Kraków: Zmarł po wizycie u dentysty, nowe fakty

13 podmiotów - w tym krakowskich lekarzy, dwa szpitale i pogotowie - pozwała do sądu matka za błędy w leczeniu syna. Po zabiegu dentystycznym w prywatnej przychodni 22-latek, leczony później w szpitalu, zmarł w wyniku zakażenia krwi w klinice uniwersyteckiej.

Od każdego z pozwanych powódka domaga się po 500 tys. zł zadośćuczynienia i 300 tys. zł odszkodowania. "Nie chcę tych pieniędzy dla siebie. Jestem biedna i taka niech zostanę, a te pieniądze przekażę do różnych fundacji, niech pomagają ratować życie innym" - powiedziała w czwartek PAP na korytarzu sądowym autorka pozwu.

Reklama

Sprawa dotyczy 22-letniego pacjenta, u którego w lipcu 2011 r. po zabiegu stomatologicznym pojawiły się dolegliwości - m.in. opuchlizna, nudności, wymioty, osłabienie. Mimo kolejnych wizyt lekarskich, przewiezienia do szpitala, a następnie kliniki uniwersyteckiej, pacjent zmarł po kilku dniach w wyniku zakażenia krwi.

Zdaniem matki lekarze lekceważyli informacje o złym stanie zdrowia jej syna, zbyt późno podali antybiotyk, zlekceważyli podawane przez nią informacje o przebytym zabiegu stomatologicznym jako źródle zakażenia i nieprawidłowo leczyli syna, a następnie fałszowali dokumentację. Po jego śmierci niektórzy wskazali na błąd w sztuce lekarskiej - twierdzi kobieta.

Śledztwo w sprawie nieumyślnego narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia - z zawiadomienia matki - prowadziła krakowska prokuratura, ale umorzyła je wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Prokuratura oparła się na opinii biegłych z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, z której wynika, że na początkowym etapie postępowanie lekarzy było prawidłowe. Budzące wątpliwości biegłych postępowanie lekarzy w pierwszym szpitalu - którzy podejrzewali białaczkę, podczas gdy wyniki badań dawały podstawy do rozpoznania posocznicy i podjęcia intensywniejszego leczenia - według biegłych nie miało jednak znaczenia dla stanu zdrowia pacjenta i nie zapobiegłoby jego śmierci. Także wcześniejsze przewiezienie pacjenta do szpitala nie zmieniłoby już jego sytuacji, a leczenie w klinice uniwersyteckiej było prawidłowe - uznali biegli. Na tej podstawie prokuratura umorzyła sprawę.

Matka złożyła pozew cywilny przeciwko lekarzom i instytucjom i zapowiedziała wniesienie prywatnego aktu oskarżenia do sądu karnego.

W czwartek na rozprawie przed Sądem Okręgowym w Krakowie w wydziale cywilnym pełnomocnicy wszystkich pozwanych wnosili o oddalenie pozwu, bowiem - jak twierdzili - nie wykazano w nim związku przyczynowo-skutkowego poszczególnych pozwanych ze śmiercią syna, nie sformułowano w nim także konkretnych zarzutów przeciwko nim. Jak zgodnie podkreślali, pozew nie spełniał wymogów formalnych.

Sąd przydzielił matce obrońcę z urzędu i odroczył rozprawę do czasu przygotowania przez niego pozwu spełniającego wymogi formalne. "Ratujmy naszych obywateli, ratujmy pacjentów" - mówiła na sali sądowej rozemocjonowana matka.

Termin kolejnej rozprawy nie został jeszcze wyznaczony.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy