Chrzest z opóźnieniem

W tym roku w całej Polsce zostało ochrzczonych pół tysiąca dorosłych. W przyszłym roku będzie ich prawdopodobnie jeszcze więcej. Coraz częściej proszą o chrzest osoby, których rodzice nie ochrzcili, bo... zapomnieli.

Siostry ze zgromadzenia jadwiżanek wawelskich z Krakowa, które przygotowują dorosłych do przyjęcia sakramentów, mają pełne ręce roboty. Spotkania, na których kandydaci przygotowują się do tej ceremonii, zaczęły się już przed miesiącem.

Reklama

W Krakowie zgłosiło się 16 osób. Przygotowania do chrztu dorosłych zaczęły się także w diecezji łódzkiej, sandomierskiej, warszawskiej, szczecińskiej i innych. Chętnych z roku na rok przybywa.

Nie ochrzcili, bo zapomnieli...

Powodów, dla których osoba dorosła decyduje się na przyjęcie sakramentów (chrztu, pierwszej komunii, bierzmowania) jest wiele. W krakowskich parafiach coraz częściej proszą o chrzest osoby, których rodzice nie ochrzcili, bo... zapomnieli, albo wyszli z założenia, że "kiedy dziecko dorośnie, samo zdecyduje".

Sporo jest takich, którzy chcą wziąć ślub kościelny, i partnerka, partner, którzy są katolikami, namówili ich do tego.

- W takich przypadkach tłumaczymy, że nie jest to konieczny warunek zawarcia małżeństwa. Człowiek ochrzczony może wziąć ślub z nieochrzczonym. Jeżeli jest to jedyny powód decyzji o przyjęciu chrztu, wówczas odradzamy - mówi siostra Anna Sudujko ze Zgromadzenia Sióstr Świętej Jadwigi Królowej Służebnic Chrystusa Obecnego (tak brzmi pełna nazwa jadwiżanek wawelskich).

- Są też przypadki, gdy ślub wzięła osoba nieochrzczona i po latach podejmuje decyzję o przyjęciu tego sakramentu. Przychodzą też do nas osoby, będące przez wiele lat w związku cywilnym, chcące wziąć ślub kościelny.

- Czasem cierpienie, śmierć osoby bliskiej, pobudza do takiej decyzji. Mieliśmy też przypadek, że osoba bez chrztu przez wiele lat chodziła do kościoła i nie wiedziała, że chrzest można przyjąć w każdym wieku - kontynuuje ten wątek siostra.

Z jej obserwacji wynika, że coraz więcej osób decyduje się na chrzest z potrzeby serca, pragnienia więzi z Bogiem. Przed laty takie osoby przygotowywał do chrztu wyłącznie proboszcz jego parafii. Niezbyt chętnie, bo proboszczowie mają bardzo dużo zajęć, a przygotowanie do chrztu trwa rok, a nawet dłużej.

Dzięki siostrom jadwiżankom proboszczowie z tych miast, gdzie mieszkają siostry, nie muszą przyjmować na siebie tych obowiązków. Kandydatów do chrztu a także pierwszej komunii św. i bierzmowania posyłają do prowadzonego przez jadwiżanki Ośrodka Katechumenalnego. W Krakowie działa przy parafii św. Marka Ewangelisty. Siostra Anna pełni w nim rolę koordynatora.

Różny wiek, różne zawody

Krakowski ośrodek powstał w 1989 roku i był pierwszym tego typu w Polsce. - Cztery panie, które wówczas oddały się tej sprawie, zapoczątkowały i założyły nasze Zgromadzenie - przypomina początki swojej wspólnoty zakonnej s. Anna. Obecnie jadwiżanek wawelskich jest w Polsce 40. W Krakowie są trzy wspólnoty, w sumie 21 sióstr, które za cel życia postawiły sobie "pomaganie dorosłym w przygotowaniach na spotkanie z Bogiem".

Zajmują się tym również dominikanie. Nie prowadzą jednak spotkań indywidualnych, tylko grupowe. Specjalizują się w przygotowaniach do chrztu młodzieży studenckiej.

Wśród dorosłych, którzy zdecydowali się przystąpić do wspólnoty chrześcijańskiej są osoby w różnym wieku.

Najczęściej pomiędzy 25 a 40 rokiem życia. W tym gronie są studenci, informatycy, artyści, nauczyciele, robotnicy. W ubiegłym roku było więcej mężczyzn niż kobiet. W tym roku mniej więcej pół na pół.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przeszkodą w przystąpieniu do sakramentu chrztu było np. to, że ktoś pracował w cyrku, czy w teatrze. Uważano, że fakt, iż człowiek udawał, grał, kogoś innego, jest nieuczciwe. Obecnie, zawód, jaki wykonuje kandydat, nie jest przeszkodą. Są inne, np. osoba, która mieszka z partnerem bez ślubu, musi się od niego wyprowadzić.

Wśród dorosłych przystępujących do chrztu w Polsce są też obywatele innych państw. Siostra Anna zapamiętała osoby, które pochodziły z Brazylii, Indii, a nawet z Kambodży. Twierdzi, że obcokrajowcy, którzy w Polsce przystępują do chrztu, to z reguły młodzi ludzie kończący studia w naszym kraju i chcący się tutaj osiedlić.

Sposoby są dwa

W Wielką Sobotę tego roku wśród 16 osób, którym chrztu udzielił w katedrze wawelskiej kard. Stanisław Dziwisz, byli Chinka i Turek. Bydgoscy kapucyni przygotowywali w tym roku do chrztu Albańczyka, w Lublinie sakrament ten przyjęła Bułgarka, w Warszawie katoliczką została m. in. Łotyszka z rodziny o luterańskich korzeniach.

Zasady obowiązujące tych, którzy chcą przyjąć chrzest, ustalono w Kościele po Soborze Watykańskim II (1962-1965). Powstała wówczas "Księga chrześcijańskiego wtajemniczenia dorosłych". Polska wersja pojawiła się w 1988 r. Od tego czasu obowiązują procedury, pozwalające dorosłemu, który chce się ochrzcić, zapoznać się z naukami Kościoła i włączyć w życie wspólnoty (katechumenat). Dzieje się to na dwa sposoby.

Poprzez indywidualne rozmowy z duchowym opiekunem i grupowe spotkania. Przygotowanie do chrztu może trwać rok, a nawet dłużej. - To jest pokonywanie pewnej drogi. Chodzi o to, aby kandydat nauczył się liczyć się z Bogiem na każdym kroku. Trzeba na to dużo czasu. To nie tylko sprawa poznania dogmatów, przykazań i modlitw - mówi siostra Anna. Droga, o której wspomina, wymaga sporo wysiłku i dyscypliny.

Okres przygotowań jest podzielony na dwa etapy. Na początku jest prekatechumenat - czyli "dochodzenie do Kościoła". Kandydaci uczestniczą w katechezach, bywają na mszach św. - Chodzi o to, aby oswoili się z Kościołem, przypatrywali wspólnocie wiernych i zadawali pytania związane z naszą religią - wyjaśnia siostra. Ten etap trwa dwa miesiące. W tym czasie kandydat musi się zdecydować, czy rzeczywiście chce być chrześcijaninem.

Wprowadzenie do kościoła

Później jest pierwszy obrzęd - naznaczenie krzyżem. Dość spektakularny. Zarówno dla kandydata, jak i dla pozostałych uczestników obrzędu. Kandydaci stoją przed drzwiami kościoła, w mrocznym przedsionku. Ksiądz prowadzący mszę, zaczyna nie od ołtarza, lecz idzie do tych osób, otwiera drzwi i wprowadza je do kościoła.

Odbywa się następnie procedura naznaczenia krzyżem, co oznacza przyjęcie do katechumenatu. Kapłan, czyli katechista, naznacza znakiem krzyża czoło danej osoby, a potem uszy, oczy, barki, usta.

- Pokazuje w ten sposób, że krzyż ma ogarnąć całe ciało i otworzyć człowieka na Chrystusa - wyjaśnia znaczenie tych gestów siostra Anna.

- Kapłan mówi np. "przyjmij krzyż na oczach, abyś zobaczył jasność Pańską, na uszach, abyś usłyszał Słowo Boże, na barkach, byś udźwignął słodkie brzemię krzyża". Z tymi słowami przychodzi też konkretna łaska.

W trakcie trwania tego obrzędu kandydaci dostają drewniany krzyż. Potem są zaproszeni bliżej ołtarza, otrzymują Ewangelię, jako drugi klucz do tajemnic wiary.

Od tego momentu nazywani są katechumenami. Znaleźli się już w łonie Kościoła, nie będąc jeszcze w pełni chrześcijanami. - Podobnie jak dziecko w łonie matki - mówi obrazowo siostra Anna. - Jeszcze nienarodzone i niesamodzielne, a czerpiące z krwi matki. Gdyby katechumen zmarł na tym etapie, przysługuje mu już pogrzeb chrześcijański.

Czas egzorcyzmów...

Na początku Wielkiego Postu, który w Kościele katolickim jest okresem pokuty, przygotowującym do przeżycia Świąt Wielkanocnych, kandydaci uczestniczą w obrzędzie wybrania. Jest to wywoływanie po imieniu osób, które będą przyjmowały chrzest w niedzielę paschalną. Każda osoba wcześniej samodzielnie podejmuje decyzję, czy jest już gotowa. Ostatecznie decyduje o tym katechista.

Czasem sam kandydat czuje i mówi, że nie jest jeszcze gotowy. Wtedy prowadzi się z nim dalsze rozmowy. W tym czasie odbywają się też inne, mniej ważne obrzędy: przekazania Modlitwy Pańskiej i obrzęd przekazania Symbolu wiary.

Są też tzw. skrutynia. Ich celem jest "oczyszczenie umysłów i serc, umocnienie przeciw pokusom, przemiana intencji i pobudzenie woli, aby wybrani bardziej przylgnęli do Chrystusa i postąpili w miłości ku Bogu".

Skrutynia powinny się odbywać przez trzy kolejne niedziele Wielkiego Postu, począwszy od trzeciej. Sprawuje je kapłan lub diakon w obecności całej wspólnoty wiernych. Trzy skrutynia są związane z trzema Ewangeliami - o Samarytance, o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia i wskrzeszeniu Łazarza.

Pomiędzy pierwszym a drugim obrzędem jest czas egzorcyzmów.

Są to modlitwy kapłana do Boga nad katechumenami, aby oczyszczał ich ze zła i słabości, które mogą tkwić w człowieku. Po modlitwie egzorcyzmu, którym kandydat poddawany jest trzy razy, następuje modlitwa błogosławieństwa - czyli prośba do Boga, aby obdarzył daną osobę pokorą, miłością, zdolnością przebaczania. W czasie tych modlitw kapłan kładzie ręce na głowę katechumenów.

To początek chrześcijańskiego życia

Sama ceremonia, podczas której przyjmuje się aż trzy sakramenty (chrzest, bierzmowanie, Eucharystię), odbywa się zazwyczaj podczas Wigilii Paschalnej, odprawianej w nocy przed pierwszym dniem Świąt Wielkanocnych.

Sakramentu chrztu dorosłych udziela biskup danej diecezji. Osoby, które przyjmują sakrament stają przed ołtarzem ze świecami w dłoniach, w śnieżnobiałych pelerynach bądź szerokich, białych szalach.

Tak jak chrześcijanie w dawnych wiekach, kiedy tego sakramentu udzielano raz w roku, w czasie liturgii Zmartwychwstania Pańskiego.

- To dopiero początek życia chrześcijańskiego - zaznacza s. Anna. - Od Wielkiej Nocy do połowy czerwca jest czas na zrozumienie w pełni tego, co się stało - czas mystagogii. - Po chrzcie zapraszamy na dalszą formację w ramach tzw. neofitatu, która trwa rok lub dłużej - mówi siostra Marzena.

Zdaniem księży, chrztów dorosłych będzie przybywać. - Kiedyś, w Polsce, chrzczone były niemal wszystkie dzieci. Teraz, w większych miastach, coraz więcej rodziców świadomie rezygnuje z tego sakramentu. Wykręcają się od chrztu dzieci, tłumacząc, że mają problem ze znalezieniem chrzestnych lub brak im pieniędzy na okolicznościowe przyjęcie - ubolewa jeden z krakowskich proboszczów.

- Te dzieci, gdy dorosną, zwierzają się, że chodziły na religię, ale nie miały sakramentów, co było wynikiem zaniedbań ze strony rodziców. Zdarzają się i takie sytuacje, że rodzice po prostu zapomnieli ochrzcić dzieci - dodaje duchowny.

Grażyna Starzak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje