Koncert legendarnej "Piatnicy" w Krakowie

Charkowski zespół 5'Nizza (czyt. Piatnica - po rosyjsku i ukraińsku "piątek"), już od dawna jest w Polsce zespołem kultowym mimo, że do niedawna jego płyty były na naszym rynku praktycznie niedostępne.

Sami członkowie 5'Nizzy - Andriej Zaporożec i Siergiej Babkin - również - do niedawna - nie mieli pojęcia, jak bardzo są w naszym kraju popularni.

Reklama

Przyjechali więc, zobaczyli, zagrali - i zwyciężyli.

Na krakowski koncert w klubie Studio nieco się spóźnili - za bardzo spodobało im się w kazimierzowskich lokalach. Fani czekali cierpliwie, a wokalista rozgrzewającego publiczność supportu - Kochanków gwiezdnych przestrzeni - robił, co mógł, żeby to czekanie urozmaicić.

- Wiem, wiem, przyszliście tu na Piatnicę - powtarzał - ale ich jeszcze nie ma, zagramy więc dodatkowo parę "ostatnich" numerków.

W końcu weszli. Babkin z aktorskim sznytem: boso, z akustyczną gitarą i w kapeluszu. Zaporożec - o szerokim uśmiechu na tatarskiej twarzy - stanął przy mikrofonie.

Publiczność, po długim oczekiwaniu, eksplodowała. Pierwsze akordy musiały przedzierać się przez krzyki publiczności. Zaczęli od "Nemaje kul" i "Ja ne toj" - jedynych utworów, które zespół śpiewa w języku ukraińskim. Byli wyraźnie zaskoczeni reakcją fanów. Co chwila - jakby zmieszani - powtarzali "diakuju" i "spasiba". Publiczność wrzała: ktoś pod sceną puszczał bańki, kto inny wymachiwał ogromnym wachlarzem. Wokalista Kochanków Gwiezdnych Przestrzeni pląsał pod sceną. Zaporożec coraz śmielej wystawiał mikrofon w stronę tańczącego tłumu - coraz bardziej pewny - a zarazem zdziwiony - że fani znają i śpiewają teksty.

W pewnym momencie to publiczność śpiewała dla zespołu: w klubie rozległo się gromkie "sto lat", a zaraz potem - tradycyjnie - "niech im gwiazdka". Andriej i Siergiej stali wmurowani i rozglądali się po sali. W końcu to oni zaczęli bić brawo.

Wszyscy domagali się "Sołdata" - najbardziej znanej piosenki 5nizzy. Kiedy zespół zagrał ją - a wcześniej "Jamajkę", "Zimę" i "Newę" - koncert osiągnął apogeum.

Bisowali dwa razy. Zagrali "Jammin'" Marleya i "Fugee-la" z repertuaru Fugees.

- To najlepszy koncert, na jakim byłam - krzyczy dziewczyna z dreadami na głowie i koszulce zespołu "Leningrad".

- Szkoda tylko, że się rozpadają - mówi jej chłopak z kozią bródką.

- Nie rozpadają się. - Twierdzi "Szum" - menadżer zespołu. - Chłopaki mają na głowie swoje solowe projekty, a poza tym są trochę zmęczeni. Ja też jestem zmęczony. Powiedzieliśmy sobie "dawaj, otdychniom". I odpoczywamy. Ale 5'Nizza wróci.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje