Alarm w kościołach, ale tylko niektórych

Pożar klasztoru w małopolskiej Alwernii wywołał dyskusję dotyczącą tego, czy obiekty sakralne mają odpowiednie zabezpieczenia, które gdy dojdzie - na przykład - do pożaru, spowodują natychmiastową reakcję. Okazuje się jednak, że nie wszyscy pomyśleli o tym, by na budynkach zamontować system alarmu pożarowego.

Bazylika Grobu Bożego jest jedynym kościołem w powiecie miechowskim, który jest wyposażony w system alarmu pożarowego z monitoringiem Samą instalację alarmową mają jeszcze kościoły w Mostku i Ulinie Wielkiej.

Reklama

Mają i czujniki i monitoring

W przypadku miechowskiej świątyni zainstalowanie takiego systemu nakazał Generalny Konserwator Zabytków wspólnie z Komendantem Głównym Państwowej Straży Pożarnej. Był to jeden z pierwszych kościołów w regionie, który zdecydował się na taki krok.

Wówczas samorząd powiatowy przekazał dofinansowanie na montaż systemu alarmu pożarowego. Natomiast pozostałą kwotę związaną z instalację tego i innych systemów oraz z podłączeniem do monitoringu pokryła parafia.

Dzięki temu, że w bazylice są nie tylko czujniki, ale działa także system monitoringu - w razie alarmu sygnał o pożarze przekazywany jest do Powiatowego Stanowiska Kierowania działającego w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Miechowie.

Alarmy były - na szczęście fałszywe

- Z analiz z ostatnich czterech lat wynika, że przynajmniej raz w roku sygnał o "potencjalnym" pożarze z Systemu Alarmu Pożarowego przekazywany był do stanowiska kierowania straży pożarnej w Miechowie. Każdorazowo wyjeżdżaliśmy sprawdzić obiekt, ale na szczęście były to alarmy fałszywe - mówi kpt. Paweł Miś, rzecznik KP PSP w Miechowie.

Ale było też takie zdarzenie, że czujniki odezwały się nawet przy awarii kabla. Zdzisław Machowski z Krakowa, którego firma montowała system w bazylice, nie ma wątpliwości, że jest on potrzebny.

Podkreśla, że nie wszyscy chętnie decydują się na jego montaż, bo nie zawsze parafię stać na taki wydatek. Koszty są ustalane w zależności od wielkości obiektu. Z reguły trzeba wygospodarować kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Nie muszą informować strażaków

Kpt. Paweł Miś podkreśla, że proboszczowie - nawet jeśli zdecydują się na własną rękę założyć system alarmowy - nie mają obowiązku zgłaszać tego strażakom. Z informacji, które udało się pozyskać "Dziennikowi Polskiemu" wynika, że na terenie powiatu miechowskiego został on zainstalowany na kościołach - NMP Częstochowskiej w Mostku i św. Katarzyny w Ulinie Wielkiej.

Wójt Lesław Blacha zauważa, że świątynia w Ulinie leży na Szlaku Architektury Drewnianej. Obydwa kościoły są drewniane, zabytkowe. Są nie tylko miejscem modlitwy, ale też sporą atrakcją turystyczną.

Alarm nawet przez kadzidło...

Ks. Jacek Furtak, proboszcz parafii przyznaje, że system alarmowy się sprawdza. - Było nawet takie zdarzenie, że kiedy ministrant kadził kadzidłem alarm się od razu odezwał. To oznacza, że system działa. Kiedy tylko czujniki się włączają od razu sprawdzamy, co się dzieje - mówi ks. Furtak.

System funkcjonuje od kilku lat. W kościołach w Mostku i Ulinie Wielkiej został zamontowany jeszcze przez poprzedniego proboszcza i sfinansowany z funduszy parafii. Obecny proboszcz ks. Jacek Furtak, na pytanie czy rozważa podłączenie obiektów do monitoringu odpowiada. -Teraz realizuję duży projekt związany z renowacją zabytków, więc muszę się skupić na jednej inwestycji.

Magdalena Uchto

magdalena.uchto@dziennik.krakow.pl

Czytaj więcej w dzisiejszym "Dzienniku Polskim":

Bezkarne podpalanie

60 miejsc w przedszkolach

Wybudują, ale później

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy