Burmistrzowie dla żartu zmienili swoje posady

Szok, zdziwienie, niedowierzanie - takie emocje towarzyszyły naszej przygotowanej na prima aprilis akcji wymiany na jeden dzień burmistrzów Zakopanego, Suchej Beskidzkiej i Nowego Targu oraz Żywca i Wisły.

Burmistrzowie mistrzowsko weszli w nowe role. Zawału serca omal nie dostały sekretarki i urzędnicy, gdy rano wzięli do ręki "Gazetę Krakowską" i "Dziennik Zachodni".

Reklama

Wyczytali, że premier Donald Tusk nakazał natychmiastową zmianę urzędników - "Gazeta Krakowska" odsłania kulisy 1-kwietniowego żartu.

Burmistrz Marek Fryźlewicz z Nowego Targu wymienił się z kolegą z Żywca, Antonim Szlagorem. Burmistrz Zakopanego Janusz Majcher zjawił się w pracy w Wiśle, a zastąpił go pod Tatrami Stanisław Lichosyt z Suchej Beskidzkiej, którą z kolei objął we władanie Andrzej Molin z Wisły. Sekretarki, urzędnicy, zwykli obywatele na własne oczy widzieli, jak nowa władza obejmuje posady i jeśli nawet na początku podejrzewali żart, to przekonały ich osobiste wizyty nowych włodarzy. A to jednak był żart!

Lucyna Bednarz, wieloletnia sekretarka burmistrza Suchej, po prostu oniemiała, gdy 1 kwietnia w drzwiach stanął jej nowy szef... Andrzej Molin, dotychczasowy burmistrz Wisły. Dokładnie o godz. 9.00 Molin podjechał do urzędu w Suchej swoim autem.

Po oficjalnym przywitaniu i wręczeniu nominacji na stanowisko burmistrza spotkał się z kierownikami działów urzędu. Był rozluźniony, swobodny, żartował, że przyjechał do Suchej... szukać drugiego Adama Małysza. Później zapoznał się z inwestycjami gminy, jej problemami i planami poprzednika. I oczywiście wypił poranną kawę.

- Burmistrz Lichosyt pił parzoną, a nowy woli rozpuszczalną, będę musiała to pamiętać - wyznała nam zdenerwowana Bednarz. Dla lepszego wrażenia ugoszczono burmistrza kruchymi ciasteczkami, rurkami z kremem i ciastem.

W Nowym Targu wiadomość o odwołaniu burmistrza Marka Fryźlewicza rozeszła się lotem błyskawicy. Każdy z mieszkańców miał swoją wersję wydarzeń, za co Fryźlewicz podpadł.

- Nie wiadomo, czy o jakieś przekręty nie chodzi albo jakiś mobbing, bo to teraz modne - mówi starszy mężczyzna.

Nowy włodarz miasta, Antoni Szlagor, oddelegowany z Żywca, energicznie zaczął swe rządy w stolicy Podhala. Najpierw zajął się sprawą lotniska, bo niby dlaczego mieszkańcy miasta i regionu, których wielu mieszka i pracuje w USA i Kanadzie, mają za wielką wodę latać z podkrakowskich Balic.

- Dlatego od 1 kwietnia postanowiłem uruchomić loty czarterowe na trasie z Nowego Targu do Chicago - mówi nam Szlagor. Zapał do pracy wzrósł w urzędzie, gdy burmistrz oświadczył, że już niedługo na naradach roboczych zamiast kawy i herbaty będzie serwowane... piwo.

Przybył przecież z miasta, które browarem stoi. Najwięcej zamieszania wywołała jednak wizyta w ratuszu miejskim, gdzie jednej z góralek, która ma dzisiaj wyjechać do Irlandii, dał normalny... ślub.

Byliśmy też świadkiem, jak do nowego burmistrza zadzwonił na komórkę marszałek województwa śląskiego, zapowiadając interwencję u premiera w sprawie przeniesienia Szlagora do Nowego Targu.

Gdy usłyszał, że to tylko prima aprilis... połączenie zostało przerwane... Do Zakopanego przybył z kolei dotychczasowy burmistrz w Suchej Beskidzkiej Stanisław Lichosyt. Po przekazaniu władzy przez wiceburmistrzów, Jana Gąsienicę Walczaka i Wojciecha Solika, ten pierwszy złożył na ręce Stanisława Lichosyta... rezygnację z zajmowanej przez siebie funkcji.

Poprosił przy tym sekretarkę, by napisała pismo do starosty tatrzańskiego Andrzeja Gąsienicy Makowskiego o ponowne przyjęcie go na posadę dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy. Stanisław Lichosyt podkreśla, że mianowanie go burmistrzem Zakopanego to wielki awans, ale ma jednak zamiar odwołać się od tej decyzji.

- Ja chcę wrócić do Suchej Beskidzkiej. Tam mi lepiej - wzdycha. Póki co zdecydował o przebudowie zakopianki i stworzeniu małego lotniska pod Wielką Krokwią dla helikopterów, aby powietrzne taksówki rozwoziły turystów po Zakopanem oraz nad górami, by ludzie ich nie zadeptali. Wiceburmistrzowie nieco obawiali się, czy nowy włodarz poradzi sobie w kontaktach z góralami. Zaraz ich uspokoił.

- Jestem swój, urodziłem się niedaleko, bo w Lipnicy Wielkiej na Orawie. Jak trzeba to pogwarzyć mogę - mówi. A jak sobie radzili nasi urzędnicy na Śląsku?

Janusz Majcher z Zakopanego był punktualnie w pracy. Wszedł z miną mówiącą: "Teraz ja tu rządzę".

- Molina premier wysłał do Suchej - rzucił do sekretarki Lidii Cieślar. Przybysz z Tatr początkowo został przyjęty nieufnie. Szybko jednak zyskał przychylność podwładnych.

- Pracownik urzędu powinien dobrze zarabiać. W Zakopanem nie ma osoby, która dostawałaby w magistracie mniej niż 2000 zł na rękę. Specjalistom płacę po 5000 zł.

Dzięki temu w urzędzie pracują najlepsi - zadeklarował. Ruszył w teren i zachwycił się budowaną w Malince skocznią, ale skocznię to by zbudował większą - mamucią, taką na 250 metrów.

- Bo takich obiektów brakuje, a ten wiślański na szansę być jednym z najlepszych w Europie - podkreślił.

Marek Fryźlewicz z Nowego Targu zaczął urzędowanie od... promocji swojej osoby, czyli od wywiadu dla lokalnej rozgłośni i sesji fotoreportera. Szybko jednak nowy burmistrz Żywca wziął się do pracy. Po krótkich rządach na Śląsku wrócił z ulgą do siebie. Pozostali burmistrzowie podobnie.

Gazeta Krakowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy