50 osób oskarżonych ws. biura tłumaczeń "Symultanka"

50 osób oskarżyła krakowska prokuratura ws. nieprawidłowości przy tłumaczeniu dokumentów do rejestracji samochodów z zagranicy w biurze tłumaczeń "Symultanka" - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska.

Według prokuratury grupa działała od kwietnia 2005 do czerwca 2008 roku. Założyli ją i kierowali nią Jan Sz. i Ewa Sz., a Michał G. i Paweł M. im w tym pomagali. Ewie Sz. i jej synowi Janowi Sz. zarzucono również popełnienie przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów oraz przestępstw karno-skarbowych.

Reklama

Śledztwo w tej sprawie wszczęto po zawiadomieniu prokuratury w sierpniu 2007 r. przez Urząd Kontroli Skarbowej w Krakowie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa fałszowania dokumentów oraz poświadczania nieprawdy w dokumentach wydawanych przez przysięgłego tłumacza języka niemieckiego Ewę Sz., prowadzącą biuro tłumaczeń "Symultanka" w Krakowie.

Biuro działało w wielu miastach

Jak ustaliła prokuratura, tłumacz przysięgły języka niemieckiego Ewa Sz. od 1998 r. prowadziła biuro tłumaczeń "Symultanka". W okresie od 2005 r. do czerwca 2008 r. biuro zajmowało się głównie wykonywaniem tłumaczeń z języka niemieckiego na polski dokumentów rejestracyjnych samochodów sprowadzanych z zagranicy. Od 2007 nastąpił największy rozwój działalności biura, jego oddziały powstały w 35 miastach w Polsce, m.in. w Krakowie, w Nowym Targu, Andrychowie, Tarnowie, Gliwicach, Wrocławiu, Rzeszowie, Łodzi, Wałbrzychu, Bydgoszczy, Gdańsku, Warszawie, Opolu, Kielcach, Bielsku Białej, Lublinie, Białymstoku, Toruniu, Zielonej Górze.

Oddziały te były tworzone w bezpośrednim sąsiedztwie lub w tych samych budynkach, gdzie miały siedziby Urzędy Celne, co zapewniało stały dopływ klientów. Biuro pobierało opłaty za całość dokumentów składających się na komplet danego tłumaczenia, oferowało także jednodniowe terminy, było więc konkurencyjne na rynku.

Rekordowe utargi

Dla biura pracowały osoby, które nie były tłumaczami, tzw. pisacze. Tłumaczenia wykonywano na podstawie kopii - faksu lub skanu, a nie oryginalnych dokumentów, jak tego wymaga prawo. Były one potem drukowane na kartkach in blanco zawierających pieczęcie tłumacza przysięgłego i podrobione podpisy tłumacza.

Jak wynika z ustaleń prokuratury, w 2006 r. tygodniowo tłumaczono około 400 kompletów dokumentów. W 2008 r. tygodniowo wykonywano już 2 tys. kompletów tłumaczeń z języka niemieckiego i np. 1 tys. kompletów tłumaczeń z języka włoskiego.

Tygodniowy utarg z oddziałów mieszczących się w kraju w 2007 r. wynosił 200 do 250 tys. zł, w 2008 r. - do 350 tys. zł. Praca odbywała się na zmiany w ciągu dnia i nocy. Najwięcej tłumaczeń było z języka niemieckiego, włoskiego, a potem z angielskiego, niderlandzkiego i francuskiego.

Przesłuchana w charakterze podejrzanej Ewa Sz. nie przyznała się do zarzuconych jej przestępstw. Uchwałą Komisji Odpowiedzialności Zawodowej Tłumaczy Przysięgłych w Ministerstwie Sprawiedliwości w 2009 r. została pozbawiona prawa wykonywania zawodu tłumacza przysięgłego.

Za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności; za działanie w takiej grupie - kara do 5 lat.

W sprawie zapadły już dwa wyroki skazujące na 16 osób, w tym 5 tłumaczy przysięgłych (jeden jest prawomocny), którzy dobrowolnie poddali się karom pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Jak poinformowała Marcinkowska, po uprawomocnieniu się drugiego z tych wyroków prokuratura wystąpi do urzędów, które wydawały decyzje na podstawie sfałszowanych dokumentów, o "podjęcie stosownych działań".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje