Protest przeciw reformie. Cześć rodziców nie posłała dzieci do szkoły

Na znak protestu przeciwko wprowadzanej reformie oświaty w Zielonej Górze we wtorek niektórzy rodzice nie posłali dzieci do szkół. Uczniów na lekcjach jest mniej przede wszystkim w gimnazjach.

Dyrektor Gimnazjum nr 6 w Zielonej Górze Sławomir Baranowski poinformował, że po pierwszych dwóch godzinach lekcyjnych frekwencja wyniosła 20 proc. Z kolei w Gimnazjum nr 1 w niektórych klasach frekwencja wynosi 80 proc., w innych - 50 proc. - przekazał PAP dyrektor tej szkoły Roman Łuczkiewicz. W Gimnazjum nr 2 o godz. 9 frekwencja wynosiła 22 proc. Jak przekazała PAP sekretarz tej szkoły Jolanta Milczanowska, oznacza to, że na 177 uczniów do szkoły przyszło 39. W zielonogórskim Gimnazjum nr 7 na pierwszej lekcji nie pojawiło się ok. 26 proc. uczniów. W kilku innych zielonogórskich gimnazjach także jest mniej uczniów niż zwykle.

Reklama

"Nasz protest jest jednodniowy, ale nie wykluczamy jego rozwinięcia. Mamy potwierdzenie podjęcia podobnych działań w kraju (...). Nie spodziewaliśmy się, że w Zielonej Górze rady rodziców tak aktywnie wezmą udział w organizacji wtorkowego protestu" - powiedział PAP przewodniczący Zielonogórskiego Forum Rodziców i Rad Rodziców Edward Sobański.

W poniedziałek w Sali Kolumnowej Urzędu Marszałkowskiego w Zielonej Górze z inicjatywy Forum odbyło się otwarte spotkanie, na którym przedyskutowano właśnie taką formę protestu. Wzięło nim udział ok. 200 osób, 110 z nich opowiedziało się za nieposłaniem we wtorek dzieci do szkół.

"To jest początek. To jest pierwszy ostrzegawczy protest, że nie zgadzamy się na to (reformę - PAP). Ludzie są zdeterminowani i widać, że chcą pokazać swoje niezadowolenie (...). Decyzja o tym, czy nie posłać dziecka do szkoły, należy oczywiście do rodziców, naszą rolą jest wspierać rodziców w ich działaniach" - powiedział PAP koordynator ds. gimnazjów Zielonogórskiego Forum Rodziców i Rad Rodziców Jarosław Kostecki.

Kostecki nie potrafił określić liczby rodziców, którzy postanowili we wtorek zostawić dzieci w domach.

"Nie zbieramy tych danych, będziemy to robić podczas kolejnej akcji, kiedy rodzice, którzy zaangażowali się w protest, będą nam przekazywać takie dane, tym razem nie było na to czasu, działanie było spontaniczne" - dodał.

Także lubuska kurator oświaty nie ma na razie danych o skali protestu w Zielonej Górze. "Odbieram ten protest źle, jako włączanie dzieci, uczniów w sprawy dorosłych, a rolą szkoły nie jest promowanie takich zachowań, a wręcz przeciwnie. Rolą szkoły jest wychowywanie i kształcenie" - powiedziała.

Zdaniem kurator, nie posyłając dzieci do szkół, część rodziców sprzeciwia się przede wszystkim wygaszaniu gimnazjów. "To mnie dziwi, gdyż władze miasta zapewniają od dawna, że każdy uczeń gimnazjum zakończy je w tej samej szkole, do której chodzi obecnie" - dodała kurator.

Prezes Oddziału ZNP w Zielonej Górze Ewa Kostrzewska powiedziała PAP, że jej związek nie bierze udziału w proteście i nie zbiera o nim danych.

Przed południem także w zielonogórskim magistracie nie udało się PAP uzyskać informacji o skali nieobecności we wszystkich szkołach prowadzonych przez miasto.

W poniedziałek prezydent Andrzej Duda podpisał ustawy reformujące system szkolny w Polsce. Oznacza to likwidację gimnazjów, powrót do 8-letnich szkół podstawowych, 4-letnich liceów ogólnokształcących i 5-letnich techników. W miejsce zasadniczych szkół zawodowych powstaną dwustopniowe szkoły branżowe. Reforma rozpocznie się 1 września 2017 r.

Związki zawodowe nauczycieli są podzielone w opiniach na temat reformy. Zagrożeń nie widzi NSZZ "Solidarność", przeciwko jest ZNP, podobnie jak część rodziców, którzy stworzyli organizację "Rodzice przeciwko reformie edukacji". Ci ostatni zapowiedzieli, że podpis prezydenta nie kończy ich protestów i planują rodzicielskie akcje nieposyłania dzieci do szkół. Pierwszy taki protest zaplanowano właśnie w Zielonej Górze.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje