Lokator jak aktor

Poszukujący mieszkania student może poczuć się jak modelka czy aktor filmowy. Powód? Coraz częściej kandydaci na mieszkańców trafiają na castingi. Niektórzy zapamiętają je do końca życia.

Moda na casting pojawiła się dwa-trzy lata temu i robi się coraz popularniejsza. Niektórzy twierdzą, że wpływ na to miała czarna komedia "Płytki grób" Danny'ego Boyle`a, gdzie trójka studentów szukała czwartego, ciekawego i niebanalnego współlokatora. Inni uważają, że casting to naturalna selekcja lokatorów we wciąż drożejących mieszkaniach.

Reklama

Agencje wolą kobiety

Pierwsze sito to biura pośrednictwa nieruchomości:

- Przyjmując ogłoszenie pytamy właścicieli o to, czego oczekują od najemców - mówi Edyta Huber, właścicielka agencji nieruchomości Nove Estate. - Najczęściej preferowane są kobiety albo pary, studiujące stacjonarnie na takich uczelniach jak np: UJ, AGH, Politechnika. Niechętnie za to widziani są np. właściciele zwierząt albo osoby palące.

Do pośrednictwa trafiają jednak głównie drogie mieszkania, do wynajęcia na dłuższy czas. Mieszkania tańsze lub wynajmowane sporadycznie czy na krótki okres0 wynajmują bezpośrednio właściciele, szukając chętnych przez ogłoszenia na tablicach, w prasie lub internecie.

Jak klasztorna cela

To właściciel mieszkania dyktuje warunki, to on decyduje, czy zrobi casting i komu wynajmie to mieszkanie.

- Do wynajęcia była kawalerka bardzo blisko naszej uczelni. Umówiłyśmy się na oglądnięcie mieszkania. Właściciel stwierdził, że to tylko formalność - mówi Ewelina, studentka socjologii.

- Rzeczywistość okazała się inna. Przed nami właściciel przeegzaminował już wiele takich trójek: świadczył o tym arkusz na stole z wyrysowaną ogromną tabelą, na której wypisał godziny przybycia kolejnych "składów", a obok umieszczał punkty według tajemniczego kodu. Najpierw chyba oceniał nasz wygląd, bo kilka minut przyglądał nam się bez słowa i coś tam notował. Potem zasypał nas pytaniami, np. na zgodność charakterów, sposoby spędzania czasu, średnią ocen, rodzaj słuchanej muzyki, czy do jakiego stopnia znamy pozostałe dziewczyny. Nie wytrzymałyśmy, zrezygnowałyśmy z mieszkania nie czekając na wyniki selekcji.

- Zdarzało mi się przyjść na umówioną godzinę pod blok, w którym miałem obejrzeć mieszkanie, a tam stał ogonek ludzi przed klatką do tego samego mieszkania - opowiada Paweł Olszański, który na castingi się nie zgadza i na nie nie chodzi. - Powiedzmy, że taka forma buntu - dodaje. Najbardziej zaskakujący wymóg z jakim się spotkał? Przy jednej z ofert znalazł zapis: tylko dla katolików.

Współspacz z posagiem

Castingi organizują nie tylko zgrane grupy lokatorów, które mają atrakcyjne mieszkanie i np. wakat na jedno miejsce.

- Wolny pokój miały dwie studentki. Na klatce schodowej spotkałem innych chętnych, ale dziewczyny dały mi odczuć, że wygrałem casting - opowiada Damian Kordian Kawecki - Dostałem jednak kolejne zaproszenie na "dogrywkę" , bo miałem konkurenta. Z własnej woli wziąłem wino. Dziewczyny okazały się imprezowiczkami. Gość, artysta z ASP, okazał się "metalem", ale abstynentem, cichym i spokojnym. Po kilku dniach dostałem SMS-a: "jesteś fajny, ale niestety wygrał on". Okazało się, że konkurent miał pralkę, której dziewczyny potrzebowały i zadeklarował, że będzie je codziennie rano odwoził swoim autem do pracy i na zajęcia.

Ewelina Anna Warumzer

redakcja.krakow@echomiasta.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje