Małopolskie: Na delegacji włamał się do helikoptera

Do pięciu lat więzienia grozi 35-letniemu mężczyźnie, który włamał się nocą do helikoptera i usiłował nim odlecieć. Mężczyznę, który miał już założone słuchawki lotnicze i manewrował drążkiem sterującym, spłoszyli pracownicy firmy - poinformowała w piątek małopolska policja.

Helikopter należał do firmy, która specjalizuje się w pracach związanych z napowietrznym przeglądem linii energetycznych. Stał na pasie zieleni obok dużego kompleksu hotelowego w miejscowości pod Tarnowem.

W poniedziałek przed północą pracownicy firmy wracali do hotelu. Kiedy mijali śmigłowiec zobaczyli w środku mężczyznę z założonymi na głowie słuchawkami lotniczymi, manewrującego drążkiem sterowniczym. Jak się zorientowali, nie był to ich pilot.

Reklama

Gdy mężczyzna zauważył, że ktoś się nim interesuje, wybiegł z kabiny i rzucił się do ucieczki. Pracownicy firmy po krótkim pościgu ujęli go i wezwali policję.

Jak się okazało był to pijany gość hotelowy. 35-latek przyjechał do powiatu tarnowskiego na delegację służbową z województwa świętokrzyskiego. Twierdził, że tego dnia pił alkohol i - jak to ujął - "film mu się urwał". Nie wie, jak pokonał zabezpieczenia helikoptera i co robił w środku.

Jak ustaliła policja, wyrwany został skobel w prawych drzwiach kabiny. Mężczyzna usłyszał zarzut uszkodzenia mienia, za co grozi od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje