Za brak tabliczki z numerem grozi mandat

Stare, zardzewiałe, z wyblakniętymi cyframi lub ich zupełny brak. Niewidoczny numer domu może zagrozić życiu jego mieszkańców. Za brak tabliczki grozi też mandat karny. Tymczasem właściciele posesji lekceważą sprawę, na co skarżą się zarówno kierowcy karetek pogotowia jak i dostawcy pizzy.

Na wielu domach jednorodzinnych i kamienicach wiszą wciąż stare niebieskie tabliczki z numerem porządkowym. Przez lata farba się starła, metal zardzewiał i trudno odczytać liczbę. Podświetlane lampy z numerami spotyka podobny los. Widać tylko na nich fragmenty cyfr, bo reszta odpadła lub się wykruszyła. Mieszkańcom to najczęściej nie przeszkadza, wydaje im się, że to nieistotny drobiazg. Tymczasem Roman Krupa, oddziałowy oddziału ratunkowego i zespołów wyjazdowych nowosolskiego szpitala podkreśla - Posiadanie odpowiedniego numeru porządkowego na budynku jest dbaniem o zdrowie i życie swojej rodziny.

Reklama

Bezradny personel karetki

- Od bardzo dawna borykamy się z problemem posesji bez numerów porządkowych lub z niewidocznymi. Czasami też pod domem przez lata wyrosły wysokie drzewa lub po ścianie pnie się bluszcz skutecznie zasłaniając numer. Kierowca karetki pogotowia błądzi wtedy po okolicy szukając właściwego adresu - mówi R. Krupa.

Dodaje, że wydłuża to czas dojazdu i zagraża życiu chorego. Z kolei personel karetki z bezradności odchodzi od zmysłów. Erka jeździ w kółko tracąc cenne minuty. R. Krupa przyznaje, że kłopot jest mniejszy, gdy numeracja idzie logicznie, po kolei. Wtedy jeśli nawet jeden dom jest nieoznakowany to można się domyśleć, jaki ma numer. - Niestety to się rzadko zdarza. Przez lata miejscowości rozbudowały się na boki lub w jednym podwórku jest kilka domów i numery nie są następujące po sobie - przyznaje R. Krupa.

Sprawniej, gdy ktoś wyjdzie

Piotr Czapliński, wieloletni kierowca karetki pogotowia oświadcza, że trudno mu opowiedzieć o przypadkach, w których brak numeru uniemożliwił mu szybki dojazd, bo to codzienność. - Na wsiach ludzie po wezwaniu karetki czekają przy drodze. To nam ułatwia sprawę, bo kiedy nadjeżdżamy od razu widzimy, jak ktoś macha. W mieście jest gorzej. Człowiek podaje adres i czeka w domu. Gdyby wyszedł przed blok i stanął obok klatki byłoby sprawniej - uważa P. Czapliński. Wspomina sytuację, kiedy to błądząc w nocy po okolicy podjechał pod dom jednorodzinny na sygnale. - Chciałem zapytać o adres. Niestety w budynku zgasły wszystkie światła, a mieszkający tam ludzie udawali, że ich nie ma - opowiada P. Czapliński.

Upomnienia i mandaty

P. Czapliński mówi, że najgorzej z numeracją posesji jest na wsiach i domach jednorodzinnych na obrzeżach miast. W Nowej Soli tabliczek nie ma choćby wiele budynków na Starym Żabnie. Kłopot z trafieniem pod właściwy adres mają jednak nie tylko kierowcy karetek pogotowia ale i straż pożarna, dostawcy pizzy, listonosze czy kurierzy. Ci ostatni przyjeżdżając z daleka biegają od sklepu do sklepu, prosząc o pomoc sprzedawców.

Tymczasem za brak numeru na domu grozi mandat karny. Zgodnie z art 64 kodeksu wykroczeń: za nie zawieszenie przez właściciela, administratora, dozorcy lub użytkownika nieruchomości tabliczki z numerem porządkowym grozi 100 zł kary.

- Strażnicy miejscy będą częściej niż dotychczas reagować na to wykroczenie. Nowosolanie zaczną być za to upominani - zapewnia Ryszard Podgórny, komendant straży miejskiej.

Monika Owczarek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy