Handlowcy nie chcą iść na bezrobocie

Przeprowadzka na nowy plac targowy może spowodować, że kilkanaście rodzin producentów mebli w małopolskiej Skawinie straci źródło dochodów.

Podczas spotkania w ratuszu władzom Skawiny nie udało się przekonać licznie przybyłych handlujących meblami i dywanami do przeniesienia handlu na nowy plac przy ul. Radziszowskiej.

Reklama

- Chcemy uporządkować handel na placu targowym i obok niego. Kierowcom musimy stworzyć bezpieczne warunki jazdy w dni targowe ulicą 29-Listopada, a rolnikom zapewnić odpowiednie miejsce do sprzedaży płodów rolnych i zwierząt, żeby nie musieli handlować na ulicy - powiedział nam Adam Najder, burmistrz Skawiny. Zaproponował też przeniesienie się na nowe miejsce producentom mebli i handlującym dywanami. Teraz sprzedają je w dni targowe -w czwartki i soboty - na parkingu przy ul. Korabnickiej, przylegającym do modernizowanego obecnie placu targowego. Władze proponują im przenosiny na odległy o ponad pół kilometra, powstający teraz nowy plac przy ul. Radziszowskiej, gdzie rolnicy będą handlować płodami rolnymi i zwierzętami. - Będą tam warunki do bezkolizyjnego wjazdu, załadowania towaru, zawrócenia, a tu zwolnią się miejsca postojowe dla klientów placu targowego - uzasadniał pomysł zmiany miejsca Stanisław Żak, wiceburmistrz Skawiny.

Wacław Siudut, komendant Straży Miejskiej, przypomniał o częstych skargach klientów na zajęty przez meble i dywany parking. Kupujący nie mogą podjechać pod plac samochodami i zrobić większych zakupów, bo nie mają gdzie zaparkować. Zdaniem handlujących meblami sytuacja nie zmieni się; parking nadal nie będzie dostępny dla klientów, ponieważ będą na nim parkować swoje samochody sprzedający na placu. - A przeniesienie nas na obrzeże miasta oznacza upadek naszych firm. Jesteśmy pewni, że nikt tam nie przyjdzie. Na zakończenie remontu czekaliśmy jak na zbawienie, bo w tym czasie nasze obroty spadły o ponad 90 procent. Najczęściej klienci przy okazji zakupów na placu przychodzili do nas, kilkakrotnie oglądali meble i dopiero po jakimś czasie je zamawiali. Na Radziszowską na pewno się nie wybiorą, bo to za daleko i nikomu nie jest po drodze - argumentowała Barbara Siorek z Rzeszowa, handlująca w Skawinie od 16 lat razem z mężem. Uważa, że dwa razy w tygodniu miasto powinno udostępnić im dotychczasowe miejsce. Tu wynajmują magazyn do przechowania mebli, a przy Radziszowskiej nie będą mieli takiej możliwości.

- Wnosimy opłatę, nie sprawiamy żadnych kłopotów, nie blokujemy miejsc osobom niepełnosprawnym chcącym się tu zatrzymać, a wręcz przeciwnie usuwamy meble, aby zrobić im miejsce - przekonywano wiceburmistrza. Handlujący na parkingu czują się pokrzywdzeni: - Jednym remontuje się hale i stwarza super warunki, a innych wyrzuca się poza miasto. Handlujących na placu uprzedzono o remoncie półtora roku wcześniej i mieli oni czas na poszukanie nowych rynków zbytu, a my dowiedzieliśmy się o tym teraz i nie mamy takich możliwości - żalili się producenci mebli.

Jako przykład przyzwyczajenia się klientów do miejsca podali pięknie wybrukowane place w Brzesku czy Niepołomicach. Mimo obniżenia tam opłat i tak nie ma tam handlu. Słaby jest też targ na tymczasowym placu w Skawinie, przeniesionym na czas remontu w pobliże centrum miasta przy ul. Żwirki i Wigury. - Tam dla ludzi jest za daleko, a co dopiero na Radziszowską - przekonywali uczestnicy spotkania w ratuszu. Uważają, że przy parkingu można wygospodarować osiem miejsc postojowych na pasie zieleni, który i tak jest zadeptywany.

Tomasz Kruszec z Krakowa w Skawinie dywanami handluje od 15 lat. On też uważa, że na ul. Radziszowskiej nie ma szans na przetrwanie, bo nikt - mając bliżej sklepy z takim samym towarem - nie wybierze się na obrzeże miasta. Uczestnicy spotkania mówili o zwyczaju udostępniania parkingów na targowiska, a nawet zamykania ulic, funkcjonującym na całym świecie. Ponadto plac na Radziszowskiej będzie utwardzony, więc wystawianie mebli na podłoże z kamienia naraża je na zniszczenie. Elżbieta Piwowarczyk z Paszkówki oraz Józef Dziedzic z Kalwarii, też sprzedający meble, również są pewni, że na nowym placu nie będzie handlu. Zagrożony czuje się również Robert Światłoń z Harbutowic, który sprzedaje na parkingu wyroby drewniane i wiklinowe, a jego żona firanki. - Ze sprzedaży na parkingu utrzymuje się kilkanaście rodzin, dla których przenosiny na nowy targ są równoznaczne z przejściem na bezrobocie, a my chcemy pracować - podkreślają nasi rozmówcy.

Zamierzają więc walczyć o utrzymanie miejsc na parkingu. Liczą, że radni Rady Miejskiej dokładnie rozważą ich apel o zachowanie handlu w tym miejscu. Napiszą pismo do burmistrza i komisji RM, opiniujących projekt uchwały w sprawie utworzenia nowego placu i zamierzają pójść na sesję, zaplanowaną na 29 kwietnia.

Tak wielkich obaw, jak sprzedawcy mebli nie mają rolnicy, handlujący teraz na ulicy przy placu targowym, którzy stanowili niewielką grupę na spotkaniu w ratuszu. - Na pewno będziemy musieli odczekać jakiś czas, żeby rolnicy się przyzwyczaili do nowego miejsca. Myślę, że handel ruszy tam w jesieni - spodziewa się Stanisława Jasiołek z Czernichowa, od 12 lat handlująca kurami nioskami, które kupują od niej rolnicy. Ona jest w lepszej sytuacji, bo jeździ na targ do Krzeszowic, Myślenic i Wieliczki. Jednak widzi pewne zagrożenie dla rolników na nowym placu. Jeśli przy 29 Listopada pojawi się jeden czy dwa samochody ze zbożem, to zainteresowani zakupem nie pojadą już na ul. Radziszowską. Takie zagrożenie istnieje, bo przy komunalnym placu targowym jest też niewielki plac spółdzielni "Rola", gdzie rolnicy także sprzedają płody z samochodów.

Ewa Tyrpa

ewa.tyrpa@dziennik.krakow.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje