składzie, a jesteście na pierwszym miejscu. Jak to oceniasz?

To dla mnie niespodzianka. Mamy wąską kadrę. Czasami w końcówce brakuje sił, bo często gramy gołą piątką. Ławki może zabraknąć podczas półfinałów. Ale zobaczymy jak będzie. Sezon jeszcze się nie skończył i na pewno jeszcze coś ciekawego się wydarzy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje