Szokująca lekcja religii: Ksiądz z Wiciny z zarzutami

Tę lekcję religii uczniowie ze szkoły podstawowej w Wicinie zapamiętają na długo. Według dzieci, ksiądz używał wulgarnego języka, zachowywał się obscenicznie i siłą wepchnął do ust jednego z uczniów plastikową butelkę.

Sprawa księdza z niewielkiej wsi Wicina w województwie lubuskim wyszła na jaw w połowie stycznia. To wtedy, po jednej z lekcji religii, piątoklasiści poinformowali rodziców o dziwnym zachowaniu katechety. Według dzieci, prowadzący lekcję proboszcz parafii miał wykonywać obsceniczne ruchy i siłą wepchnąć do ust jednego z uczniów plastikową butelkę.

Reklama

Żaden z rodziców nie zgodził się na rozmowę bezpośrednio przed kamerą. Docieramy jednak do grupy osób, która nie podziela w tej sprawie wątpliwości mieszkańców. - Przyszła trójka dzieci, syn z koleżankami. Dzieciaki się naprawdę przestraszyły. To była butelka po napoju, taka z dużym gwintem. Zabrał jednemu dziecku i wciskał do ust drugiemu. Ten chłopczyk się bronił. Dzieci twierdzą, że mówił: "Ciągnij, ssij" - opowiadają rodzice.

- Moje dziecko powiedziało, że przykładał mu butelkę, chciał mu wpychać. Fakt faktem, skaleczył go w usta. Dopiero później mi powiedział. On w ogóle nie chciał mi nic powiedzieć. Dla niego to był szok. Jeszcze mówiłam do niego: "Dlaczego, gdy ksiądz to robił, nie wybiegłeś na korytarz i po prostu nie krzyczałeś nawet "ratunku, pomocy"? A on mówi, że ksiądz stał, a on siedział. Wiadomo przecież, ksiądz jest większy, silniejszy. Jeszcze później zabrał butelkę z napojem dziewczynce innej i sobie tu przyłożył z przodu. I machał tą butelką, i to picie rozlewał. Sikał na dzieci tym piciem. Trochę inaczej to chłopcy przedstawili, bo są może gdzieś bardziej zorientowani, trochę inaczej dziewczynki. Dziewczynki odebrały to jako obsikiwanie, a chłopcy już tutaj inaczej. Robił jeszcze parę innych rzeczy. Wymachiwał termometrem. Robił takie ruchy, jakby przedłużał sobie jedną część ciała - mówią rodzice.

Sprawą księdza zajęła się już prokuratura, ale, co interesujące, śledczych nie zawiadomili rodzice ani dyrekcja szkoły, tylko anonimowa osoba.

- Ja się dowiedziałam o tym w piątek i zaczęłam działać. Zawiadomiłam kurię, umówiłam się z księdzem. Nie mogę zgłosić, dopóki nie zrobię rozeznania. Zrobiłam rozeznanie w poniedziałek, bo było spotkanie z rodzicami, kurią i wtedy złożyłam wniosek. Trudno mi powiedzieć, czy wierzę dzieciom. Na pewno ksiądz złamał wszystkie zasady i bezpieczeństwa, i etyki nauczyciela. Natomiast to, co rozgłosiły później media, to nie do końca tak było. Ksiądz tłumaczy, że była to zabawa w naśladowanie reklam telewizyjnych - mówi Alicja Lewandowska, dyrektor szkoły podstawowej w Wicinie.

Uczniowie piątej klasy zostali przesłuchani w obecności psychologa. Doprowadzony na przesłuchanie duchowny utrzymywał, że jego zachowanie było próbą rozbawienia dzieci. Prokurator nie dał jednak wiary tym wyjaśnieniom i postawił księdzu zarzut dopuszczenia się czynu o charakterze pedofilskim.

- Jedna rzecz, która przemawia, że zeznania dzieci są wiarygodne, to że są to osoby młode, 11-letnie, osoby nieskażone drugim życiem czy pewnymi emocjami wynikającymi z dorastania młodego człowieka. To są młodzi ludzie, którzy się jeszcze nie zetknęli z czymś, co byśmy nazwali w skrócie seksem i podobnymi sytuacjami. Opis przedstawiany przez dzieci świadczy o ich niewinności dziecięcej. Sposób przedstawiania zachowań podejrzanego, że ten odbiór był właściwy, adekwatny do zachowań - mówi Zbigniew Fąfera z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Ksiądz złożył już wypowiedzenie umowy o pracę w szkole. Dzięki poręczeniu kurii biskupiej nie trafił do aresztu.

- Sprawa jest wyjaśniana w prokuraturze. Prawda wyjdzie na jaw - mówi ksiądz.

- Ja nie zamierzam opowiadać panu o tym, co się tam wydarzyło. Nie jestem do tego upoważniony, żeby taką wersję przedstawiać. Nie jestem adwokatem księdza. Moje stanowisko jest proste. Po pierwsze, ksiądz zaprzecza, żeby jego zachowanie na lekcji religii miało podteksty seksualne. Po drugie, nie uczy w tej chwili religii. Po trzecie, czekamy na rezultaty, jakie przyniesie postępowanie, które prowadzi prokuratura w tej kwestii - wyjaśnia ks. dr Andrzej Sapieha, z Kurii Diecezjalnej w Zielonej Górze.

Niezależne postępowanie w tej sprawie prowadzi kuratorium oświaty. O zachowaniu księdza urzędników poinformował dopiero lokalny dziennikarz.

- Dzieci rzeczywiście były bardzo mocno przestraszone tym, co się zdarzyło na lekcji. Okazało się, że różnego rodzaju zachowania z niewłaściwym zachowaniem księdza - krzyczeniem, wymachiwaniem rękoma, nerwowością - były wcześniej, natomiast teraz przelała się czara goryczy. To jest jednoznaczna dyskwalifikacja jego jako nauczyciela - przyznaje Radosław Wróblewski z Kuratorium Oświaty w Gorzowie Wielkopolskim.

X-news

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje