Kradzież w Auschwitz: Prokuratura przetłumaczyła zeznania

Krakowska prokuratura, prowadząca śledztwo w sprawie kradzieży napisu z muzeum Auschwitz, dysponuje już tłumaczeniami wszystkich materiałów, jakie uzyskała w drodze pomocy prawnej ze Szwecji.

- Wszystkie materiały zostały przetłumaczone. Prokurator obecnie analizuje te materiały. Na tej podstawie podejmie kolejne decyzje procesowe - powiedziała w środę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska.

Reklama

Jak podkreśliła, prokuratura dla dobra postępowania nie podaje żadnych informacji na temat treści otrzymanych materiałów. Wcześniej informowała jedynie, że chodzi m.in. o przesłuchanie trzech osób.

Materiały dotarły do polskiej prokuratury w połowie września. Ze względu na ich obszerność prokurator otrzymywał tłumaczenia partiami. Jak podawały media, chodziło o przesłuchanie mężczyzny, który przekazał samochód, wykorzystany podczas kradzieży, żony podejrzanego o nakłanianie do kradzieży Andersa Hoegstroema oraz jego znajomego milionera.

Według nieoficjalnych informacji, podawanych w środę przez RMF FM, szwedzki milioner zeznał, że nie był wspólnikiem Hoegstroema i nie wiedział o planowanej kradzieży napisu.

Śledztwo w sprawie kradzieży napisu "Arbeit macht frei" zostało przedłużone do grudnia. Prawdopodobnie do końca roku zostanie zakończone. Do grudnia przedłużono też areszt Andersowi Hoegstroemowi, podejrzanemu o zlecenie kradzieży, jak i współdziałającym z nim - według ustaleń śledztwa - Polakom: Marcinowi A. i Andrzejowi S.

Do kradzieży napisu doszło 18 grudnia 2009 r. Odnaleziono go 70 godzin później we wsi koło Torunia. Sprawcy kradzieży, zatrzymani w tym samym czasie, pocięli go wcześniej na trzy części. Z ustaleń prokuratury wynika, że pięciu Polaków - wśród których znajdowali się wykonawcy i pośrednicy - działało na zlecenie pośrednika ze Szwecji.

W prowadzonym przez polską prokuraturę śledztwie wątek trzech bezpośrednich sprawców kradzieży został wyłączony z postępowania i zakończony aktem oskarżenia. Oskarżeni przyznali się do winy, złożyli wnioski o dobrowolne poddanie się karze i zostali 18 marca skazani na kary od półtora roku do dwóch i pół roku pozbawienia wolności, i nawiązki pieniężne. Wyrok został wydany bez przeprowadzania procesu. Jest prawomocny.

Aktem oskarżenia nie zostali objęci pozostali podejrzani - Andrzej S. i Marcin A. Obaj kontaktowali się z podejrzanym o zlecenie kradzieży Hoegstroemem, dlatego prokuratura uznała, że bez przesłuchania Szweda materiał dowodowy przeciw nim będzie niepełny.

Hoegstroemowi postawiono zarzut nakłaniania dwóch Polaków do kradzieży napisu umieszczonego nad bramą b. obozu, będącego zabytkiem i dobrem o szczególnym znaczeniu dla kultury. Mężczyzna nie przyznał się do winy i przedstawił własną wersję wydarzeń. Grozi mu kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Prokuratura wyraziła zgodę na podawanie jego danych.

Hoegstroem został zatrzymany w lutym w Sztokholmie i umieszczony w areszcie. Miesiąc później szwedzki sąd zdecydował, że zostanie on wydany Polsce, co nastąpiło w kwietniu.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje